Co w pani wypadku okazało się decydującym bodźcem do rozpoczęcia odchudzania?
Nigdy nie przeszkadzała mi moja waga sama w sobie. Ale zaczęły się problemy z kręgosłupem i kolanami. Jestem osobą aktywną, a jeśli mnie coś ogranicza, to się denerwuję. Zawsze stosowałam, jako osoba puszysta, „cudowne" diety, tabletki, mikstury. Stosowałam wszystkie metody świata. Chudłam ,tyłam i tak na zmianę. Wszystko pięknie na początku, a potem jojo... i waga dwa razy większa niż przedtem. Jeść lubię wszystko (oprócz tego, co ma zapach tranu), jeśli zatem dieta jest monotonna, to później następuje u mnie jedzenie napadowe i wtedy święty Boże nie pomoże! Zaczynam tyć nawet po szklance wody. Miałam tego dość.
Jak się rozpoczęła pani przygoda z balonem?
Moim zdaniem dość zabawnie. Przy rutynowym badaniu USG znajomy lekarz szepnął mi na ucho: „Pani Basiu, ma pani nadwagę". A ja na to: „Naprawdę ? Niemożliwe. W którym miejscu?". Pod moim szerokim swetrem i luźnymi spodniami nie było przecież nic widać. No i zaciągnął mnie do dr. Ireneusza Marciniaka, który wprowadził mnie w temat. I tu niespodzianka - balon BIB, nowoczesna metoda, i do tego z certyfikatami, sprawdzona już w całej Europie i nie tylko. Kontrolowany medycznie, nieprzekupny „żandarm", zmieniający nawyki jedzeniowe. Przez pół roku ma się balonik w żołądku. Pomyślałam „A co mi tam! Jeszcze tego nie próbowałam. Do tego dwóch lekarzy na mnie jedną... Niech im będzie!
Wprowadzenie do organizmu obcego przedmiotu to w końcu radykalna metoda... Bała się pani?
Raczej nie. Byłam doinformowana, wiedziałam na przykład, że w dniu zabiegu żołądek musi być pusty. Ale że głodówki też przerabiałam, nie miałam z tym problemu - był pusty.
Jak się pani czuła po implantacji?
Najgorsze były pierwsze dni, gdyż balon powoduje mdłości i niewiele można przyjąć oprócz wody. Po kilku dniach jest już lepiej, ale balon jest bezlitosnym strażnikiem. Można jeść, ale nie za dużo,bo efekt w postaci nudności i wymiotów zapewniony. Dwa razy zdarzyło mi się wyskakiwać na skrzyżowaniu z samochodu na zielonym świetle. Tak, że jak poszłam na przyjęcie i dostałam przydziałową porcję tortu, od razu podzieliłam go na pół. Balon najpierw wymuszał zmniejszanie porcji, później przyszedł już nawyk i tak jest do dzisiaj.
Czy zabieg spełnił pani oczekiwania?
W grudniu 2008 miną cztery lata od założenia pierwszego balonika. Osiągnęłam bardzo dużo, ale jeszcze sporo zostało do zrobienia. Ważyłam, o zgrozo, 142 kg, zeszłam do około 100. Gubiłam średnio cztery kg miesięcznie - w pierwszym miesiącu osiem. Niestety, mam 50 lat i konieczna była przerwa, choćby dla skóry. Balonik wyciągnął mi pan doktor w sierpniu i dalej spadałam z wagi, aż do grudnia. Potem waga stanęła. Cały czas chodziłam w swoich dużych rzeczach i dopiero na wiosnę kupiłam ciuchy na moje nowe rozmiary. Rewelacja! Uczucie niesamowite... A moje kolana i kręgosłup? Skoczna sarenka!
Dlaczego w takim razie jeden raz nie wystarczył?
Zaczęła się u mnie menopauza, tak,że gubienie następnych kilogramów za pomocą diet miałoby odwrotny skutek. A do tego stres z powodu porażki... Po co mi to? Dlatego we współpracy z lekarzem postanowiłam spróbować balonika jeszcze raz, kolejnej wiosny.
I jak było?
Dokładnie 14 marca 2008 r. zamontowano mi drugi balonik BIB. Oczywiście zrobił to mój ulubiony lekarz, dr. I. Marciniak. Pierwsze dni były znów nieprzyjemne. Miałam wrażenie, że w pupę i kolana wlano mi ołów. Byłam słaba fizycznie i psychicznie. Dochodzenie do pełni sił zajęło mi następne tygodnie, ale dałam radę. Tym razem „przygodę" zaczęłam od wagi 108-109 kg - trochę przybrałam od czasu pierwszej implantacji. Ale jak na osobę w „uroczym" okresie menopauzy i zajadającą stresy to i tak niewiele. Druga wojna balonika ze mną toczyła się o jedzenie nocne. Po zwariowanym dniu siadałam wieczorem i musiałam coś zjeść na odreagowanie. I co wtedy robił mój żandarm? Nie dawał spać, a rano ja oddawałam to, co zjadłam - za dużo czy za łapczywie....
Dlaczego właśnie balon BIB?
Dlatego, że nie ingeruje chirurg - to po pierwsze. Jest to metoda powtarzalna - to dwa. A po trzecie - jak mówiłam, nie da się balonika przekupić. Uczy pokory. Napchasz się, to oddasz, koniec kropka. Wreszcie, ta metoda w efekcie nie wymaga wyrzeczeń. Jem wszystko, na co mam ochotę, tylko że w niewielkich ilościach.
W ciągu tych 5 miesięcy zgubiłam na razie 14 kg. Na dzień dzisiejszy ważę 94-95kg. Kontakt z lekarzem mam stały, telefoniczny. Ciśnienie bardzo dobre: 112/75/69. Nawilżenie skóry fenomenalne - dają mi o 10 lat mniej niż mam. Moja waga wprawdzie stoi, ale zmniejsza się moja objętość w centymetrach.




