Od niedawna występuje pani w popularnym serialu „Barwy szczęścia". Stworzyła tam pani wyrazistą postać Teresy Struzik
Dzięki temu, że nigdy nie odeszłam od zawodu, nie zapomniałam rzemiosła aktorskiego, mogłam łatwo wrócić do serialu. Rolą Teresy zyskałam dużą sympatię telewidzów, którzy, jak się okazało, nie zapomnieli o mnie. Mam nadzieję, że Teresa rozwinie jeszcze skrzydła, może odnajdzie swoją pasję. Czas pokaże. Bo niesłychanie ważne dla każdej z nas jest to, abyśmy mogły robić w życiu, co nas fascynuje. Dopóki żyjemy - niezależnie od tego, ile mamy lat, powinnyśmy rozwijać się intelektualnie, duchowo.
Ale przez dwadzieścia lat była pani nieobecna w filmie, tradycyjnym teatrze. Dlaczego?
Teatr, który założyłam z Piotrem Lachmannem, dawał mi nowe możliwości rozwoju. Wprawdzie grałam już w nowatorskim przedstawieniu u Józefa Szajny w Dante, jak i w Teatrze Małym u Kajzara. Ale dopiero w naszym teatrze „ Poza" mogłam stworzyć coś innego, naprawdę pasjonującego. Przez piętnaście lat montowałam nową rzeczywistość.. Dzięki połączeniu planu aktorskiego z planem monitorów udało nam się zatrzymać w czasie, tak jak to ujął Lachmann, ulotny byt teatralny. Wszystko to, aby szukać prawdy o pracy aktora i o samym dziele.
Od niedawna odkryła pani w sobie nową pasję - tworzenie kolaży. Pani mieszkanie spełnia wręcz rolę galerii.
Gdy przeprowadzano remont domu, musiałam zrobić remanent starych przedmiotów. Z niektórymi było mi się trudno rozstać. Są jak okruszki minionego czasu, z którym jestem emocjonalnie związana. I tak narodził się pomysł, aby na reliefowatej płaszczyźnie dzięki kropelkom kleju tworzyć kompozycje - z muszli przywiezionych z Grecji, zapomnianej rękawiczki, przeróżnych odłamków i fragmentów przedmiotów. Ocaliłam je od zapomnienia i dzięki nowemu przeznaczeniu nabrały innego sensu.
Za to w programie telewizyjnym „Zacisze gwiazd" Piotr Lachmann opowiadał o technice kolażowej, która króluje również w pani kuchni...
Teraz rzadziej gotuję. Wyczarowuję coś w kuchni na większe okazje - na przykład gdy przyjeżdża moja córka z dziećmi z Włoch. Ale nigdy, kiedy zabieram się do gotowania jakiejś potrawy, nie wiem, jaki będzie efekt końcowy. Przez całe życie nie stosuję gotowych przepisów. Znam jedynie podstawy, a dalej fantazjuję, co mi w duszy gra. Znam smaki kuchni włoskiej, chińskiej, indyjskiej. Ale kierując się intuicją, komponuję swoje własne wersje. Efekt jest bardzo ciekawy. Wszyscy chwalą moje kulinaria. Uważam zresztą, że tak gotuje większość kobiet.
Co jest pani specjalnością?
Przyjaciele i rodzina lubią moje desery. Mam słabość do słodkości, ale by nie przytyć, muszę o nich zapomnieć. Całkowicie zrezygnowałam z czekolady, chociaż kiedyś zajadałam się tym smakołykiem.
A co z dietami? Jest pani ich zwolenniczką?
