Po zachłyśnięciu się modą na drapieżny i śmiały seks coraz częściej ludzie wracają do źródeł, czyli do delikatności, wrażliwości, czułości. Współczesne kobiety są przebojowe, zaradne, świetnie zorganizowane i pewne siebie, określenie „słaba płeć” zdecydowanie już do nich nie pasuje. Jednak w głębi duszy wciąż chcą być przytulane, głaskane i pieszczone. Podobnie jak ich dynamiczni, czasem szorstcy partnerzy.
Kiedy brakuje ciepła
Wtedy niektóre kobiety stają się na pozór oziębłe. Odmawiają współżycia lub go unikają, bo trwa ono dla nich za krótko i jest w związku z tym niesatysfakcjonujące.
– Po całym dniu pracy i dwóch minutach czułości ze strony partnera naprawdę nie mam ochoty na łóżkowe igraszki. Jestem zła, spięta i zmęczona... Bardziej potrzebuję relaksującego masażu niż dzikiego seksu – wyjaśnia Olga, ekonomistka z Białegostoku.
Większość kobiet stara się sprawdzić w kilku rolach: partnerki, matki, pracownika. W rezultacie są chronicznie przemęczone i zestresowane, przez co wzrasta w ich krwi poziom kortyzolu, nazywanego hormonem stresu. Gdy taki stan trwa dłużej, pojawiają się znużenie, bóle głowy i spadek libido. To, co kiedyś wystarczało, by pobudzić i zachęcić partnerkę do współżycia (długi pocałunek, spojrzenie, znaczący uśmiech), teraz może być wręcz niezauważone! Kobiecie, która przypomina kłębek nerwów, w pierwszej kolejności potrzeba ciepła i czułości. Delikatne, uspokajające pieszczoty sprawiają, że jej mózg zaczyna produkować endorfiny, które działają relaksująco.Taka dawka przyjemnych doznań jest najlepszym afrodyzjakiem. Rozgrzewa, rozluźnia i sprawia, że cały organizm jest lepiej ukrwiony, a także buduje między partnerami głęboką więź. A dla 70 proc. Polek seks jest tylko elementem dopełniającym uczuciowy związek. Kiedy mają pewność, że są traktowane z uczuciem, nabierają większej ochoty na seks.
Pośpiech szkodzi
Większość par poświęca na grę wstępną od 6 do 20 minut. Mężczyźnie na osiągnięcie gotowości, a nawet pełnej satysfakcji, wystarczą dwie, trzy minuty. Kobieta potrzebuje średnio 20–30 minut. To tłumaczy, dlaczego kobiety tak niechętnie pomijają grę wstępną. Zwykle jest jednak tak, że gdy partnerka jest już gotowa, partner właśnie z zadowoleniem zasypia. Owszem, u części kobiet płyn nawilżający pochwę pojawia się już po 30 sekundach od rozpoczęcia pobudzania, ale nie jest to przecież jedyny wyznacznik gotowości do stosunku. To tylko reakcja na dotyk. Częściej problemem jest nadmierna suchość w pochwie. Współżycie staje się wówczas nieprzyjemne dla obojga partnerów: ona ma bolesne otarcia, on zaś może sobie uszkodzić lub naderwać wędzidełko. Nie warto zatem ryzykować. Lepiej poświęcić kilkanaście minut na wzajemne obsypywanie się pocałunkami, głaskanie, masaż, przytulanie.
Lenistwo ukarane
Niektóre pary skarżą się na to, że do ich związku wkradła się rutyna, że seks przestał być dla nich tak ekscytujący, jak kiedyś. Tymczasem warto się zastanowić, czy przypadkiem nie jest to wina ich własnego lenistwa. Znając doskonale reakcje i zachowania partnera, oboje często chodzą do łóżka „na skróty” i wykonują tylko te gesty, które gwarantują im osiągnięcie orgazmu. Nie eksperymentują, nie odkrywają niczego nowego, tylko bazują na sprawdzonych – a co za tym idzie: ogranych – metodach. A już dodatkowa porcja czułości wydaje się niepotrzebnym ozdobnikiem albo wręcz stratą czasu. Przecież liczy się tylko orgazm. Otóż nie, bez solidnej dawki czułości orgazmu może nawet wcale nie być.
Pieść mnie!
Cierpliwość popłaca, bo lepiej ukrwione i rozluźnione ciało jest wrażliwsze na dotyk. Panom, którzy lubią pomijać grę wstępną, warto przypomnieć, że im też wyjdzie ona na dobre. Zwłaszcza gdy są zestresowani pracą lub... potrzebą sprawdzenia się w łóżku. Osoby podenerwowane częściej mają problem z osiągnięciem satysfakcji. Podwyższony poziom adrenaliny i kortyzolu sprawia, że naczynia krwionośne się zwężają. By utrzymać erekcję, musi się dziać odwrotnie: do naczyń krwionośnych narządów płciowych powinno napłynąć jak najwięcej krwi. Właśnie dlatego stopniowe podsycanie napięcia erotycznego sprawi, że i kobieta, i mężczyzna odczują większą rozkosz. Najwięcej zakończeń nerwowych, których pobudzanie (np. głaskanie) neutralizuje stres, znajduje się na plecach, twarzy i płatkach uszu, a nie w miejscach intymnych.
