Próbujesz zrzucić wagę, ale ciągle ci się to nie udaje? Zaczynasz kolejne diety, ale szybko się zniechęcasz? Widocznie masz słabą motywację! Napiszemy o tym, jak ją wzmocnić i osiągnąć zamierzony cel.
Dlaczego jednym łatwiej jest zmotywować się do odchudzania, a innym dużo trudniej?
To wynika z różnic charakterów. Odchudzanie przychodzi łatwiej osobom z natury bardziej skrupulatnym, konsekwentnym czy też ambitnym. Tym, które nie mają rozwiniętych tych cech, brakuje wewnętrznych bodźców, by się zmobilizować do efektywnego działania. Szybko się zniechęcają i odkładają różne sprawy, a więc także odchudzanie, na później. „Do jutra”, czyli w nieskończoność.
Co wpływa na naszą motywację?
Są dwa rodzaje motywacji, zewnętrzna i wewnętrzna. Pierwsza to taka, kiedy robimy coś dla kogoś lub czegoś, choć sami nie jesteśmy do tego w pełni przekonani. Zaczynamy, na przykład, się odchudzać, bo rodzina mówi, że jesteśmy grube i powinnyśmy coś z tym zrobić. W takim wypadku, po rozpoczęciu diety, zwykle szybko tracimy zapał. Motywacja zewnętrzna jest krótkotrwała, nigdy nie wystarcza do tego, by wytrwać w odchudzaniu. Do sukcesu potrzebna jest motywacja wewnętrzna, czyli nasze głębokie przekonanie, że chcemy walczyć ze zbędnymi kilogramami, bo pragniemy dzięki temu lepiej się poczuć, wyglądać, być zdrowszą itd. Im bardziej jesteśmy tego pewni, tym większa szansa na powodzenie.
W jaki sposób dodawać sobie zapału?
Podstawą strategii odchudzania powinno być wyznaczanie sobie drobnych celów, np. jeśli mamy schudnąć 20 kg, zaplanujmy, że w pierwszym miesiącu, kiedy jest najłatwiej, bo tracimy wodę z organizmu, niech będzie to 5 kg, a w kolejnych po 3. Za każdy etap ustalmy dla siebie małą nagrodę (tylko nie przysmak!), np. kupienie książki czy zrobienie czegoś, co nas ucieszy. Jeśli jednak przez pierwszy miesiąc nie uda się nam schudnąć 5 kg, tylko 2, nie należy się zniechęcać, tylko spokojnie przeanalizować, dlaczego tak się stało. Zastanowić się nad popełnionymi błędami i nad tym, jak ich uniknąć. A może w tym czasie byliśmy na weselu i kilku innych imprezach, na których serwowano przeróżne przysmaki? W takim kontekście nawet te 2 kg mogą okazać się dużym sukcesem. Zamiast biczować się i poddawać, dostrzegajmy pozytywy.
A co robić, by nie ulegać pokusom?
Każdy musi wypracować na to własny sposób. Sami znamy siebie najlepiej i wiemy, co na nas działa. Trzeba uczciwie przyjrzeć się swoim słabościom i wziąć je w karby. Kobiety, które przychodzą na organizowane przez Warszawską Grupę Psychologiczną warsztaty dla osób odchudzających się, stosują różne sposoby. Nieraz opowiadają, na przykład, jak zabezpieczają się przed ciągłym sięganiem do lodówki. Jedna z nich umocowała na jej drzwiach ogromny znak drogowy z napisem „Stop”, a pod nim pytanie: „Czy na pewno jesteś głodna?”. Inna z powiesiła na lodówce sukienkę z dawnych lat w rozmiarze 36. Czasem sił dodaje spoglądanie na zdjęcia z okresu, kiedy było się dużo lżejszą. Można też kolekcjonować w pamięci komplementy, które się kiedyś usłyszało na temat swojej niegdyś szczupłej sylwetki. Bardzo ważne jest, by nie poddawać się, jeśli czasem nie uda nam się utrzymać diety, tylko stosować ją dalej. Wszyscy ulegamy słabościom. Jedna z uczestniczek warsztatów zawsze obawiała się świąt, bo choć obiecywała sobie, że nie zje przy stole żadnych słodkości, i tak objadała się nimi i tyła. Aż w końcu zmieniła postawę: „Schudłam po ostatnich świętach, bo założyłam, że wolno mi zjeść kawałek ciasta” – przyznała. Gdy przyznała sobie prawo do potknięcia, przysmaki przestały ją kusić.
Które okresy w trakcie stosowania diety są najtrudniejsze?
Pierwszy to samo podjęcie decyzji i rozpoczęcie odchudzania. Bardzo ważne jest, by wybrać na to odpowiedni moment. Nie może to być czas, kiedy jesteśmy narażeni na stresy, np. związane z ważnym wydarzeniem w życiu – zmianą pracy czy ślubem – bo czeka nas wtedy fiasko. Zwłaszcza, jeśli mamy zwyczaj podjadania w chwilach zdenerwowania.
