Nie pozwól, by wraz ze spadkiem temperatury obniżała się też twoja aktywność życiowa. W naszym kraju, nawet jeśli nie ma siarczystych mrozów, zima trwa ponad trzy miesiące. Spróbuj zatem doczekać wiosny w dobrej formie i z uśmiechem na twarzy...
Obudź zmysły
Napełnij dom aromatem, który pomoże ci zachować dobre samopoczucie i uniknąć infekcji. Pachnące opary potrafią zabić wiele chorobotwórczych drobnoustrojów. Warunek jest jeden: musisz użyć prawdziwych olejków eterycznych, a nie sztucznych odpowiedników. Najsilniej bakteriobójczy jest olejek z drzewa herbacianego („Ti”), ale nie wszyscy dobrze znoszą jego przenikliwy zapach. Dobry jest sosnowy lub pichtowy (z sosny syberyjskiej), to jak pachnąca zapowiedź świąt albo wspomnienie po nich. Do kominka aromaterapeutycznego wlej wodę i kapnij na nią kilka kropel eterycznego olejku petitgrain, który działa pobudzająco i odświeżająco. Otrzymuje się go z liści drzewa pomarańczowego. Zapach ten daje doskonałe efekty, gdy trzeba diametralnie zmienić klimat w domu... na bardziej pogodny. Podobnie działają olejek bergamotowy i pomarańczowy. Uwaga! Kadzidełka z ulicznych straganów nie działają korzystnie. Mogą powodować uczulenie i podrażnienia dróg oddechowych.
Pomyśl o urlopie
W bezsłoneczny, mroźny czy słotny dzień znajdź chwilę na to, by oderwać myśli od bieżącej pory roku. Puść wodze fantazji i wyobraź sobie siebie na gorącej plaży... Nawet jeśli nie masz już wolnych dni ani zasobnego portfela, twój organizm da się nabrać na ten trik. Amerykański badacz Lee Berk odkrył niedawno biologiczny argument przemawiający za sensem posiadania nadziei, nawet tej niespełnionej. Okazało się, że nie tylko przyjemność, ale i oczekiwanie na nią obniża poziom hormonów związanych ze stresem, stymuluje układ odpornościowy. Już samo myślenie o spodziewanej przyjemności może podnieść poziom endorfin, nawet jeśli do wymarzonego wyjazdu wcale nie dojdzie. Zrób sobie takie wymyślone wakacje, a odzyskasz lepszy humor i podreperujesz odporność.
Ruszaj się
Fantazjowanie o gorących Karaibach możesz też połączyć z korzystnym dla zdrowia spacerem. Myślisz, że na takie amatorskie chodziarstwo trudno wygospodarować czas? Statystyczny Polak już w listopadzie spędza przed telewizorem aż 224 minuty dziennie: prawie cztery godziny. Nic dziwnego, że jesteśmy najmniej aktywnym fizycznie narodem w Europie. Tymczasem wystarczy, że jedną trzecią tego czasu spędzisz na ćwiczeniach, a pozostałe dwie trzecie możesz spokojnie przeleżeć na kanapie z pilotem w dłoni. Jeśli trudno ci się zebrać do spaceru, kiedy wracasz z pracy, spróbuj maszerować rano. To mało forsowny wysiłek, którego nie przypłacisz zadyszką i bólem mięśni. Plony rannego maszerowania będziesz zbierać przez resztę dnia, ponieważ osoby zaczynające dzień od sportu mają dwa razy więcej sił jeszcze kilkanaście godzin później.
Jak tu wybrać się na spacer, kiedy za oknem plucha? Przeziębienie gotowe! – pomyślisz zapewne. Otóż niekoniecznie. Mieszkańcy dużych miast są za bardzo rozhartowani i dlatego częściej łapią infekcje. Klimatolodzy przekonują, że taki wydelikacony układ odpornościowy nie radzi sobie ze zmieniającą się temperaturą. Krótkie spacery nawet w wietrzny i pochmurny dzień poprawią twój układ termoregulacyjny i przygotują go na prawdziwe zimowe mrozy. Pamiętaj tylko, by ubrać się na cebulkę i zdejmować tylko tyle rzeczy, by nadal czuć, że jest ci nieco za ciepło. Staraj się nabierać powietrze przez nos i powoli wydychać ustami, w ten sposób nie wychłodzisz gardła. Maszerując przez godzinę, spalisz około 300 kalorii. Jeśli będzie to wspinaczka po schodach, pozbędziesz się ich aż 1100. Spośród nowych form aktywności, które zawitały do Polski, np. nordic walking, czyli maszerowanie z kijkami, kompleksowo podreperuje twoje zdrowie. Ten sport angażuje aż 90 proc. wszystkich mięśni i nie obciąża stawów! Kijki będą też dodatkowym wsparciem na śliskich i oblodzonych ścieżkach. Dyscyplina ta zyskała popularność w wielu klubach puszystych i na wczasach odchudzających.
