• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Przygód z balonikiem cz. 3
  • Słodka choroba
  • Doceń cytrusy
  • Bądź piękna w karnawale
  • Jak polubić dietetyczne jedzenie?
  • Smutne barwy dzieciństwa
  • Kręgosłup w karnawale
  • Ach, ta kąpiel...
  • Towarzystwo pięknych kobiet
  • Kronika wypadków zimowych
  • więcej w tym wydaniu

Mieczysław Szcześniak: Układam kompozycje ze smaków

Superlinia, 1/2009
Barbara Staśko
  • Mieczysław Szcześniak, fot. KAPiF
więcej zdjęć
Kocham życie i chłonę je wszystkimi zmysłami. Uwielbiam jedzenie, a gdy stwierdzę, że za dużo przytyłem, odchudzam się. Nie mam jednak na tym punkcie bzika, bo dobrze czuję się w swojej skórze.

Mieczysław  Szcześniak - Muzyk i wokalista. Zadebiutował albumem „Niby Nowy", potem nagrał 5 płyt w nurcie muzyki chrześcijańskiej. Kolejne albumy piosenek to: „Raduj się świecie" i „Czarno na białym". Rekordy popularności bił duet „Dumka na dwa serca", wykonany przez niego i Edytę Górniak. W 2006 r. artysta wydał płytę „Zwykły cud", z której pochodzą m.in. przeboje „Mamma", „O niebo lepiej", „Chyba na pewno".

Spotykamy się w knajpce „Esencja smaku". Dla pana smaki są ważne?
Bardzo. Zmysły to wielki prezent, dany nam po to, byśmy rozkoszowali się życiem i światem.

Pamięta pan smaki z dzieciństwa?
Przede wszystkim smak dziczyzny. Mężczyźni w mojej rodzinie byli myśliwymi. Dziadek był przez wiele lat królem polowań w lasach wokół Kalisza. Trzy pokolenia, które znam, wychowały się na dziczyźnie. Wspominam liczne biesiady, w których brałem udział i zapamiętale próbowałem dań z dzikich zwierząt.

Z tego wynika, że już od małego lubił pan jeść?
Jak cała moja rodzina.

A sam pan gotuje?
Przy moim zawodzie byłoby to trudne, dlatego stołuję się głównie poza domem. Niektórzy dojeżdżają do pracy 30 czy 50 kilometrów i narzekają, a ja nieraz muszę jechać 300 albo 500. Zdarza mi się pokonywać Wielką Wodę, czyli jechać do Stanów Zjednoczonych. Tam mogę delektować się każdą z kuchni świata. W Polsce trudno jest być np. wegetarianinem, a w Ameryce łatwo dostać wszystkie owoce, warzywa, przyprawy, jakie tylko są na świecie. Mięsa także. W sklepach i na targach oczy wyskakują z orbit na widok takiego bogactwa. Nie mówiąc już o tym, co wyprawiają powonienie, dotyk i wyobraźnia.

Jakie są pana ulubione potrawy?
Mam tę przypadłość, że uwielbiam jeść dużo i prawie wszystko. W równym stopniu dogadzam sobie niezwykłą, intensywną w smakach kuchnią indyjską, jak i delikatną kuchnią japońską. Potrafię docenić wszystkie smaki, chętnie nowe. Lubię odpowiednio przyrządzone podroby, ale jest jedna rzecz, której nie jadam - to móżdżek.

Czy żyje pan zdrowo?
Nie powiem, żeby tak do końca... Chociaż w moim rozumieniu „żyć zdrowo" to przede wszystkim być zadowolonym z życia. Wtedy wybiera się to, co dla organizmu najlepsze. A kiedy odchudzanie zaczyna być musem, następuje spięcie organizmu. To jest, moim zdaniem, równie szkodliwie, jak niedbanie o siebie. Mimo że człowiek traci kilogramy i lepiej wygląda, staje się zgryźliwy. I wtedy cały wysiłek właściwie na nic.

Pana filozofia polega więc na tym, żeby być zadowolonym z siebie.
Nie, w ogóle - z życia! Poczucie szczęścia dają człowiekowi wszystkie zmysły i wszystkie części naszej osoby, czyli ciało, dusza i duch. Tego szczęścia chwilowego, oczywiście, bo ono gości w naszym życiu na krótko, w określonym miejscu i czasie. Na przykład, kiedy jesteśmy głodni i nasze kubki smakowe dotykają nagle czegoś smakowitego - dopada nas poczucie szczęścia. Cieszy nas też biesiadowanie przy suto i pięknie zastawionym stole...

Jedni „zajadają" stresy, inni odwrotnie - gdy mają kłopoty, nie jedzą i mocno chudną. Do której grupy pan należy?
Nie widać?! (śmiech) Jedzenie to bardzo szybka i łatwo dostępna metoda pocieszenia się. I naprawdę bardzo, bardzo przyjemna! Ostatnimi czasy chudłem głównie przy okazji promocji płyt - wiązało się to z intensywną pracą, brakiem czasu na jedzenie i  małą ilością snu. Wszyscy posuwamy się w latach i w sposób naturalny nadgryza nas ząb czasu - teraz, z powodów zdrowotnych, bardziej więc dbam o to, by się nie przejadać. Czasami przygotowuję sobie na przykład dużo sałaty, do której dodaję ulubione sery pleśniowe.

Stosował pan jakieś diety?
Tak, i to bardzo różne. Moim zdaniem jednak  to po prostu „pic na wodę fotomontaż". Są po to, żeby wystąpił efekt jojo. Można schudnąć tylko wtedy, gdy stosuje się dietę wraz z regularnymi ćwiczeniami fizycznymi. Wówczas następuje skuteczne spalanie, a tkankę tłuszczową zastępuje mięśniowa.

Jakich diet pan próbował?
Wszystkich po kolei. Włącznie z głodówkami oczyszczającymi organizm. Bardzo dobrze się  po tym czułem.

Był pan pulchnym dzieckiem?
Tak, nigdy nie zaliczałem się do „szczupaków". Owszem, bywałem już w życiu szczuplejszy niż dzisiaj, nawet o jakieś dwadzieścia kilogramów, ale nie ma zmiłuj! Jeśli człowiek ma upodobanie do jedzenia, to albo podejdzie kompleksowo do sprawy, będzie jadł mniej, i to odpowiednie potrawy, albo też będzie popuszczał sobie cugli, tak jak wodze wyobraźni, i tym okrętem będzie dalej pływał po wodach pyszności wszelakich. Ja mam zamiłowanie do smaków, uważam, że niepowtarzalnie smakują np. ziemniaki ugotowane w mundurkach. Ludzie mówią, że kiedy przygotowuję jakąś potrawę, to nigdy nie jest taka sama. Ja układam kompozycje ze smaków. Tak samo patrzę na świat, urządzam mieszkanie, ogród, organizuję przestrzeń wokół siebie. Zawsze są to kompozycje i aranżacje.

Czyli nie ma większego znaczenia to, że jesteśmy trochę puszyści?
Jeśli nie mówimy w tej chwili o zdrowiu, to nadwaga jest kwestią estetyki. A estetyka to rzecz umowna, zmienia się na przestrzeni wieków i wieku. To, co ładne dzisiaj, kiedyś się nie podobało - i odwrotnie. Nie ma sensu się za bardzo przejmować wyglądem. Za to należy przejmować się zdrowiem i stale kontrolować jego stan. Nadwozie i podwozie samochodu bada się co rok, my też musimy chodzić na różne przeglądy i badania. Inaczej wszystko wymyka się spod kontroli i pojawia się choroba.

Stosuje pan jakieś ćwiczenia, chodzi na zabiegi spa?
Byłem ze dwa razy na tzw. wczasach odchudzających. To fajne, pod warunkiem, że zbierze się doborowa ekipa. Wtedy - począwszy od porannej gimnastyki, a skończywszy na obowiązkowej każdego dnia saunie i dyskotece - można się pocić z prawdziwą przyjemnością! Je się mniejsze porcje i chodzi się na basen. Trochę się wtedy chudnie i nabiera kondycji. Naprawdę polecam! Były tam kobiety, które schudły 30 kg, jeżdżąc dwa razy w roku na takie wczasy. A potem, już szczupłe, wracały tam regularnie, by utrzymać ładną sylwetkę. Trzeba mieć tylko kasę i czas.

Uprawia pan jakiś sport?
Latem jeżdżę na rowerze. Na co dzień poruszam się pociągiem, samolotem lub samochodem. Podróże powodują, że nie ruszam się zbyt dużo. Dlatego rośnie mi tu i ówdzie małe co nieco.

Najważniejsze jest chyba jednak to, żeby dobrze czuć się w swojej skórze?
Jeśli człowiekowi źle z samym sobą, powinien  zabrać się za siebie. Jeżeli natomiast czuje się dobrze, nie ma co wariować. W innych krajach łatwo dostępne są duże rozmiary ubrań. U nas, niestety, więksi są dyskryminowani. A przecież nasze społeczeństwo jest dość pulchne, wychowywane głównie na węglowodanach.

Zbliża się karnawał. Cieszy się pan na jakieś specjalne jedzenie?
Cieszy mnie każde jedzenie. I każda chwila życia. Każdy dzień to dla mnie święto.

Nie dopadają pana chandry?
A jakże, dopadają, jak wszystkich. Problemy są jednak po to, żeby sobie z nimi radzić. To jest rodzaj wyzwania. Ja zawsze próbuję rozwiązać problem, a jeżeli mi się nawet nie uda, jestem zadowolony, że  zrobiłem, co mogłem. I to już powoduje, że chandra zmniejsza się o połowę. Gdy zaś odniosę sukces - daję sobie nagrodę. Może to być jakieś pyszne jedzonko, ale też koncert czy dobry film. Jesteśmy godni sowitych nagród.

Jakie trzy życzenia ma pan do złotej rybki 2009 roku?
Jeżdżę teraz do Stanów, bo współpracuję z amerykańskimi muzykami z kręgu folk. To jest jak podróż po smakach - kosztuję innego smaku muzyki. Mam nadzieję, że w 2009 roku ukaże się za granicą nasza anglojęzyczna płyta, której jestem współproducentem, współkompozytorem. Drugie życzenie jest takie, by płyta trafiła do Polski i żeby się Polakom spodobała. Wielu moich fanów lubi mnie za teksty, a te teksty będą  po angielsku, moja trema jest więc usprawiedliwiona. A trzecie, największe moje życzenie, to żebym był zdrowy i żebym nie zgłupiał.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt