Mam 30 lat, mieszkam na wsi, z dala od wielkiego miasta, ale blisko ludzi, którzy mają problemy z nadwagą. Wieś to takie miejsce, gdzie ludzie żyją innym rytmem, nie koniecznie zdrowym. Mimo że mają dostęp do zdrowej żywności, to w większości nie potrafią tego wykorzystać. Posiłki najczęściej są zbyt obfite, nieregularne, ale nikt nie próbuje tego zmienić. 11 lat temu wyszłam za mąż i przytyłam od tamtej pory 25 kg. Rok temu postanowiłam z tym zawalczyć. Na początku było bardzo ciężko. Wcześniej próbowałam wielu diet, ale bez rezultatu. Kiedy postanowiłam schudnąć, po prostu w ogóle przestałam jeść, z wyjątkiem jabłek. Jadłam je na śniadanie, obiad i kolację. W ciągu 4 tygodni schudłam 16 kilogramów. Byłam bardzo szczęśliwa, a wszyscy znajomi patrzyli na to z niedowierzaniem. A ja chudłam. Problem polega na tym, by tę wagę utrzymać, co wcale nie jest łatwe. Od tej pory jestem wciąż na „celowniku" znajomych, widzę jak na mnie patrzą i kontrolują mój wygląd. Chwilami tak mnie to denerwuje, że mam ochotę wykrzyczeć tę złość na nich. Ale cała rzecz polega na tym, by nie poddać. Bo życie w rozmiarze XXL jest ciężkie i upokarzające, dlatego podziwiam te osoby, które próbują to zmienić. Nawet, jeśli się coś wam nie udaje, nie poddawajcie się, próbujcie dalej, bo warto. Tacy jak ja, potrzebują czasem pochwały i pogłaskania po głowie, a czasem „kopa", żeby się zmobilizować. Dlatego chciałabym z kimś takim korespondować.
Marzena



