Alicja Gładyszowska, mikrobiolog z wykształcenia, 20 lat temu zrezygnowała z pracy na Akademii Medycznej. Wiedziała, że chce zmienić coś w swoim życiu. Uświadomiła sobie, że do tej zmiany potrzebuje po prostu siły fizycznej, a ta przychodzi wraz z ćwiczeniami. Chciała ćwiczyć i postanowiła otworzyć klub fitness, z którego będzie korzystać sama, ale zaprosi też innych. W pojedynkę nie było łatwo. Do klubu zbiegła się natychmiast cała młodzież z okolicy. Piękne dziewczęta i „pakujący" młodzi osiłkowie.
- Nie o to mi chodziło - wspomina pani Alicja. - Chciałam żeby do klubu przychodziły też osoby w moim wieku, z którymi znajdę wspólny język i będziemy dobrze czuły się razem. Dojrzałe kobiety z nadwagą nie chcą ćwiczyć w towarzystwie młodych ludzi. To naturalne, że czują wstyd, boją się ośmieszenia. Dla takich osób praktycznie nie ma miejsca gdzie mogłyby zrobić coś dla siebie. Siedzą w domach i załamują ręce patrząc jak przybywa im lat i kilogramów - mówi. Wtedy usłyszała o idei Klubów Puszystych organizowanych przez Super Linię. Ogłosiła zapisy i „chwyciło"! Minęło jedenaście lat, a Klub istnieje nadal przy Centrum Zdrowia, którego właścicielką jest pani Alicja. Od trzech lat wrocławski klub ma nawet swoją filię w Brzegu Dolnym. W obu siostrzanych klubach porad udziela lekarz dietetyk, trener proponuje konkretne ćwiczenia dla każdej z pań, można porozmawiać z psychologiem. Jest sala z urządzeniami do zabiegów odnowy i gabinet masażu. Klubowiczki korzystają z sali gimnastycznej i siłowni oraz ćwiczą na basenie wynajmowanym przez Klub. Każda uczestniczka może wykupić karnet za ok. 150 zł. z listą zabiegów i ćwiczeń, z których może skorzystać przez cały miesiąc. Im dłużej jest w klubie, tym karnet jest tańszy. To zachęca panie do wytrwałości i systematycznej pracy nad sobą.
- Na stałe przychodzi ok. 90 osób, a w Brzegu około 40 pań. Tylko kobiety, panowie nie są zainteresowani poprawą swojego zdrowia i wyglądu - śmieje się Gładyszowska. Niektórzy przychodzą na parę tygodni albo miesięcy, chudną i odchodzą. Po jakimś czasie, kiedy ubrania znowu stają się za ciasne, wracają. - Jest też stała grupa pań, które twierdzą, że bez klubu nie potrafiłyby już żyć. Przychodzą dwa trzy razy w tygodniu poćwiczyć, ale i porozmawiać. Wypróbowują diety, omawiają efekty i wymieniają się pomysłami na coraz zdrowszą kuchnię i styl życia. Wspierają się nawzajem, przychodzą tu na herbatkę, organizują imprezy imieninowe, wspólnie wyjeżdżają na wycieczki - mówi pani Alicja. Według jej obliczeń z oferty klubu od początku jego istnienia skorzystało ok. tysiąca mieszkanek Wrocławia. - A tłuszczu spaliłyśmy już chyba tonę - podsumowuje najważniejsze osiągnięcie Klubu jego prezeska.
Choć klub się nie reklamuje, wciąż przychodzą nowe osoby.
- Jedna pani mówi drugiej pani, a potem przyprowadzają swoje siostry, matki, córki i tak się to kręci - dodaje prezeska. Opowiada, że czasem przychodzą do kluby zdesperowane otyłe kobiety, bez nadziei, że mogą zmienić swój wygląd, nie mają już siły ani odwagi, żeby zrobić coś dla siebie. Ta desperacja i niska samoocena rzutuje na całe ich życie. Mają problemy ze znalezieniem pracy, z relacjami w rodzinach. - Kiedy posłuchają innych pań, które kiedyś były w podobnej sytuacji, nabierają odwagi i wiary w siebie, a to jest im najbardziej potrzebne, nawet bardziej niż pozbycie się nadwagi - uważa Alicja Gładyszowska. - Powoli w trakcie programu odchudzania, one same stają się oparciem dla innych, nowych klubowiczek. To chyba jest najważniejsze zadanie naszego klubu. Choć czasem jestem już bardzo zmęczona tym prezesowaniem, wiem, że warto było - dodaje.




