-
- Przed, fot. zbiory prywatne
-
- Płaszcz 235 zł, Marks & Spencer; bluzka 39,90 zł, Marks & Spencer; spódnica 189 zł, Marks & Spencer; buty 239 zł, Bata
modelka: nasza Czytelniczka Teresa
wiek: 58 lat
wzrost: 156 cm
waga: 70 kg
biust: 107 cm
talia: 105 cm
biodra: 109 cm
Zawsze irytował mnie brak dojrzałych kobiet w kolorowych magazynach. Tak jakby w ogóle nie było ich w prawdziwym życiu. Rzadko można znaleźć artykuły, które dotyczą zdrowia, diety i urody kobiet po pięćdziesiątce. A jeśli już są, to zwykle zilustrowane dziewczynami młodszymi o kilka dekad. Dlatego, choć nie bez obaw, postanowiłam podjąć rękawicę i zostać superliniową modelką. Pomocne było wsparcie rodziny: męża i dzieci, którzy zgodnie stwierdzili, że nie mogę przepuścić takiej okazji.
Życie zaczyna się na emeryturze
Nadwaga towarzyszyła mi od wielu lat. Po prostu lubię jeść dużo i na dodatek wszystko to, co najbardziej tuczące: słodycze, pieczywo, makarony, ziemniaki z sosem. Jestem niewysoka, więc 100 kg dawało mi się już dobrze we znaki: bolał mnie kręgosłup i stawy, było mi bardzo ciężko. Gdy pracowałam, nie miałam kiedy wziąć się za siebie, bo żeby zacząć się odchudzać, zmienić styl życia, trzeba po prostu mieć czas. Znalazłam go dopiero na emeryturze. Zaczęłam od przebudowy jadłospisu. Przede wszystkim zredukowałam porcje, nie jadłam nic po 18.00. Przestałam słodzić napoje. Starałam się nie jeść słodyczy, które uwielbiam. Nie było łatwo. Czasami bywałam po prostu głodna. Głód „zapijałam" zieloną i czerwoną herbatą, które najpierw wcale mi nie smakowały, ale z czasem je polubiłam. Strasznie ciągnęło mnie jednak do czegoś słodkiego. Próbowałam wcielić w życie patent jednej z bohaterek „Mojej historii sukcesu", która robiła sobie jeden słodki dzień, a potem miała dość słodkości na długo. U mnie ten sposób nie bardzo się sprawdził, bo gdy zaczynałam jeść słodycze w niedzielę, kończyłam dopiero we wtorek.
Mogę założyć nogę na nogę
Żeby zbilansować małe dietetyczne szaleństwa, zaczęłam regularnie jeździć na stacjonarnym rowerku. Później dostałam od dzieci kijki do nordic walking, które okazały się strzałem w dziesiątkę. Codziennie robię długie spacery, a w okolicach Bielska-Białej , gdzie mieszkam, są świetne trasy na takie wycieczki. Najpierw trochę wstydziłam się chodzić z kijkami, dziś jestem liderką nieformalnej minigrupy, bo dołączyły do mnie dwie sąsiadki. Co zyskałam, pozbywając się 30 kg balastu? Czuję się dużo lepiej: nie dokuczają mi ani stawy, ani kręgosłup. Bardziej się sobie podobam. Jestem pewniejsza siebie. Mogę założyć nogę na nogę, swobodnie się zginać. Mam lepszą kondycję. Wróciłam, jak za młodych lat, do chodzenia po górach. Cały czas trochę się boję efektu jojo. Staram się więc trzymać dietetycznego i fitnessowego planu. Zauważyłam też, że trochę uzależniłam się od odchudzania. Chciałabym wciąż chudnąć i chudnąć. Na szczęście, mąż stopuje trochę te moje zapędy. I pewnie ma rację, bo już dziś wyglądam i czuję się bardzo dobrze.


