20 kwietnia 2008 r., niedziela, (105 dni do końca konkursu)
Właśnie rusza 13. edycja konkursu SL. Trzynasta! Moja ulubiona liczba. No, jeśli teraz nie schudnę, to kiedy? Pytanie retoryczne. SCHUDNĘ!
04 maja 2008 r., niedziela, (91 dni)
Wczoraj byliśmy w ogrodzie botanicznym, przy okazji zrobiliśmy zdjęcia. Cóż, wyglądam na nich jak własna ciotka, co mnie dobija. 14 maja idę do lekarza, poproszę przy okazji o podpis na kuponie. Na razie czytam od nowa wszystkie roczniki SL i forum o odchudzaniu, muszę się dobrze przygotować. Nie ma przecież sensu startować, jeśli nie zamierzam zająć miejsca na podium.
14 maja 2008 r., środa, (81 dni)
Kardiolog stwierdził, że wyniki mam w normie, może ciut za wysoki cholesterol, ale „to można skorygować dietą, a powinna pani trochę schudnąć" i łuups mi broszurkę z dietami i kółko do obliczania kalorii i IG. Myślę sobie, ten jest zwolennikiem szczupłych, to mi podpisze kupon. Zważył mnie, zmierzył i podpisał bez wahania.
No to startujemy! Rano na czczo szklanka przegotowanej wody z 2 łyżeczkami zmielonego siemienia lnianego (dostarcza omega3 i podobno działa dobrze na jelita). dieta rozdzielna (nie łączenie białek z węglowodanami o wysokim IG). Powinna się udać, bo będę jeść to, co wszyscy, tylko inaczej skomponowane.
callanetics (ćwiczyć nie lubię, a tu się tylko leży i napina mięśnie, powinno być proste). jak nabiorę trochę siły może zacznę aerobiczną 6 Weidera. Na razie nie dałabym rady, a nie chcę się zniechęcić. ujędrnianie skóry, żadnych tam specjalistycznych cudów. Codziennie masaż szczotką i jakikolwiek balsam po kąpieli. suplementy witaminowe, żeby nie spowodować niedoborów.
Wymiary początkowe:
Biust: 106,0 cm
Miejsce na przyszłą talię: 98,0 cm
Brzuch: 104,0 cm
Biodra: 102,0 cm
Waga: 72,0 kg
16 maja 2008 r., piątek, (79 dni)
Twardo trzymam się diety. JUŻ trzeci dzień ?
Ten callanetics wcale nie jest taki prosty! Owszem, leży się, ale reszta to ściema! Nie daję rady wykonać całej serii, ledwo po 10-12 napięć mięśni, a gdzie do 100... Ech. Dziś wysłałam kupon do SL, to już przepadło - teraz nie mogę się wycofać. Nawet jak się nie zmieszczę na podium [a powinnam, bo będę zajmować mniej miejsca, to przynajmniej wejdę w te ciasne ciuchy, których mam pełno w szafie.
25 maja 2008 r., niedziela, (70 dni)
Od piątku mam kryzys. Teraz już wiem, że nie mogę jeść śniadań węglowodanowych, bo wystarczają na 2 godziny, a potem dopada mnie wilczy głód. Może też dlatego, że zapomniałam kupić chleb razowy. Wypiłam morze ziółek, żeby zapchać czymś żołądek, ale i tak mnie ssie. Wiem - to nie głód, tylko łakomstwo na to, co jest źle połączone np. naleśniki, ale wcale mi ta świadomość nie poprawia humoru. No nic, idę poćwiczyć, może jakoś dotrwam do 23:00 żeby się położyć i zapomnieć, że jestem głodna ...
28 maja 2008 r., środa, (67 dni)
Dzień pomiarów - nic nie drgnęło, nawet o gram, ani o milimetr ? Pewnie dlatego, że ćwiczę niesystematycznie i bez planu, no i jednak za dużo jadłam. Nawet oddzielając białka od węglowodanów powinno się widocznie zachować wstrzemięźliwość, do której od piątku było mi raczej daleko. Przed śniadaniem wsiadłam zatem na rowerek, ale wytrzymałam 6 minut. Pocieszam się, że nawet taka dawka wysiłku przyśpieszy mi metabolizm na parę godzin.