Drugi trudny moment pojawia się, gdy zaczynają być widoczne efekty odchudzania. Mamy wtedy dobry humor, wydaje nam się, że panujemy już nad złymi nawykami. Myślimy sobie np. „Nic się nie stanie, jak zjem jednego batona”. I to jest pułapka, bo zwykle na jednym batonie się nie kończy. Jeśli pojawiają się takie myśli, odbierajmy je jak dzwonek alarmowy i tym bardziej się kontrolujmy.
Trzeci moment kryzysu pojawia się przed końcem odchudzania. Pozwalamy sobie np. na objedzenie się na przyjęciu, a na drugi dzień mówimy: „Nie ma już po co wracać do diety, zostały mi do zrzucenia 3 kilogramy, ale już się z nimi pogodzę”. Nie odpuszczajmy. Nasz plan powinien być doprowadzony do końca, dopiero wtedy pojawi się poczucie pełnego sukcesu. Najbardziej niebezpieczny moment jest jednak po zakończeniu diety. Cieszymy się, że nam się udało i zaczynamy jeść wszystko, czego sobie długo odmawiałyśmy. Pojawia się groźba efektu jo-jo.
Decyzja o odchudzaniu musi być podejmowana świadomie, z uwzględnieniem tych trudnych momentów. Walka z nadwagą to walką z samą sobą, ze swoimi słabościami. Ciężka praca, wymagająca dużo cierpliwości.
Podobno mężczyznom łatwiej przychodzi odchudzanie?
Tak, to prawda. Panom jest łatwiej głównie dlatego, że mają większe poczucie kontroli. Poza tym kobiety narażone są na więcej pokus, bo częściej gotują, a tym samym też kosztują, dojadają resztki z obiadu. Postawa „szkoda wyrzucić” jest wielkim wrogiem szczupłej sylwetki. Panie mają jednak różne ukryte umiejętności, które przydadzą im się w odchudzaniu. Potrafią przecież nadzorować wiele spraw: dom, dzieci w szkole, swoją pracę i świetnie wszystko godzą. Jeśli chcą, mogą więc świetnie nie tylko kontrolować swoją dietę, ale też przestawić rodzinę, aby jadła zdrowiej.
A jak panie mogą wzmocnić swoje poczucie kontroli?
Polecam robienie notatek ze wszystkiego, co się je. Pomaga nam to analizować swój jadłospis, wyciągać wnioski. Dzięki temu bardziej zastanawiamy się, zanim sięgniemy po jakiś smakołyk. Świetnym sposobem jest prowadzenie dzienników czy pamiętników, w którym opisuje się własne zmagania z wagą, wkleja zdjęcia. Zapisywanie w nich swoich sukcesów bardzo motywuje do dalszych starań. Poza tym, można będzie na koniec pokazać taki pamiętnik rodzinie, znajomym, pochwalić się, że nam się udało.
Czy warto odchudzać się z przyjaciółką?
Osobiście odradzam, bo w takich sytuacjach często pojawia się rywalizacja i przyjaźń się sypie. Jeśli przyjaciółce udaje się więcej schudnąć niż nam, zaczynamy ją mniej lubić. Lepiej wybrać się na grupę wsparcia do psychologa lub do Klubu Puszystych i odchudzać się z osobami, z którymi nie jesteśmy związane emocjonalnie, a przyjaciółka i rodzina niech nas po prostu wspierają. Bardzo pomaga słuchanie lub czytanie zwierzeń osób, które odniosły sukces w odchudzaniu. Można korzystać z ich doświadczeń. Nabieramy też dzięki temu wiary, że i nam się uda.
Jak zmienia się nasza osobowość, gdy odnosimy sukces i żegnamy ostatnie zbędne kilogramy?
Przede wszystkim zyskujemy pewność siebie i poczucie własnej wartości. Nie oszukujmy się, bardzo rzadko zdarza się, że grube kobiety w pełni siebie akceptują. Każda gdzieś tam skrycie marzy o tym, by ważyć mniej. Schudnięcie daje nam więc pogodzenie się ze sobą, ale też zaspokojenie próżności, bo na pewno usłyszymy niejeden komplement na swój temat. Podbudowuje nas to, zabezpiecza przed stanami depresyjnymi. Zyskujemy poczucie, że możemy odnieść sukces, że przeniesiemy góry – bo zrzucenie 20 kg to naprawdę przeniesienie gór. Mamy więcej siły, wiatru w żaglach. Umiejętność rozbudzania motywacji wewnętrznej przekłada się potem także na inne dziedziny życia: pracę, naukę, budowanie dobrych relacji w rodzinie. I wszystko nam się zaczyna dużo lepiej układać.