Od wielu lat jestem waszą czytelniczką. Sięgałam po „SuperLinię" wtedy, gdy moja nadwaga wynosiła kilka kilo i czytam teraz, gdy są to już dziesiątki kilogramów w nadmiarze. Dobrze pamiętam moją reakcję na listy pań ważących 95, 100 i więcej kilogramów. Kręciłam głową z niedowierzaniem i zadawałam sobie pytanie: „Jak można, co trzeba robić i jak bardzo się starać, aby tyle ważyć?" I stało się. Nawet nie wchodzę na wagę. Wystarczy, że w ubiegłym roku w szpitalu pielęgniarka odczytała wynik za mnie: „103 i pół kilograma, ale pół odejmiemy na koszulkę". Wiem, wszystko wiem. Niezdrowo, nieestetycznie, niemodnie, nieciekawie. Nie... nie... nie..., ale co robić, gdy próbowało się niemal wszystkiego. Diety, wyjazdy do Łodzi, nawet medycyna tybetańska, która przeniosłaby mnie pewnie na tamten świat. Mniej jeść? Przecież nie jem dużo. No właśnie, skoro nie jem za dużo, ale i tak jestem za gruba, to mogę sobie pozwolić na małe co nieco. I tak koło się zamyka. W ciągu dnia przekonanie, że mały kęs nie zaszkodzi, że od jednego cukierka się nie przybędzie, że mały drink wieczorem rozluźni, odstresuje. A waga? Pisałam już, że się nie ważę! Największa złość przychodzi, gdy trzeba się pokazać w większym gronie. I to nie w luźnym swetrze i spodniach. Gdzie to wszystko schować? Upchnąć? Nie da się! Jest we mnie ogromna tęsknota. Tęsknię za krótszymi spódniczkami, zwiewną letnią sukienką, spodniami, które trzymają się na bioderkach. Brakuje mi wysokich szpileczek. Decyduję się na odchudzanie, ale tego zapału nie starcza na długo. I tak zawsze polegnę na polu bitwy, zawsze na tarczy. I tak trwam we własnym świecie obłudy i zakłamania, że są grubsze, że jeszcze mam czas, że od jutra. A jutro nie przychodzi. Nawet nie wiem, a właściwie wiem, że nie wyślę tego listu. Już ich tyle napisałam. Ale gdyby jednak... to zachowajcie moje nazwisko do wiadomości redakcji.
Czytelniczka
Dodaj komentarz
Komentarze
-

Coś o tym wiem czy to nie choroba depresja jedzenie zabijam ból miłość okłamuje się i męża mam dzieci u nich dbam o dietę a sama nie potrafię sobie poradzić co robić jak dalej żyć. może ktoś ma pomysł jak z tego wybrnąć
~Nowa 2011-10-27 19:18:34
-

jak ja doskonale Cię rozumiem...Czy to przypadkiem nie mój list? Mój i tysiąca albo tysięcy innych obżartuchów? To choroba. Nie umiemy w głowie poprzestawiać konkretnie swoich klepek, dlatego nie potrafimy schudnąć. Cały sekret tkwi w naszej głowie... W mojej też, tylko wykorzystać tej wiedzy nie potrafię.
~Tess 2010-12-27 11:31:19