04 czerwca 2008 r., środa, (60 dni)
Dzień pomiarów - nic nie jest logiczne!! Ale nic to, przynajmniej jest jakaś zmiana ? : waga: 68,0 kg. Piszą w „Angorze" o rakotwórczych warzywach i żywności modyfikowanej, a parę tygodni temu był artykuł o produkcji wędlin, w których są śladowe ilości mięsa. Wygląda na to, że stosowanie diety „rozdzielnej" i tak staje się fikcją skoro jedząc mięso nie jemy białka, a skład podany na twarożku każe mniemać, że zawiera on wyłącznie węglowodany. W sumie nie wiem zatem CO tak naprawdę jem. Może w dzisiejszych czasach nie jest to już zresztą ważne. Tylko nie bardzo wiadomo jak na takich świństwach naszpikowanych chemią zdrowo schudnąć i zdrowo żyć dalej...
11 czerwca 2008 r., środa, (51 dni)
Straaaaasznie wolno to idzie, niestety ?. W takim tempie może i zdrowo, ale jak nudno! I nie uda mi się załapać na podium, ech za późno się wzięłam ?.
Ale nie mam zamiaru się poddać, o nie! - nie teraz, kiedy już widać, że coś drgnęło. Może przez ten tydzień jakiś cud się zdarzy?
18 czerwca 2008 r., środa, (44 dni)
Dzień pomiarów: Waga: 67,0 kg (-1,0). Osiągnęłam wymagane 5kg do konkursu ? Teraz spokojnie mogę dalej chudnąć bez stresów, nagrodę pocieszenia mam już w kieszeni. Tyle, że nie chodziło o nagrodę pocieszenia, ?, miałam zająć miejsce na podium, ech. Niby mam jeszcze trochę czasu, ale ileż jeszcze mogę zrzucić? Przecież nie 10 kg. Trudno, nie wepchnę się na podium, ale i tak będę miała satysfakcję, że schudłam uczciwie ?. Tylko tego SPA szkoda...
25 czerwca 2008 r., środa, (37 dni)
Waga:67 kg. Nic z tego nie rozumiem. Już mnie to wszystko dokumentnie nudzi. Czy ja teraz już zawsze będę „w trakcie" odchudzania...? Teraz już rozumiem ludzi, którzy najpierw katowali się dietami i gimnastyką, a potem wracają do poprzedniego stanu. Zaczynam się obawiać się, że i mnie to czeka bo nie wyrabiam psychicznie. Że też nie można sobie jakoś schudnąć mimochodem... ?
02 lipca 2008 r., środa, (30 dni)
Dzień pomiarów - nic się nie zmieniło ? A może i dobrze...? Bo ostatnio trochę pojadłam rzeczy zakazanych, nawet lody wcięłam w poniedziałek i miseczkę gotowanego bobu. Nie z głodu, nie nie, nawet nie z łakomstwa, po prostu z NUDÓW! Męczy mnie coraz bardziej ustawiczne myślenie o diecie i ćwiczeniach. Muszę chyba znaleźć sobie jakieś absorbujące zajęcie żeby zapomnieć, że się odchudzam. Dlaczego tak łatwo jest się utuczyć, a tak długo i tak trudno się chudnie...?
09 lipca 2008 r., środa, (23 dni)
Poszerzam wiedzę o anatomii, czytając na wszelakich forach internetowych o ćwiczeniach aerobowych, interwałowych i rzeźbie mięśni, a przy okazji dowiedziałam się, że sadło należy tracić poprzez odpowiednio (czyli...?) dobraną dietę i odpowiednie (czyli...?) ćwiczenia aerobowe, a mięśnie kształtuje się za pomocą odpowiedniego (czyli...?) treningu siłowego. Jestem, pomimo tej lektury, właściwie w punkcie wyjścia, czyli nadal nie wiem CO i JAK ćwiczyć. Ale może ja za dużo kombinuję? Może nieważne CO się robi, byle robić COKOLWIEK, jakoś w końcu podziała. Czytając SL przekonuję się, że kobitki chudną po zastosowaniu jakiejkolwiek modyfikacji stylu życia, nie wnikają w szczegóły, czy się spala glikogen z wątroby, czy tłuszcz z brzucha, ćwiczą i już. Pewnie też powinnam przestać drążyć temat i iść po prostu poćwiczyć... Idę zrobić brzuszki, chociaż nie ćwiczyłam wcześniej aerobów i nie spaliłam zapasu glikogenu z wątroby. Mam nadzieję, że mój brzuch tego nie wie i te namiastki mięśni pod oponą tłuszczu (już wiem, że mam pod nią mięśnie ?) będą jednak współpracować.
