Szczupła do lata i trochę dłużej! – Odchudzanie z Joanną cz. 4

Jest lżej. I na skali wagi, i w codziennym życiu. Bo nowa dieta i odwiedzanie siłowni przechodzą w nawyk. Bilans: zero cellulitu, świetne samopoczucie i ponad 11 kg w dół.

Oczywiście, w trakcie minionych 6 miesięcy Joanna musiała stawić czoła wielu wydarzeniom, podczas których „normalne” odżywianie było utrudnione lub wręcz niemożliwe. Podczas wyjazdów, świąt czy też uroczystości rodzinnych trzeba znaleźć kompromis w odżywianiu lub też starać się zminimalizować skutki uboczne odstępstw od diety. Joanna jednak nawet w Wielkanoc poradziła sobie doskonale, a dowodem była utrata w tym okresie kilogramów w miejsce „świątecznego tycia”.

W ostatnim czasie nasza Czytelniczka ma coraz mniej czasu na gotowanie, dlatego też jej dieta została tak zmodyfikowana, aby w tym trudnym okresie wszystkie posiłki były możliwe do przygotowania „na zimno”. Bardzo cieszy mnie fakt, iż Joanna regularnie chodzi na siłownię, na którą zabiera napój izotoniczny przygotowany według mojego przepisu.

Pomimo faktu, iż przyzwyczaiłyśmy się do sukcesów Joanny, trzymajmy za nią wciąż mocno kciuki na dalszych etapach nauki prawidłowego odżywiania.

Co czuje Joanna

Tak jakoś samo wyszło, że przestałam liczyć kalorie i gramatury. Synek poszedł do żłobka i nie mam na to czasu. Stosuję się do żelaznych zasad Anety, czyli 5 posiłków o stałych porach. Śniadanie i obiad większe, drugie śniadanie i podwieczorek mniejsze, a na kolację same warzywa. Regularnie chodzę na siłownię. Okazuje się, że umiem powstrzymać się od słodyczy. Bardzo pomaga mi kontrolowane włączenie do diety odrobiny czekolady czy lodów (lekki mleczny na patyku).

Nauczyłam się również nie ważyć obsesyjnie w domu, bo to strasznie frustrujące.

Dzięki siłowni mam ładne, gładkie i sprężyste ciało, czuję się silna i sprawna. Chyba nawet za swoich najchudszych lat nie było aż tak dobrze.  Prawie nie widać cellulitu na udach, a był tam od zawsze.

Przyzwyczajam się do szczuplejszej figury. Wchodzę już do sklepów z „normalną” rozmiarówką, noszę teraz 44. Bardzo pomogło mi dobranie nowej bielizny. Znajomi zauważają zmianę i chwalą, to szalenie miłe. A mąż jest zachwycony!

Jak to widzi Aneta Łańcuchowska z Poradni dietetycznej HÄlsa, która opiekuje się naszą Czytelniczką:

Pierwszy, półroczny okres, w którym Joanna stosowała się do zaleceń dietetycznych, mamy za sobą. Celem tego etapu nie było jedynie zrzucenie zbędnych kilogramów, ale też zmiana nawyków żywieniowych. Na początku konieczne było liczenie, ważenie i mierzenie produktów spożywczych. Joanna wciąż czuła, że jest na diecie i musi uważać na to, co i w jakich ilościach spożywa. Z czasem systematycznie przestawała ważyć jedzenie i stopniowo zaczęła intuicyjnie wybierać właściwe produkty spożywcze, zgodnie z zaleceniami diety. Moją rolą w tym okresie było urozmaicanie menu, m.in. poprzez lekkie modyfikacje i dodawanie nowych przepisów. 

Przepis na napój izotoniczny: 

zmieszać

  • 200 ml sokupomarańczowego
  • 1 litr wody, 
  • 1 g soli
  • 4-6 kostek lodu