• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Pulpecik na górskich szlakach
  • 8 zdrowotnych powodów, by schudnąć
  • Piątka na stół
  • Bakterie, które leczą
  • Wielki powrót kaszy
  • Balonik, nieprzekupny żandarm
  • Zaufaj swojemu sercu
  • Nakrapiany problem
  • Jak zatrzymać czas
  • Dlaczego warto się ruszać?
  • więcej w tym wydaniu

Balonik, nieprzekupny żandarm

Superlinia, 10/2008
  • rys. Shutterstock
  • fot. zbiory prywatne
więcej zdjęć
Pani Barbara ma 50 lat i całe życie zmagała się z zajadaniem stresów, nieskutecznymi dietami oraz z efektem jojo. Bujne kształty nieświadomie ukrywała pod luźnymi ubraniami i niespecjalnie przejmowała się swoją tuszą. Rozsądny lekarz podsunął jej metodę odchudzania dla niej optymalną. Co z tego wynikło? SuperLinia zapytała o to panią Barbarę Czekańską, która szczerze i bez zahamowań opowiada, jak zniosła implantację balona w żołądku.

Co w pani wypadku okazało się decydującym bodźcem do rozpoczęcia odchudzania?

Nigdy nie przeszkadzała mi moja waga sama w sobie. Ale zaczęły się problemy z kręgosłupem i kolanami. Jestem osobą aktywną, a jeśli mnie coś ogranicza, to się denerwuję. Zawsze stosowałam, jako osoba puszysta, „cudowne" diety, tabletki, mikstury. Stosowałam wszystkie metody świata. Chudłam ,tyłam i tak na zmianę. Wszystko pięknie na początku, a potem jojo... i waga dwa razy większa niż przedtem. Jeść lubię wszystko (oprócz tego, co ma zapach tranu), jeśli zatem dieta jest monotonna, to później następuje u mnie jedzenie napadowe i wtedy święty Boże nie pomoże! Zaczynam tyć nawet po szklance wody. Miałam tego dość.
 
Jak się rozpoczęła pani przygoda z balonem?

Moim zdaniem dość zabawnie. Przy rutynowym badaniu USG znajomy lekarz szepnął mi na ucho: „Pani Basiu, ma pani nadwagę". A ja na to: „Naprawdę ? Niemożliwe. W którym miejscu?". Pod moim szerokim swetrem i luźnymi spodniami nie było przecież nic widać. No i zaciągnął mnie do dr. Ireneusza Marciniaka, który wprowadził mnie w temat. I tu niespodzianka - balon BIB, nowoczesna metoda, i do tego z certyfikatami, sprawdzona już w całej Europie i nie tylko. Kontrolowany medycznie, nieprzekupny „żandarm", zmieniający nawyki jedzeniowe. Przez pół roku ma się balonik w żołądku. Pomyślałam „A co mi tam! Jeszcze tego nie próbowałam. Do tego dwóch lekarzy na mnie jedną... Niech im będzie!

Wprowadzenie do organizmu obcego przedmiotu to w końcu radykalna metoda... Bała się pani?

Raczej nie. Byłam doinformowana, wiedziałam na przykład, że w dniu zabiegu żołądek musi być pusty. Ale że głodówki też przerabiałam, nie miałam z tym problemu - był pusty.

Jak się pani czuła po implantacji?

Najgorsze były pierwsze dni, gdyż balon powoduje mdłości i niewiele można przyjąć oprócz wody. Po kilku dniach jest już lepiej, ale balon jest bezlitosnym strażnikiem. Można jeść, ale nie za dużo,bo efekt w postaci nudności i wymiotów zapewniony. Dwa razy zdarzyło mi się wyskakiwać na skrzyżowaniu z samochodu na zielonym świetle. Tak, że jak poszłam na przyjęcie i dostałam przydziałową porcję tortu, od razu podzieliłam go na pół. Balon najpierw wymuszał zmniejszanie porcji, później przyszedł już nawyk i tak jest do dzisiaj.

Czy zabieg spełnił pani oczekiwania?

W grudniu 2008 miną cztery lata od założenia pierwszego balonika. Osiągnęłam bardzo dużo, ale jeszcze sporo zostało do zrobienia. Ważyłam, o zgrozo, 142 kg, zeszłam do około 100. Gubiłam średnio cztery kg miesięcznie - w pierwszym miesiącu osiem. Niestety, mam 50 lat i konieczna była przerwa, choćby dla skóry. Balonik wyciągnął mi pan doktor w sierpniu i dalej spadałam z wagi, aż do grudnia. Potem waga stanęła. Cały czas chodziłam w swoich dużych rzeczach i dopiero na wiosnę kupiłam ciuchy na moje nowe rozmiary. Rewelacja! Uczucie niesamowite... A moje kolana i kręgosłup? Skoczna sarenka!

Dlaczego w takim razie jeden raz nie wystarczył?

Zaczęła się u mnie menopauza, tak,że gubienie następnych kilogramów za pomocą diet miałoby odwrotny skutek. A do tego stres z powodu porażki... Po co mi to?  Dlatego we współpracy z lekarzem postanowiłam spróbować balonika jeszcze raz, kolejnej wiosny.

I jak było?

Dokładnie 14 marca 2008 r. zamontowano mi drugi balonik BIB. Oczywiście zrobił to mój ulubiony lekarz, dr. I. Marciniak. Pierwsze dni były znów nieprzyjemne. Miałam wrażenie, że w pupę i kolana wlano mi ołów. Byłam słaba fizycznie i psychicznie. Dochodzenie do pełni sił zajęło mi następne tygodnie, ale dałam radę. Tym razem „przygodę" zaczęłam od wagi 108-109 kg - trochę przybrałam od czasu pierwszej implantacji. Ale jak na osobę w „uroczym" okresie menopauzy i zajadającą stresy to i tak niewiele. Druga wojna balonika ze mną toczyła się o jedzenie nocne. Po zwariowanym dniu siadałam wieczorem i musiałam coś zjeść na odreagowanie. I co wtedy robił mój żandarm? Nie dawał spać, a rano ja oddawałam to, co zjadłam - za dużo czy za łapczywie....

Dlaczego właśnie balon BIB?

Dlatego, że nie ingeruje chirurg - to po pierwsze. Jest to metoda powtarzalna - to dwa. A po trzecie - jak mówiłam, nie da się balonika przekupić. Uczy pokory. Napchasz  się, to oddasz, koniec kropka. Wreszcie, ta metoda w efekcie nie wymaga wyrzeczeń. Jem wszystko, na co mam ochotę, tylko że w niewielkich ilościach.

W ciągu tych 5 miesięcy zgubiłam na razie 14 kg. Na dzień dzisiejszy ważę 94-95kg. Kontakt z lekarzem mam stały, telefoniczny. Ciśnienie bardzo dobre: 112/75/69. Nawilżenie skóry fenomenalne - dają mi o 10 lat mniej niż mam. Moja waga wprawdzie stoi, ale zmniejsza się moja objętość w centymetrach.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt