• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Rok po roczku… czułam się jak kawał boczku!
  • Niezdrowe rumieńce
  • Potrzebowałam fachowej pomocy
  • Wielkie wygładzanie
  • Jadłospis pierwszoklasisty
  • W przyjaźni z własną wątrobą
  • Ekspert od kuchni
  • Tyjesz po lekach?
  • Przestałam wierzyć w diety cud
  • Jestem gruba, ale szczęśliwa
  • więcej w tym wydaniu

Rok po roczku… czułam się jak kawał boczku!

Superlinia, 8/2008
  • 20 kg w dół!
  • Przed, fot. zbiory prywatne
więcej zdjęć
Nie ekspresowe diety, lekarstwa i suplementy pomogły mi schudnąć, ale wsparcie rodziny,  moja wrodzona systematyczność i świętowanie drobnych sukcesów.

Byłam zawsze szczupłą dziewczyną. Przy wzroście 166 ważyłam zwykle 52-54 kg. I tak miało pozostać. Obiecywałam sobie, że nie przytyję. I dopóki nie wyszłam za mąż, było łatwo. Potem ciąża, podczas której przytyłam 12 kg. Nie dużo, ale zostało.

A potem?
Kiedy powiększyła się rodzinka,
miałam męża i ukochanego synka,
polubiłam gotowanie, wekowanie
i nieracjonalne posiłków spożywanie.
Rok po roczku, krok po kroczku,
w końcu czułam się jak kawał boczku!

Te wersy to fragment radosnej twórczości mojej i mojego 12-letniego syna Kuby. Razem napisaliśmy wierszowaną historię mojego tycia i odchudzania. Bardzo kibicował mi kiedy zdecydowałam się schudnąć. Kontrolował mnie: - Mamo, masz za dużo kalorii na talerzu. To za słodkie dla ciebie!  To mi pomagało i dyscyplinowało mnie. Wiedziałam, że mówi to z troski o mnie. Kiedy waga wskazywała 84 kg. pojawiły się kłopoty z tarczycą. Lekarka bardzo namawiała mnie, żeby schudnąć. Stopniowo dojrzewałam do decyzji. Przypomniałam sobie postanowienie sprzed lat, że gdybym przekroczyła 80 kg. to muszę coś z tym zrobić.

Na serioodchudzanie zaczęło się od rozmów z koleżankami w zimie ubiegłego roku. Pracuję jako pielęgniarka na oddziale noworodkowym, więc mamy do czynienia z młodymi matkami. Widzę jak one bardzo tyją w trakcie ciąży, a po urodzeniu dziecka ile mają kłopotów ze zrzuceniem wagi. Uświadomiłam sobie, że zbliżam się do czterdziestki, wiec i mnie z każdym rokiem będzie coraz trudniej. Jeszcze trudniej niż tym dwudziestokilkuletnim kobietom.

Taka przyszła moda w pracy
Odchudzajcie się rodacy!
Każda chciała być szczuplejsza
i o parę kilo lżejsza.
Więc zaczęła się gonitwa,
która dieta będzie szybsza.

Koleżanki przynosiły do pracy coraz to nowe diety. Np. taką żeby przez tydzień jeść tylko warzywa, przez tydzień tylko ryby, przez tydzień tylko mięso. Ale ja nie lubię stosować się do reguł, które ktoś wymyślił. Moim zdaniem to nie ekspresowe diety, lekarstwa i suplementy pomogły mi schudnąć, ale wsparcie rodziny, moja wrodzona systematyczność i świętowanie drobnych sukcesów. Często, przynajmniej raz w tygodniu kontrolowałam wagę. Bardzo cieszyłam się z każdego zgubionego kilograma. A kiedy było pięć kilo mniej? Jak się nie cieszyć! To mnie mobilizowało jeszcze bardziej. A kiedy waga stanęła, nie poddawałam się.
Pomogło mi też wykształcenie medyczne. Wiedziałam dobrze co może mi służyć a co nie. Bałam się stosować leków na odchudzanie. Każdy lek ma swoje skutki uboczne. Wymyśliłam moją własną metodę chudnięcia. To nie jest jakiś program na krótko. Zrobiłam sobie trzy postanowienia: 1. jeść częściej 2. mniej 3. wiedzieć co. Oczywiście zero słodyczy, wykluczyłam ziemniaki, makaron, białe pieczywo. Ze słodyczami nie jest łatwo, bo szczęśliwi rodzice, którzy przychodzą po dzieci przynoszą czekoladki i kuszą. Jakoś muszę to wytrzymać. Zdarza mi się czasem zgrzeszyć bułeczką, ale wiem, że to ekstra wyskok i nie pozwalam sobie na to często. Chleb jem tylko ciemny. Nie byłam w stanie zupełnie wykluczyć chleba z mojej diety. Przede wszystkim przestałam robić wypieki. Kiedy piekłam to jadłam. To była jedna z ważniejszych przyczyn mojej nadwagi. W lutym tego roku ogłosiłam sukces.

Przez rok 20 kilo zgubiłam, swój wygląd bardzo polubiłam.
Teraz muszę się pilnować żeby roku wyrzeczeń nie zmarnować.

Koniec odchudzania, ale nie koniec kontroli i pracy nad sobą. Bo to jest stała praca nad sobą. I nadal trzymam wagę. Teraz to ważniejsze. Jak to zrobić? Wiem, że nie będę piec jak dawniej, że nie mogę jeść słodyczy ani białego pieczywa. Muszę jeść systematycznie mniejsze porcje, a najważniejsze moje danie to warzywa.
Koleżanki w pracy przychodzą do mnie, nie dowierzają, że schudłam bez tabletek, ale potem zaczynają jeść tak jak ja i cieszymy się, bo zaczynają chudnąć. To wszystko dodaje mi otuchy i upewnia mnie, że warto było powalczyć o siebie, o lepszy wygląd i o zdrowie. Jedno do czego jeszcze nie dojrzałam - to siłownia. Mamy w naszym mieście i basen i siłownię, ale jakoś nie mogę się zdecydować, żeby ćwiczyć. Może jak znajdzie się nas więcej gotowych, żeby poćwiczyć, to założymy u nas w Lubaniu Klub Puszystych. Razem będzie łatwiej.
Was też do takich decyzji namawiam i bardzo serdecznie wszystkich pozdrawiam!
Małgorzata

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt