Zdaję sobie sprawę, że są kobiety bardziej nieszczęśliwe ode mnie, ale zawsze źle czułam się ze swoją nadwagą i tak jest nadal.
Od dawna zastanawiam się, dlaczego taka jestem? Czy winne temu są geny? Czy też sama jestem sobie winna, bo zbyt dużo jadłam, będąc dzieckiem, i za mało się ruszałam? Nie znam odpowiedzi na to pytanie i nie poznam. Zresztą to i tak by niczego nie zmieniło. Wiem, że jeśli nie ćwiczę regularnie i nie uważam na to, co jem, czyli pozwalam sobie na słodycze, chipsy, tłuste i smażone potrawy, to tyję. Wiem, że aby być szczupłą, będę musiała zawsze walczyć ze swoimi słabościami, czyli unikać pokus, które wyżej wymieniłam. Będę musiała prowadzić bardzo zdrową kuchnię, a także intensywnie ćwiczyć.
Do tej pory w miarę akceptowałam siebie, choć zdawałam sobie sprawę, że mam nadwagę. Z tą akceptacją było łatwiej, póki byłam kochana przez mężczyznę mojego życia. Byliśmy razem 4,5 roku (prawie całe studia) i mieliśmy wspólne plany na przyszłość. Miesiąc temu dowiedziałam się, że już mnie nie kocha od pół roku, że postanowił zabić uczucie, które do mnie żywił, ponieważ nie byłby w pełni szczęśliwy z kobietą wyglądającą tak jak ja. Wyjaśnię, że zakochał się we mnie, kiedy byłam dużo szczuplejsza, ale w miarę upływu czasu nie dawał mi odczuć, że mu się już nie podobam, nie było żadnych przykrych docinek. Te kilkanaście kilo nadwagi spowodowało, że on już mnie nie chciał. To był cios w samo serce, które nadal boli...
Najbliższy memu sercu mężczyzna, z którym chciałam być do końca swoich dni, przestał mnie kochać z powodu tego, że moje ciało zmieniło się na przestrzeni tych kilku lat? Myślę, że bał się tego, że będzie się ono zmieniać jeszcze bardziej na niekorzyść im będę starsza i zacznę rodzić dzieci. Jeśli nie walczyłabym o swoje ciało, to pewnie tak by było, skoro mam „urodę” ze skłonnością do tycia. Nigdy nie przypuszczałam, że to tak bardzo wpłynie na moje życie. Rozsądek mi mówi, że ten mężczyzna nie był wart mojej miłości, ponieważ wygląd nie powinien być aż tak istotny. Ale z drugiej strony wiem, że gdyby nie moja tusza, to nadal byłby ze mną. Ja wciąż go kocham... Może jestem naiwna i możecie mi nie wierzyć, ale on naprawdę potrafił mnie szczerze i mocno kochać. Fakt, potrafił kochać tylko wtedy, kiedy byłam szczupła, ale potrafił. Byłam jego Kwiatuszkiem i Boginią.
Próbuję być silna i wierzę, że spotkam jeszcze mężczyznę, dla którego będą się liczyć prawdziwe wartości w życiu, a nie kilkanaście kilo nadwagi. Zaczynam walczyć o swoje ciało. Ale nie po to, aby tamten mężczyzna zobaczył, jakiej fajnej kobiety się wyrzekł, nie po to, by ktoś inny mnie znów pokochał. Tylko po to, aby poczuć się lepiej dla samej siebie i aby być zdrowsza.
Wszystkie Kochane Grubaski, takie jak ja! Proszę Was, nie przestawajcie walczyć o siebie! Ruszajcie się jak najwięcej i zdrowo odżywiajcie. Wiem, że możecie zazdrościć innym kobietom, że są szczupłe, a jedzą, co chcą, ile chcą i nie ćwiczą. Ja tak przez całe życie zazdrościłam. Ale należy spojrzeć na to z innej strony. Dzięki temu, że my musimy ćwiczyć i jeść zdrowo, by dobrze wyglądać, to jesteśmy zdrowsze w środku. Pozdrawiam i życzę wszystkim Czytelniczkom dużo samozaparcia, wytrwałości i silnej woli.
Nieprzestająca walczyć
Ewa