Ponad połowa Polaków ma zbyt wysokie ciśnienie, niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy. Jeśli chcesz uniknąć „wieńcówki”, daj się wyciągnąć na spacer. Już kilka wizyt na świeżym powietrzu na stałe obniży ciśnienie krwi o 10 mm Hg. Wysiłek fizyczny utrzymuje w dobrej formie naczynia krwionośne i serce oraz pomaga utrzymać właściwą wagę ciała, a to reguluje krążenie. Ruch pomoże także rozładować stres, co też stabilizuje ciśnienie krwi.
Poeksperymentuj w kuchni
Zimą daj się ponieść wewnętrznej intuicji twego żołądka... ale nie obżarstwu. Kiedy czujesz, że masz na coś chęć, zjedz to. Być może twój wybiórczy apetyt nie jest przypadkowy. W mroźne dni jesteś bardziej wyczerpana, a organizm sporo sił i składników odżywczych wykorzystuje do budowania odporności. Potem daje ci sygnał, byś szybko uzupełniła zapasy. Sęk w tym, że kiedy nieregularnie się odżywiasz lub twoja dieta jest monotonna (brak na rynku wielu świeżych warzyw i owoców zniechęca do urozmaicania menu), szybciej tracisz wartościowe składniki lub zaburzasz ich wchłanianie. Wówczas nawet przyjmowanie preparatów witaminowych tylko usypia twoją czujność. Jeśli organizm ma niedobory jakichś substancji, to możesz czuć się ciągle głodna, wyczerpana, ociężała, smutna... myśląc, że to przez zimę. Zbyt długie przerwy między posiłkami sprawią też, że organizm zapobiegawczo będzie odkładał tłuszcz. Nie jesteś w stanie precyzyjnie ocenić, czego brakuje w twojej diecie? Skonsultuj ją z dietetykiem lub zrób badania krwi. A już zawczasu wpisz na listę zakupów wszelkie przyprawy ziołowe (też działają bakteriobójczo!), czosnek (pełen witamin i flawonoidów), preparaty z aloesem, propolisem, rutyną lub echinaceą.
Szukaj pozytywów
Pamiętaj, że układ nerwowy i odpornościowy są połączone. To dlatego optymiści rzadziej chorują. Spróbuj zapomnieć o wszystkich urazach i pretensjach, jakie chowasz w sobie. Święta temu sprzyjają! Zdolność przebaczania innym służy zdrowiu. Choć trudno w to uwierzyć, zadawnione urazy, o których już prawie zapomniałaś, twój organizm nadal „pamięta” i reaguje na nie podwyższonym ciśnieniem i poziomem hormonów stresu. Tak twierdzą uczeni zaangażowani w kampanię wybaczania, o której przeczytasz na stronie www.forgiving.org. Jest jeszcze jeden argument przemawiający za tym, że warto czasem „odpuścić” – osoby wrogo nastawione do innych zjadają dziennie o 600 kalorii więcej niż te, którzy są mediatorami pokoju. Podsumowując: im bardziej dajesz się ponieść złości, tym mocniej cię ona potem przytłacza i próbujesz zagłuszyć ją jedzeniem. Nabyte w ten sposób kilogramy są kolejną okazją do tego, by znów tracić humor przy każdym spojrzeniu w lustro.
Śpij jak suseł
Do tego pewnie nie trzeba cię namawiać. W weekend chętnie polegujesz do południa. Rzecz w tym, by w środku tygodnia też dać organizmowi odpocząć. Nawet po jednej zarwanej nocy stajesz się bardziej podatna na infekcje. Już po dwóch organizm jest tak osłabiony jak po grypie. A człowiek, który nie śpi dłużej niż 17 godzin, reaguje tak, jakby miał we krwi 0,5 promila alkoholu! Znacznie gorzej znosi wtedy również to, co dzieje się za oknem. Zimą szczególnie powinnaś pilnować stałych pór kładzenia się spać. Nie licz na to, że odeśpisz. Po pierwsze, nie da się tak oszukać organizmu, a po drugie, weekendowe śpiochy częściej dopada „poniedziałkowa chandra”. Postaraj się nie chodzić spać po północy i przesypiać przynajmniej 7 godzin. Żaden film, żaden program telewizyjny nie jest wart tego, byś szła do pracy po 5 godzinach snu!
Pamiętaj, aby zimą...
...w piątki wyłączać budzik: Nie chcesz chyba nerwowo zrywać się w sobotę? Człowiek wyspany ma większą odporność, sprawniej myśli i... nie tyje!
...oglądać komedie: Minuta śmiechu zastępuje trzy kwadranse wypoczynku! Poza tym śmiech poprawia stan zdrowia, polepsza dotlenienie organizmu i ukrwienie narządów jamy brzusznej.
...zrobić na śniegu orzełka: Ten zwyczaj dotyczy wszystkich, bez względu na wiek.
...dłuuugo się przeciągać: Przedstawiciele brytyjskiej organizacji Sleep Council przekonują, że kobiety są po przebudzeniu o wiele marudniejsze i złe niż mężczyźni. Zwykle potrzebują dwóch, trzech godzin, by wreszcie się uśmiechnąć.




