• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Pulpecik na górskich szlakach
  • 8 zdrowotnych powodów, by schudnąć
  • Piątka na stół
  • Bakterie, które leczą
  • Wielki powrót kaszy
  • Balonik, nieprzekupny żandarm
  • Zaufaj swojemu sercu
  • Nakrapiany problem
  • Jak zatrzymać czas
  • Dlaczego warto się ruszać?
  • więcej w tym wydaniu

Pulpecik na górskich szlakach

Superlinia, 10/2008; 22-23
  • 37kg w dół!
  • Przed, fot. zbiory prywatne
więcej zdjęć
Urodziłam się w górach ale nie przypuszczałam, że mogę je tak pokochać! Na Giewont dosłownie  wbiegam, na Gubałówkę wyjeżdżam rowerem. Wysiłek fizyczny to dla mnie teraz ulubione zajęcie.

Zawsze byłam pulchnym  dzieckiem. Jako nastolatka, w ósmej klasie podstawówki ważyłam 169 kg, co przy wzroście 164 cm. oznaczało, że byłam takim pulpecikiem. Ale ani mnie a nikomu w moim otoczeniu to nie przeszkadzało. Tym bardziej, że byłam zawsze szybka, ruchliwa. W górach, skąd pochodzę, szczupła sylwetka nie miała, zwłaszcza wtedy, aż takiego znaczenia. Poza tym w mojej rodzinie wszyscy są raczej grubi, więc nikt też nie zwracał uwagi tak bardzo na odchudzanie. Potem wyjechałam z gór do Piotrkowa. Wyszłam za maż i urodziłam czworo dzieci. Moja zwykła waga w tamtym czasie to było ok. 90 kg. Czasem miałam zrywy, żeby się odchudzić. Po urodzeniu trzeciego dziecka dobiłam do setki. Pamiętam jak raz w ciągu jednego dnia postanowiłam schudnąć. Ostro wzięłam się za siebie. Zastosowałam drastyczną dietę i ćwiczenia i w ciągu 3 miesięcy zrzuciłam ponad 30 kilo. Zakończyłam dietę i ćwiczenia i tak szybko jak schudłam, tak samo szybko nadrobiłam stracone kilogramy.

Dlaczego nie mówiłeś jak wyglądam!

Po kilku latach wróciłam z rodziną w Tatry. Założyliśmy pensjonacik z mężem. Pracowałam w kuchni, piekłam, gotowałam dla gości, jadłam i tyłam.
W 2000 roku, kiedy najmłodszy syn szedł do Komunii, ważyłam 109, 5 kg. Przypomniałam sobie wtedy moje postanowienie, że nigdy nie przekroczę 110. To był pierwszy sygnał ostrzegawczy. Drugi przełom nastąpił tak naprawdę dopiero kiedy zobaczyłam swoje zdjęcie z Komunii syna. Byłam w szoku. Spytałam męża, czemu nie mówił mi jak wyglądam! - To byś zrobiła mi dopiero awanturę! - powiedział. Ale teraz postanowiłam zabrać się za odchudzanie metodycznie. Pojechałam do Centrum Odchudzania w Krakowie. Dostałam dietę i w ciągu 2 tygodni schudłam najpierw 6 kilo. To już było coś, ale wiedziałam jaki będzie efekt odchudzania tylko dietą. Zaczęłam więc jeździć na rowerze i chodzić po górach.

Zakochałam się w górach.

Wychodziłam rano, po przygotowaniu śniadania dla gości. Uciekałam od kuchni, żeby ciągle czegoś nie  podjadać. Trzeba mieć nie wiem jak silna wole, żeby nie jeść słodyczy, ciastka, skoro się je piecze. Ja nie mam tyle siły, dlatego zatrudniłam do pomocy panią, która gotuje obiady, żebym ja mogła  zająć się sobą. Powiedziałam sobie, skoro  tyle lat nie zwracałam na to uwagi, wychowałam czworo dzieci, dorobiłam się swojej małej firmy i nigdy nie zajmowałam się sobą, to teraz już mogę sobie na to pozwolić.

W ciągu trzech lat schudłam do 80 kilo i waga stanęła. To mnie zdenerwowało, a ponieważ z natury jestem szybka, rzuciłam się na inne metody odchudzania. Zaczęłam pić preparaty z aloesu, które miały w ciągu kilku dni odchudzić. Nie jadłam nic tylko piłam ten aloes i schudłam w ciągu 3 dni cztery kilo, po czym  nastąpiło zatrucie całego organizmu. Zaczęłam mdleć, puchnąć, miałam wytrzeszcz oczu. Wylądowałam szpitalu i jakoś mnie odratowali. Dziś jestem szczęśliwa, że żyję i nikomu nie polecam takich gwałtownych kuracji. Można sobie więcej zaszkodzić, niż pomóc. Okazało się, że aloes bardzo uczula i mój organizm zareagował właśnie w ten sposób. Po wyjściu ze szpitala na długo zarzuciłam chodzenie po górach i ćwiczenia. Znowu przytyłam parę kilo i  ważyłam ok. 80 kg.

Z Giewontu zajrzę jeszcze na Kasprowy

W 2006 roku wybrałam się do sanatorium i tam znowu wróciłam do swoich postanowień, Wyciszyłam się, odprężyłam i schudłam 6 kilo. Teraz ważę 73 kilo. Mam 48 lat i wiem, że w tym wieku jest coraz trudniej. Ale postanowiłam sobie, że do pięćdziesiątki wrócę do mojej wagi z końca podstawówki, czyli do 69 kg.  Pomaga mi w tym chodzenie po górach. Uprawiam też biegi. Biorę udział w maratonach wyczynowych i zwyciężam z  osobami młodszymi i sprawniejszymi ode mnie. Ale ja jestem bardzo wytrzymała, stale się o tym przekonuję, to mnie cieszy i motywuje do jeszcze większego wysiłku. Znajomi śmieją się, że o wyjściu w góry mówię tak jakbym miała wyjść na chwilę do sklepu, albo do koleżanki: - Idę na Giewont, a po drodze zajdę jeszcze na chwilę na Kasprowy! Bo tak jest. Poza tym jeżdżę na rowerze, też po górach. Po 30 km. dziennie. Moja ulubiona trasa rowerem to wyjazd na Gubałówkę. Mąż denerwuje się, że mało jestem w domu. A po co mam siedzieć w domu - pytam go. - Żebyśmy się kłócili? A tak, jak wrócę z gór to jestem taka świeża, zmęczona i szczęśliwa.

Myślę o tym, żeby zrobić kurs przewodników tatrzańskich. Wszystkie szlaki w Tatrach znam na pamięć. Przeszłam je z każdej strony po kilka razy. I to wszystko dzięki odchudzaniu i górom. Znajduję ciągle nowy sens i radość życia. Halina  

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt