Izabela Wołodkiewicz: Dlaczego tak wolno chudnę?

Jak tylko zaczynamy myśleć o odchudzaniu, nasuwa nam się pytanie: dlaczego jedni mogą bezkarnie zajadać ciastka, a inni po zjedzeniu cukierka od razu odnotowują wzrost wagi? Gdzie tu logika? Dlaczego podejmując dietę jedni chudną szybciej, inni wolniej, a jeszcze inni – wcale? O przyczynach tego stanu rzeczy rozmawiamy z dietetykiem – Izabelą Wołodkiewicz.

Żyjmy dłużej: Dlaczego natura nie obdarzyła nas wszystkich jednakowym tempem przemiany materii?

Izabela Wołodkiewicz: To nie wina natury, ale czasów, w których żyjemy. Nasi przodkowie mieli okresy głodu i okresy sytości, po czasie obżarstwa następował czas postu. Organizm przystosowywał się do określonych faz: „jest jedzenie”, „nie ma jedzenia” i uaktywniał tzw. „geny oszczędne”, zabezpieczające organizm na czas braku pożywienia. Dzisiaj jedzenie jest dostępne zawsze i wszędzie. Ani przednówek, kiedy zimowe zapasy powinny ulec wyczerpaniu, ani okres postów religijnych, nie są dla organizmu sygnałem wyciszenia. Od pewnego czasu jemy cały rok dużo za dużo, więc geny oszczędne ulegają zanikowi.

Jeśli już nie możemy jeść tego samego, to przynajmniej – stosując tę samą dietę – powinniśmy chudnąć w tym samym tempie. Tymczasem, stosując podobne ograniczenia żywieniowe, jedne z nas chudną szybciej, inne wolniej. Dlaczego?

To, w jakim tempie będziemy chudnąć, zależy od genów i nawyków żywieniowych nabytych w dzieciństwie. Przeprowadzając wywiad dietetyczny mający na celu ustalenie diety odchudzającej, zawsze pytam o wagę rodziców i najniższą wagę w wieku dorosłym, jaką udało się osiągnąć. Jeśli rodzice mają nadwagę lub skłonność do niej, a my od dzieciństwa walczymy z dodatkowymi kilogramami, każda próba odchudzania będzie bardziej mozolna i dłuższa niż w przypadku osób, które zawsze były szczupłe, a nadprogramowe kilogramy zdobyły przez zaniedbania ostatnich lat.

Dlaczego tak się dzieje?

Wyjściową ilość komórek tłuszczowych w organizmie dziedziczymy po rodzicach. Jeśli oni mają skłonność do nadwagi, my też będziemy ją mieć. Jeśli dodatkowo, te komórki tłuszczowe zostaną namnożone w dzieciństwie, na skutek złego odżywiania, w wieku dojrzałym nie znikną. Mogą się skurczyć, zmniejszyć, ale pozostaną w takiej samej, zbyt dużej ilości.

Co jeszcze, oprócz genów i błędów żywieniowych z dzieciństwa, może być przyczyną trudności w efektywnym odchudzaniu?

Niektóre choroby, takie jak na przykład niedoczynność tarczycy lub stosowanie tabletek antykoncepcyjnych, spowalniają tempo podstawowej przemiany materii. Co ciekawe: reakcja organizmu niekoniecznie musi być natychmiastowa. Czasami znaczący wzrost wagi kobiety odnotowują po roku, dwóch, a nawet więcej od momentu odstawienia tabletek.

Duże znaczenie mają też wcześniejsze epizody odchudzania. Paradoksalnie: osoba nieustannie się odchudzająca będzie zrzucała kilogramy wolniej niż ktoś, kto podejmuje tę próbę po raz pierwszy. Organizm osoby stosującej diety wycisza się bowiem, spowalnia tempo przemiany materii, odkłada zapasy w obawie przed ponownym, niespodziewanym ograniczeniem racji żywnościowych. Także niska waga urodzeniowa, spowodowana zbyt restrykcyjną dietą ciężarnej, predestynuje dziecko do późniejszych kłopotów w odchudzaniu. I ostatni element: wiek. Łatwiej chudną osoby młode. Po 40. r.ż. tempo przemiany materii gwałtownie spada. Gdy 50-latka staje w szranki na efekty odchudzania z córką – z góry skazana jest na porażkę.