Kiedyś ciągle stosowałam różne. Ale dzisiaj wiem, że w moim wypadku tylko ograniczenie jedzenia daje rezultaty. Nigdy nie byłam typem modelki, nie narzekałam jednak na swoją figurę... Stosuję zawsze żelazną zasadę, - nie wolno mi przytyć. Co jakiś czas powtarzam dietę cytrynową. Zaczynamy od wyciśnięcia jednej cytryny dziennie, dochodzimy do pięciu. A w następnych dniach od pięciu schodzimy do jednej. Sok pijemy z wodą przed posiłkiem. Metoda ta wspaniale zabija głód.
Jak komponuje pani swoje posiłki?
Nie mam jakiejś żelaznej zasady. Najważniejszym posiłkiem jest dla mnie obiad. Rzadko teraz jem mięso, wolę ryby. Potrawy przyrządzam bez tłuszczu - ryby, pierś kurczaka na patelni grillowej. Na śniadanie jem płatki, jajko. Około jedenastej przekąszam coś małego. Potem obiad i około siedemnastej owoce. Wieczorem nie powinno się nic jeść. Zasady tej przestrzegała moja mama, która też była aktorką. Do końca swojego życia mogła pochwalić się idealną figurą. Ale w godziny posiłków wprowadziła reżim. Rano jadła wszystko,. Natomiast po godzinie szesnastej, oprócz wody i jabłka, niczego nie brała do ust. Mnie nie zawsze to się udaje.
A pije pani dużo płynów?
Muszę się przyznać, że nie potrafię wypić dwóch litrów wody mineralnej dziennie. Dużo piję zielonej herbaty. Unikam soków owocowych.
Jak ze sportem?
Od najmłodszych lat pływałam i robię to do dziś. Wychowałam się na Wybrzeżu . Do plaży miałam trzy kroki. A Bałtyk był wtedy cudowny, nieskażony... Ta miłość do morza została mi na całe życie. I nie jest ważne, czy spędzam czas na północy, czy w kraju południowym. Gdy wyjeżdżamy na południe, zabieramy kamerę i kręcimy sekwencje dla naszego teatru. Odpoczynek wiążę z pracą. I bardzo to lubię. Tak samo jak spacery plażą. Przemierzam długie trasy, chociaż wiem, że aby schudnąć, należałoby przejść 10 kilometrów dziennie. W Warszawie staram się odstawiać samochód i chociaż po zakupy chodzić spacerkiem.
Czy w nawale obowiązków znajduje pani czas dla siebie?
Oczywiście. Jestem zodiakalnym Baranem. Moja energia pcha mnie ciągle do przodu. Ale w pewnej chwili potrafię powiedzieć sobie „stop": pobyć sama z sobą, pójść na długi spacer, do kina, wyjechać nad morze. Musimy nauczyć się racjonalizować czas, nie żyć w ciągłym biegu. Umieć się wyłączyć, odnaleźć swoje miejsce na ziemi . A wówczas będziemy szczęśliwsze, spokojniejsze.
I w tym tkwi chyba pani recepta na zachowanie młodości...
Tak. Odnalezienie swojego miejsca i realizacja siebie na pewno przedłużą naszą młodość .Na twarzy wiecznie sfrustrowanej malkontentki, która ma poczucie przegranego życia, zmarszczki pojawią się wcześniej Dla kobiety zaś, która poświęci się swoim pasjom, oznaki upływu czasu nie będą miały tak istotnego znaczenia. Trzeba również nauczyć się minimalizować stres. Dziś już wiem, że oprócz choroby i śmierci bliskich nic mnie nie może przerazić. Wszystkie te nasze drobne problemy, kompleksy nie mają większego znaczenia. Każda z nas ma w sobie pewne niedoskonałości, musimy się z tym pogodzić i... polubić siebie
Przepis na soczyste mięso
Każde mięso do duszenia trzeba sparzyć wrzątkiem. Odłożyć je na 12 godz. do lodówki. A potem, przed duszeniem - soli się je, smaruje oliwą i co kto lubi - kropi się cytryną, polewa winem, smaruje miodem. Takie mięso nigdy nie jest wyschnięte, zachowuje swą soczystość.


