• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Ile zjesz za 100 kalorii?
  • Nie igraj z alergią
  • Kobieta z balonikiem: happy end
  • Tajemnica Diamondów
  • Piękna po 50.
  • Sport dobry dla pupy
  • Metody na głody
  • Jak zmienić życie zgnuśniałych indywidualistów
  • Trzeba wyzwolić impuls
  • Może być duża, byle zadbana!
  • więcej w tym wydaniu

Serce jak na dłoni

Superlinia, 2/2009
Anna Rzędowska
  • fot. Shutterstock
więcej zdjęć
Stylizowany kształt i wieloznaczne określenia uczyniły ten  mięsień symbolem ludzkich uczuć i boskich właściwości. Skąd wziął się tradycyjny, powszechnie znany wizerunek serca? Teorie na ten temat są mało romantyczne.

Siedlisko miłości
Zwykle nasze sercowe kłopoty zwierzamy przyjaciółce od serca. Czasem mamy złamane serce, bo ktoś miał serce z kamienia albo w ogóle był bez serca... Wzdychamy, że serce nie sługa. Rysujemy serca przebite strzałą i na pociechę zajadamy czekoladki w kształcie serc albo piernikowe serduszka.

Niektórzy twierdzą jednak, że tak dobrze znany nam kształt serca nie przypomina wcale tego ludzkiego, ale... krowie. Zdaniem innych, przywodzi ono na myśl kobiecą pupę albo męską prostatę. Jakikolwiek był pierwowzór czerwonego serduszka, w kulturze zachodniej ma ono znaczenie jednoznaczne: miłość. Ale nie zawsze tak było. W czasach pierwotnych uważano serce za symbol sukcesu i siedlisko cech, które budzą podziw. Ówcześni myśliwi zjadali serca upolowanych przez siebie zwierząt, aby zyskać ich spryt, siłę i odwagę. Co ciekawe, w niektórych zakątkach dzisiejszej Afryki kształt podobny do serca jest symbolem... ucieczki, poczucia winy albo cierpienia.  

Starożytni i średniowieczni uczeni upatrywali w sercu źródło rozumu, myśli oraz uczuć, wyraźnie nie doceniając roli mózgu. Zdaniem rzymskiego lekarza Galena - rozum pochodzi z mózgu, uczucia z serca, zaś namiętności powstają... w wątrobie. Współczesna nauka zaprzecza tej teorii.

Zakochanie nie jest czystą emocją, raczej intensyfikuje lub wygasza inne emocje. (...) Mózg człowieka zakochanego działa jak na koktajlu hormonów i neuroprzekaźników, w tym dopaminy, estrogenu, oksytocyny i testosteronu. Obraz mózgu zakochanej osoby przypomina to, co można zaobserwować u narkomana na głodzie. dr L. Brizendine

Chemia od pierwszego wejrzenia
Co sprawia, że na widok kogoś serce zaczyna bić mocniej, brak nam tchu, policzki nabierają rumieńców, a oczy blasku? C8-H11-N, czyli fenyloetyloamina (PEA), produkowana przez mózg (dostępna jest także w czekoladzie i w serze). Pojawia się już w 4 sekundy po tym, jak nasz wzrok zarejestrował czyjąś postać, wzrost, kolor oczu, rysy twarzy. Gdy te sygnały mkną do mózgu (432 km na godzinę), nasz słuch rejestruje dźwięki, a węch wyławia bezwonne feromony. Mózg błyskawicznie analizuje te wszystkie dane i jeśli porównanie ich ze zmagazynowanymi wzorcami nie wzbudziło zastrzeżeń, zaczyna wytwarzać PEA. Ogarnia nas podniecająca euforia - wierzymy w swą atrakcyjność i w to, że wszystko jest możliwe. Szczęście nas uskrzydla, nie czujemy głodu ani zimna, tracimy poczucie realizmu. Rodzi się miłość? Przede wszystkim: w mózgu rośnie poziom dopaminy i norephetaminy, podobnie jak po zażyciu narkotyku. To dlatego widzimy świat w jasnych barwach, a całkiem przeciętny człowiek nagle jawi nam się jako chodząca doskonałość.

Osoby zakochane i te z nerwicą natręctw nie różnią się od siebie. Całkiem możliwe, że zakochani nie są zupełnie normalni w sensie tradycyjnej normy zdrowia psychicznego.     
D. Marazziti
(laureatka Nagrody Nobla za badania nad serotoniną)

Pot czy feromony?
Za miłosne uniesienia odpowiedzialne są nie tylko mało romantyczne neurotransmitery (takie jak dopamina czy serotonina), ale także substancje semiochemiczne znane jako feromony. Wydzielane bez udziału naszej wiedzy i woli, informują o walorach osobniczych i zachęcają (lub nie) do zacieśniania kontaktu. Uważa się, że męskie feromony znajdują się w pocie i oddechu, jednak ich bardzo niskie stężenie stawia pod znakiem zapytania te teorie. Mimo to sporym popytem cieszą się perfumy „zawierające stężone ludzkie feromony". Ba, niektórzy zaklinają się, że są skuteczne. Warto pamiętać, że rola perfum i wszelkich sztucznych zapachów ma znikomy wpływ na atrakcyjność seksualną. Naprawdę liczy się tylko nasza osobista - unikalna! - kompozycja zapachowa, czyli cząsteczki chemiczne wydzielane przez gruczoły potowe. Gdy dotrą do wnętrza czyjegoś nosa, zostaną poddane analizie receptorów, które dostarczą mózgowi wyniki swoich badań. Wystarczy kilka sekund, by mózg rozkodował te informacje i ocenił. Wola i serce nie mają z tym nic wspólnego.

Kiedy obiekt naszych westchnień staje się (choćby przejściowo) towarzyszem życia, emocje z lekka opadają, ale wciąż utrzymują wysoki poziom. Zmienia się nieco ich układ chemiczny. Pierwsze skrzypce zaczyna grać serotonina, odpowiedzialna w mózgu za nastrój i apetyt (także ten seksualny). Jej wysoki poziom pozwala trwać euforii i zapewnia spokojny sen. W organizmie pojawia się też kojąca endorfina, dzięki której emocje wyciszają się nieco, a napięcie ustępuje poczuciu spokoju i bezpieczeństwa. Narkotyczne działanie hormonów sprawia, że związek stabilizuje się, dając miłe poczucie spełnienia w miłości. Zwykle wystarczą dwa lata, by zaczął opadać poziom neurotransmitera PEA, a wraz z nim - poziom emocji. Po upływie pięciu lat fenyloetyloamina cofa się do stanu wyjściowego, a na plan pierwszy wysuwa się oksytocyna. Ekscytacja ustępuje spokojnemu zadowoleniu, a do niedawna namiętni kochankowie przestają zabiegać o siebie nawzajem. Ona coraz częściej pokazuje mu się bez makijażu i w kapciach, on ziewa, nie zasłaniając ust, i chrapie, zamiast zrywać z niej piżamkę. Romans zamienia się w zwyczajne życie.

Stan emocjonalny zwany miłością pobudzany jest
przez libido, czyli popęd wywodzący się z pobudzenia
sfer erogennych.
Z. Freud

Sercowe kłopoty mózgu
Kto nie ma szczęścia w miłości, ten ma najprawdopodobniej tzw. systemy nadmiernie stymulujące mózg. Efekt ich działania polega na tym, że widok potencjalnego ukochanego wywołuje coś w rodzaju odurzenia i odbiera myśleniu trzeźwość. Chcąc nie chcąc, nie wykorzystujemy tej chwili, pozwalamy jej przeminąć. Tracimy okazję i... zapamiętujemy porażkę.

Miłosne niepowodzenia to nie tylko przegapione okazje. To także burzliwe rozstania, porzucenia bez słowa i nagłe odkrycia, że książę z baśni jest w gruncie rzeczy... pajacem. Skarżymy się wtedy, że serce nam pęka, ale prawdziwe kłopoty ma nie ono, lecz mózg. Jądro półleżące, kora wyspy środkowej i boczna kora oczodołowo-czołowa silnie reagują na każde przykre wspomnienie, przysparzając bólu i cierpień. Co ciekawe, mózg bynajmniej od nich nie ucieka, rozpamiętując stratę. Maleje poziom dopaminy, a w ślad za nim - poziom energii. Pojawiają się zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, prowadzące albo do depresji, albo do agresji. Spadek serotoniny pogłębia stany depresyjne, wywołując bezsenność, brak apetytu i zaniedbywanie innych podstawowych potrzeb życiowych. Inną reakcją organizmu jest tzw. huśtawka nastrojów - czyli, z naukowego punktu widzenia, niedobór serotoniny przy nadmiarze dopaminy. Mieszanka prawdziwie wybuchowa.

Czekoladopodobne zadurzenie
Stan zakochania nie trwa zwykle dłużej niż rok - to wniosek z badań, jakim poddano grupę osób ogarniętych miłością. Analiza ich krwi wykazała, że tuż po zakochaniu się wzrasta poziom zawartych w niej cząsteczek psychoaktywnego białka zwanego czynnikiem wzrostu nerwu (NGF), aby po mniej więcej roku wrócić do dawnego poziomu. Ta prawidłowość wiąże się z intensywnością myślenia o ukochanej osobie, a także z takimi reakcjami organizmu, jak palpitacje serca czy pocenie się dłoni.

Instynktu nie da się oszukać: potrzebujemy miłości - i to nie tylko tej wzajemnej i spełnionej. Przede wszystkim potrzebujemy ekscytacji, motyli w brzuchu, podniecenia zapierającego dech. Gdy tego brak, więdniemy i popadamy w melancholię. Póki nie zjawi się nikt, kto na nowo pobudzi nasze emocje, możemy sięgnąć po... czekoladę, niezawodną w chwilach smutku i żalu. Ta słodka pociecha jest wprawdzie niebezpieczna dla naszych bioder, ale za to zawiera stymulanty chemiczne, działające w mózgu podobnie jak błogosławiona fenyloetyloamina. Dzięki temu czekolada pozwala odzyskać zadowolenie, a nawet znów poczuć euforię, która kojarzy nam się z cudownym okresem zakochania.

Wszechmocne hormony
Te związki wytwarzane przez każdy organizm, są w nim wprawdzie obecne w bardzo małym stężeniu, ale okazują się niezbędne dla równowagi i prawidłowego działania wszystkich narządów. Wszelkie odstępstwa od normy dają się tu wyraźnie odczuć.
Działanie hormonów wywiera niekiedy wpływ wręcz narkotyczny. Endorfiny koją jak morfina; to dzięki nim zyskujemy uspokajające poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Jeszcze więcej pozytywnych odczuć daje serotonina, zwana zresztą hormonem szczęścia. Poczucie uskrzydlenia zawdzięczamy dopaminie, szybsze bicie serca - noradrenalinie, a pożądanie seksualne - testosteronowi, który, wbrew obiegowej opinii, występuje nie tylko u mężczyzn, ale także u kobiet. Gdy mija pierwszy etap zakochania, mężczyźni mają w zanadrzu jeszcze inny hormon: wazopresynę. To dzięki niej mogą czuć potrzebę bliskości i okazywać przywiązanie. Typowo kobiecy hormon - oksytocyna - wydziela się m.in. w czasie orgazmu. Stymuluje odczuwanie bliskości i więzi emocjonalnych, a ponieważ wpływa na skurcze macicy podczas porodu i na laktację w okresie karmienia, można by go nazwać hormonem macierzyństwa. Hormony potrzebują kilku lat, aby wrócić do normy po swoich wzlotach. Dla nas oznacza to albo wyciszenie namiętności i życie w spokojnym harmonijnym związku, albo cierpienie wywołane pustką i dojmującą potrzebą miłości, albo  powód, by tę pustkę zapełnić. Cokolwiek kieruje naszymi emocjami, gdziekolwiek znajduje się ich siedlisko - najważniejsza jest miłość.

 

 

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt