Pamiętam, jak pewnego dnia trafiłam w telewizji na program Ewy Drzyzgi. Rozmawiano o różnych metodach odchudzania. Wśród zaproszonych gości między innymi była pani, która źle znosiła balonik i go wyciągnęła. Ale ona, nosząc balon, nie kontaktowała się z lekarzem. A powinno się to robić regularnie. Mój lekarz prowadzący jest ze mnie zadowolony. Nawet się zaprzyjaźniliśmy. Z uporem maniaka wydzwaniałam, zawracałam mu głowę przy każdym drobiazgu, nawet przy katarze - co mam pić, co jeść... Jak cierpliwy anioł rozwiewał wszelkie wątpliwości, doradzał i pomagał. Znam inne pacjentki, też po założeniu balonika BIB, które, gdy miały jakieś pytania czy wątpliwości, dzwoniły do mnie. I to jest też dobre, bo pytały doświadczonego praktyka. Ale nie wolno zaniechać konsultacji z lekarzem, choćby raz na miesiąc. Każda z nas ma inny organizm. Inaczej reagujemy na obecność balonika. Jest to jednak, mimo wszystko, jedyna metoda bezinwazyjna.
W najbliższych dniach wyciągam balonik, z rezultatem 22 kg w dół. Ale nie porzucę mojego lekarza. Zna mój profil psychologiczny. Obok przyjaciół i rodziny będzie moim dodatkowym wsparciem. Czasami wystarczy dostać burę przez telefon, czy jakąś wskazówkę... Za mało mówimy innym o swoich wątpliwościach. A przecież czasami niedużo trzeba, żeby znaleźć ludzi - blisko czy daleko od siebie - którzy nas zdopingują, rozwieją nasze wątpliwości, coś doradzą. Na zawsze pozostanę w grupie odchudzających się, niezależnie od tego, ile będę ważyć. To grupa wsparcia.
Jestem już po wyjęciu balonika BIB. I co się zmieniło? Nic. Jem tak jak jadłam: mało, pomału i... to, na co mam ochotę. Liczę na to, że będę dalej zrzucać wagę, powoli i stopniowo. A wtedy do wiosny byłoby już „z tyłu liceum". Od wielu lat nie doświadczyłam tej przyjemności: wszystkie ciuchy są na mnie ZA DUŻE!!! Zrzuciłam teraz, na tym etapie, 24 kg, a w sumie - około 60 kg. Bez odmawiania sobie potraw, które lubię (a lubię prawie wszystko). Nie wisi mi skóra, nie mam zmarszczek. Nikt mnie nie zmuszał do chodzenia na siłownię czy katowania się w inny sposób. I nie oto chodzi. Jak ktoś lubi ćwiczyć, to proszę bardzo. Ale ja jestem niezdyscyplinowana. Wszystko mogę, tylko... nie wszystko mi się chce.
Moją przygodę z balonikami BIB mogę śmiało podsumować tak: odmieniła mnie i moje życie. Jedna z koleżanek powiedziała mi ostatnio, że lubi patrzeć, jak ja jem... Że po prostu delektuję się jedzeniem. Każdy kęs to widoczna przyjemność. I tak jest.
Musiałam mieć dwa baloniki, aby zmądrzeć, widocznie bardzo powoli się uczę. Ale cieszę się, że w końcu się udało.
Zostawię sobie parę ubrań na pamiątkę, bo chyba będzie mi trudno kiedyś uwierzyć, że wyglądałam jak monstrum o wadze 142 kg. Każda metoda jest dobra, jeśli skutkuje. Dla mnie był to balonik BIB. I co ważne, zawsze można go ponownie zastosować.