Jeśli nie mamy wpływu na nasze geny, błędów żywieniowych z dzieciństwa nie da się odwrócić, tempo przemiany materii jest od nas niezależne, to czy istnieją sposoby, by je troszkę podkręcić?

Takim sposobem zawsze będzie aktywność fizyczna. Duża, czyli nie 30-minutowy spacerek wolnym kroczkiem, ale przynajmniej 45-minutowy wysiłek fizyczny. Często pacjentki pytane o rodzaj aktywności fizycznej mówią: „Ćwiczę, a jakże, codziennie, na rowerku. I jeszcze uprawiam aerobic”.

„A ile pani ćwiczy?” – pytam. „20 minut. Codziennie”. No, niestety, ale 20-minutowy wysiłek fizyczny jest podczas odchudzania niemal bez znaczenia. W czasie
20 minut spalamy cukier z wątroby i mięśni, a nie tłuszcz! Kończymy ćwiczenia, jesteśmy głodne jak wilk i rzucamy się na wysokokaloryczny posiłek, uzupełniamy zapasy cukru i… jesteśmy w punkcie wyjścia. Aby sięgnąć do pokładów tłuszczu, czas ćwiczeń musi być niemal dwukrotnie dłuższy. Podkreślam jednak: ćwiczenia w domu, z zegarkiem w ręku, są dla odchudzających się koszmarem. One mogą nużyć, nudzić, zniechęcać. Dlatego polecam zajęcia ruchowe w grupie, gdzie długi czas ćwiczeń upływa szybciej, a wszyscy się wzajemnie mobilizują. Pamiętajmy także, że ruch to nie tylko zorganizowana gimnastyka. To też intensywne sprzątanie domu, ręczne pranie, prasowanie, mycie okien i podłogi, praca w ogródku. Nasze babki nieustannie krzątały się po domu i miały mniejsze problemy z otyłością niż my, które do sklepu za rogiem jedziemy samochodem.

A dalsze ograniczanie ilości i kaloryczności spożywanych posiłków? Może, gdy będziemy jeść jeszcze mniej niż odchudzająca się i szybciej chudnąca koleżanka, osiągniemy w końcu zamierzony efekt?

Zachowajmy zdrowy rozsądek. Poniżej 1000-1200 przyswajanych dziennie kalorii nie możemy zejść bez szkody dla naszego zdrowia. Poza tym: główna zasada odchudzania się brzmi: nie dopuszczamy do sytuacji, kiedy jesteśmy głodni, by nie myśleć nieustannie o jedzeniu. Dlatego – jako dietetyk – jestem za podjadaniem. Tylko rozsądnym.

WARTO WIEDZIEĆ

Produkty przyspieszające przemianę materii

  • Grejpfrut. Owoc ten zawiera stosunkowo mało cukru (średni grejpfrut to ok. 70 kcal) i dużo kwasów owocowych o działaniu podobnym do octu (ocet z kolei spowalnia przyswajanie węglowodanów). Należy jednak pamiętać, by nie łączyć go z farmaceutykami, gdyż zmienia ich działanie.
  • Imbir. W działaniu podobny do papryczki chili. Pobudza wydzielanie enzymów trawiennych, przez co poprawia trawienie i przyspiesza spalanie kalorii. Wyśmienity w wodzie z cytryną.
  • Kapusta. Wydaje się, że nie bez powodu duży rozgłos zyskała słynna dieta kapuściana, choć kapusty nie polecamy jako podstawy diety, a jedynie jako składnik zbilansowanego menu. Kapusta – szczególnie czerwona – reguluje funkcjonowanie komórek tłuszczowych, ograniczając odkładanie się w nich pokładów tłuszczu.
  • Herbata. Każdy rodzaj herbaty – nie tylko zielona, ale również ta czarna – pomaga spalić tłuszcz oraz zapobiega jego magazynowaniu przy diecie bogatej w węglowodany. Właściwości naparu wynikają z dużej zawartości przeciwutleniaczy z rodziny katechin.
DARMOWY NEWSLETTER SUPERLINII!
Dowiedz się co nowego, wygrywaj nagrody w konkursach!
Nasz newsletter jest przeznaczony dla wszystkich czytelniczek Superlinii, dzięki niemu będziesz na bieżąco z tym co się dzieje w naszej redakcji.
TWOJE IMIĘ (nieobowiązkowe)
TWÓJ ADRES E-MAIL
W każdej chwili będziesz mogła zrezygnować z subskrypcji.