16 lipca 2008 r., środa, (16 dni)
Waga: 66,0 kg. Znowu w dół, nareszcie! To znaczy, że dalej chudnę, super! Szkoda, że najwięcej w biodrach i udach, a ta opona w talii jakoś nie chce zniknąć. Pocieszam się, że niemożliwe jest bez końca chudnąć w biodrach, chyba organizm sam wie, że to karykaturalnie wygląda i wreszcie zacznie się pozbywać tłuszczu również z okolic pępka ? Czyli najważniejsza jest jednak KONSEKWENCJA w działaniu. Setki razy przymierzałam się do odchudzania, ale nigdy nie ćwiczyłam dłużej niż 9 dni, ani też dłużej nie stosowałam żadnej diety, bo... „to nie działa". A otóż widać, że DZIAŁA! Trzeba tylko żmudnie stosować cały czas to samo i nie poddawać się.
27 lipca 2008 r., niedziela, (5 dni)
Czytając fora internetowe n/t odchudzania i ćwiczeń, mało nie dostałam pomieszania zmysłów. Co wątek, to inne porady i w końcu nie wiedziałam czy dobrze robię jeżdżąc na rowerku na czczo. W jednym miejscu każą jeść po treningu węglowodany, a gdzie indziej piszą, że białka. Raz czytam, że chudnie się tylko od aerobów, potem znowu, że należy ćwiczyć na masę, żeby spalić tłuszcz... Zakręcili mną tak totalnie, że przez 3 dni nie gimnastykowałam się W OGÓLE, bo nie wiedziałam co mam robić. Aż dziś trafiłam na stronę, na której dobierają indywidualny trening. Wypełniłam ankietę, wysłałam szmal (20zł) i od razu dostałam odpowiedź. Że też nie zrobiłam tego 3 miesiące temu... Mądry Polak po szkodzie. Jakiś trener ułożył mi ćwiczenia na spalanie tłuszczu i potwierdził, że na rowerku należy jeździć na czczo (chociaż jedno robiłam dobrze), tyle, że tej jazdy ma być aż 30 minut, a takiego wyniku nigdy nie udało mi się osiągnąć. W tym tygodniu pracuję po południu, to zacznę od jutra. Wstanę o 8:00. Może do 11:00, gdy będę wychodzić do pracy, jakoś stanę na nogi po tych męczarniach. Zastosuję cały trening. Jest rozpisany na 6 tygodni. Szkoda, że konkurs się kończy. Teraz, kiedy już zyskałam wiedzę na temat JAK i CO ćwiczyć, wolałabym żeby jeszcze potrwał... Może wygrałabym to SPA? Ale znowu jak sobie sama schudnę i się ujędrnię, to żadne SPA już mi nie będzie potrzebne ???
30 lipca 2008 r., środa, (2 dni do końca konkursu)
Koniec konkursu za 2 dni. Za tydzień jedziemy nad morze, to dieta mi się pewnie zachwieje, ale nie ma mowy abym zniweczyła dotychczasowy wynik jakimś śmieciowym jedzeniem i wylegiwaniem się na plaży.
A więc podsumowanie:
Nauczyłam się pić wodę. Nie jest to 1,5 litra dziennie, ale postęp jest.
Gimnastykuję się codziennie i weszło mi to w nawyk.
Nie jem żadnych słodyczy, i nie mam na nie ochoty.
Po początkowych nerwach, a potem znudzeniem całą operacją, teraz jestem spokojniejsza i wiem, że trzeba tylko cierpliwie czekać.
Nadal mam szafę pełną ciuchów, które są za ciasne, ale wiem, że wkrótce je założę, bo są za ciasne MNIEJ niż 2 m-ce temu
Na forum dla ćwiczących znalazłam super zdanie, które potraktuję jako motto:
„Nie zastanawiaj się czy DOBRZE ćwiczysz, dobrze, że W OGÓLE ćwiczysz!"
I tym optymistycznym akcentem kończę niniejszy dziennik, a raczej jego fragment przeznaczony dla redakcji SL i idę robić brzuszki.
Katarzyna




