Latem na plaży przy bezchmurnym niebie dociera do ciebie aż sto razy więcej promieniowania słonecznego niż w pochmurny zimowy dzień! Nic dziwnego, że przy takim braku „ciepełka” organizm w naszej szerokości geograficznej buntuje się. Szczególnie wrażliwe na zimowe smutki są kobiety pomiędzy 20. a 40. rokiem życia, u których sezonowa depresja występuje dwa razy częściej niż u mężczyzn. Może ona dopaść także dzieci. Mają one wtedy duże kłopoty z porannym wstawaniem, a także trudności w koncentracji i odrabianiu lekcji.
Zjawisko to ochrzczono depresją sezonową, w skrócie SAD (z ang. Seasonal Affective Disorder, czyli sezonowa choroba afektywna). Dotknięci nią ludzie odczuwają wyraźne pogorszenie nastroju, dużo śpią, a mimo to trudno im się obudzić, mają mało energii, za to wyraźnie poprawia im się apetyt, zwłaszcza na słodycze. To właśnie pomaga odróżnić depresję sezonową od chronicznej, w której zwykle występuje brak apetytu.
Z głową w chmurach
Specjaliści przekonują, że jest to choroba, którą można skutecznie wyleczyć, podobnie jak grypę. Można też z powodzeniem jej zapobiegać, choć nikt jak dotąd nie wymyślił antydepresyjnej szczepionki. Jedno jest pewne: napady zimowej chandry spowodowane są konkretnymi zmianami biochemicznymi w mózgu. Zastanawiasz się, jak to się dzieje, że Eskimosi i Lapończycy nie tracą humoru nawet w czasie długich polarnych nocy? Zarówno jedni, jak i drudzy (a także przypuszczalnie mieszkańcy Islandii) nie mają po prostu genetycznych skłonności do występowania depresji zimowej. Naukowcy odkryli, że intensywność nasłonecznienia wpływa też znacząco na wytwarzanie melatoniny, czyli hormonu odpowiedzialnego za rytm snu i czuwania. Jej ilość zależy od znajdującego się w mózgu gruczołu – szyszynki. Połączona z siatkówką oka rejestruje zmniejszenie dawki światła i wysyła wiadomość o tym, by zwiększyć produkcję melatoniny w organizmie. Efekt? Stajemy się senni w ciągu dnia, a wieczorem, jak na ironię trudno nam zasnąć.
Wszystko jasne
Dopiero 20 lat temu sezonową depresję zaczęto traktować poważnie, a osobom podatnym na nią dano prawo do gorszego samopoczucia. To jednak nie oznacza, że SAD należy się poddać. Jeżeli sezonowa depresja trwa długo (nawet 5 miesięcy) i jej objawy nasilają się, może doprowadzić nawet do próby samobójczej! Poza tym długotrwałe obniżenie odporności, apatia, sprawiają, że rośnie podatność na inne choroby. Aby nie dopuścić do tego, specjaliści od lat zalecają już zawczasu przygotować się na sezonowy atak smutku i być wyczulonym na jego pierwsze objawy. Warto zmienić dietę na bogatszą w niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe. Kiedy jesteś wypoczęta i w dobrej formie fizycznej , sezonowa melancholia nie ma do ciebie dostępu. Najskuteczniejszym sposobem na nią jest fototerapia. Światło leczy już istniejące objawy (efekty odczuwalne są po ok. tygodniu terapii). Jeśli rozpoczniesz naświetlania odpowiednio wcześnie, czyli miesiąc przed tym, kiedy zwykle dopada cię przygnębienie, możesz zapobiec jesiennej chandrze lub opóźnić jej pojawienie się.
Podczas seansu pacjent zazwyczaj wchodzi do pomalowanego na biało pomieszczenia oświetlonego jaskrawą lampą emitującą światło o natężeniu nie mniejszym niż 2500 luksów (domowa lampa ma moc 300–500 luksów). Światło to nie zawiera promieniowania UV. – Co roku zgłasza się na naświetlania kilkadziesiąt osób. Głównie kobiety, ponieważ one częściej chorują na depresję zimową i mają mniej oporów przed szukaniem pomocy u psychiatry – mówi dr Łukasz Święcicki, psychiatra z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. – Seans trwa pół godziny, czasem godzinę. Wykonuje się 14 zabiegów przez 14 dni, a potem, w zależności od reakcji pacjenta, przedłużamy terapię lub nie. Można też odbyć terapię w domu, wykorzystując specjalne lampy dostępne w sklepach AGD (np. Bright Light, Bioptron, Fotovita).
TEST
CO CIĘ DRĘCZY?
Zaznacz stwierdzenia, które opisują twoje odczucia:
1. Jesienią czuję ogólny smutek i przygnębienie, nawet bez konkretnego powodu.
2. W okresie zimowym zawieszam wszystkie kontakty towarzyskie i raczej unikam gwarnych spotkań.
3. To dziwne, ale nawet moje wieloletnie hobby przestało sprawiać mi przyjemność.
4. Nie mam apetytu i chociaż udało mi się wreszcie schudnąć, jakoś nie jestem zadowolona ze swego wyglądu. Albo na odwrót: objadam się jak nigdy dotąd.
5. Wieczorem przewracam się z boku na bok i długo nie mogę zasnąć albo budzę się po kilku godzinach i mam wrażenie, jakbym wcale nie spała.
6. Te same codzienne czynności zajmują mi więcej czasu. Często biorę się za kilka rzeczy, a w końcu żadnej nie doprowadzam do końca.
7. Nawet w dzień łapie mnie senność i bez przerwy czuję się zmęczona.
8. Nie mogę się na niczym skupić, np. czytając książkę, potrafię zgubić wątek już na pierwszej stronie.
9. Coraz gorzej zapamiętuję. Kiedyś numery do wszystkich znajomych miałam w głowie, a nie w notesie.
10. Czasem czuję się niepotrzebna światu, bezużyteczna. Chciałabym wtedy zniknąć i myślę, że i tak nikt by tego nie zauważył.
Wynik: Jeśli zauważasz u siebie prawie wszystkie wymienione objawy i utrzymują się one przez co najmniej dwa tygodnie, może to oznaczać, że cierpisz na depresję. Nawet jeśli takie samopoczucie masz tylko w okresie jesienno-zimowym, nie bagatelizuj sprawy i porozmawiaj z psychologiem lub psychiatrą. Wymienione stwierdzenia nie dotyczą ciebie lub nie są aż tak nasilone, jak to opisaliśmy? Czujesz się tak, ale zwykle wystarczy jeden spokojniejszy weekend i wracasz do formy? Najwyraźniej miewasz depresję sezonową, która minie z nadejściem cieplejszych dni.