W latach 80. ubiegłego wieku holenderska psycholog Gerda de Bruijn określiła, ile powinny trwać konkretne pieszczoty, by kobieta osiągnęła orgazm. I tak w wypadku ręcznego pobudzania łechtaczki oraz penetracji pochwy potrzeba 10 minut, a seks oralny będzie efektywny po siedmiu minutach. Przebadane przez Gerdę de Bruijn 443 kobiety nie miały orgazmu, jeśli czas pobudzania przez partnera był krótszy od zalecanego. Teoria teorią, ale nie zaszkodzi namówić partnera na taki eksperyment.
Czas darzenia się czułościami jest wprost idealny na to, aby partnerzy prawili sobie komplementy i rozmawiali o tym, co sprawia im przyjemność. Trudno wyobrazić sobie sensowną i spójną wymianę zdań tuż przed orgazmem lub zaraz po nim. Zwłaszcza kobiety, które nie do końca akceptują swoje ciało, czują się bardziej atrakcyjne i seksowne, gdy partner traktuje je z czułością.
– Na początku reagowałam śmiechem, gdy Piotr namiętnie całował mnie w brzuch – wspomina Gosia, od lat borykająca się z nadwagą. Traktowałam jego zachowanie jak żart. Przecież oboje wiemy, że daleko mi do ideału. A jednak było w tym coś tak czułego i fajnego, że nawet nie wiem, kiedy przestałam wstydzić się swego ciała. Przestałam przejmować się swoim wyglądem w łóżku. Zamiast zadawać sobie pytanie: „O rety, czy przypadkiem nie wyglądam w tej pozycji grubo?”, zaczęłam skupiać się na tym, czy jest mi dobrze.
Casanova to wiedział
Potrzeba całkowitej akceptacji jest bardzo ważnym elementem związku. I to ona w dużej mierze decyduje o tym, czy kobieta uzna mężczyznę za dobrego kochanka. Ocenia go przez pryzmat tego, jak ona czuje się w jego towarzystwie. Jeśli oboje będą traktować seks jak wyścig z czasem i ciągłą pogoń za orgazmem, to prędzej czy później jedno z partnerów poczuje się wykorzystywane (prawdopodobnie będzie to kobieta) lub niewystarczająco dobre w łóżku (prawdopodobnie będzie to mężczyzna).
Przytulanie to taki bezpieczny port, w którym można przetrwać kłopoty w pracy (i wynikający z nich brak ochoty na seks), chorobę (która uniemożliwia współżycie), zagrożoną ciążę (gdy seks jest niewskazany) i zmęczenie (kiedy senność okazuje się silniejsza niż inne doznania). Jeśli między partnerami jest miejsce na czułość i wyrozumiałość, to żadne z nich nie będzie zasypiało z wyrzutami sumienia lub złością, kiedy całe zbliżenie sprowadzi się do... głaskania stóp.
Za najlepszych kochanków uważani są ci mężczyźni, którzy swoim zachowaniem zaspokajają wiele (pozornie pozaseksualnych) potrzeb kobiet. Okazywanie opiekuńczości po stosunku (np. trzymanie w ramionach, głaskanie), często odbierane jest jako dowód prawdziwego uczucia, troski i przywiązania. Te gesty w komunikacji bez słów są równoznaczne z powiedzeniem: „Jesteś dla mnie ważna, szczególna, wyjątkowa”. I tak właśnie myśli o sobie kobieta, która ma czułego partnera.
CHWAŁA POSZUKIWACZOM
- Każdy człowiek ma inną erogenną mapę ciała. U kobiet (teoretycznie) najbardziej wrażliwe są dłonie, przestrzenie między palcami, górna część pleców i miejsca pod kolanami. Mężczyźni mają bardzo czułe na dotyk brodawki sutkowe, wewnętrzną powierzchnię ramion i górną oraz środkową część pleców. Jednak zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn – oprócz narządów płciowych – wrażliwe na dotyk są wnętrza i płatki uszu, szyja tuż przy linii włosów oraz dłonie, pośladki i stopy. Dotykanie, gładzenie, pieszczenie językiem lub piórkiem tych miejsc powoduje zmysłową przyjemność. Im więcej erogennych miejsc odkryjesz na ciele partnera, tym bardziej urozmaicone będzie wasze życie intymne.



