Małgosia wzięła udział w naszym konkursie „Chudnij z Nami”. Swoje zdjęcie, na którym jest o 11 kg szczuplejsza, przesłała do redakcji wraz z finałowym kuponem konkursowym. Jej wdzięk i uroda zrobiły na nas duże wrażenie: postanowiłyśmy zaprosić ją na profesjonalną sesję fotograficzną i wysłuchać historii jej sukcesu. Zanim jednak się spotkałyśmy, Małgosi przybyło pięć kilogramów. Jest więc to historia sukcesu z przeszkodami, jakie zazwyczaj przed większością odchudzających się stawia życie. Ale to także historia ze szczęśliwym zakończeniem, bo Małgosia podczas odchudzania polubiła siebie. Kilka kilogramów znów jej przybyło, akceptacja swojego ciała pozostała.
Opowieść Małgosi
Teraz albo nigdy, pomyślałam, wysyłając zgłoszenie na konkurs SuperLinii. To wyzwanie podziałało na mnie bardzo motywująco: nareszcie schudnę i w końcu poczuję się lepiej. Problemy z nadwagą mam od zawsze. Odkąd pamiętam, stosowałam coraz to nowsze diety. Waga spadała, ale powrót do normalnego jedzenia powodował pojawianie się efektu jo-jo.
A ja lubię dobrze zjeść, jedzenie sprawia mi dużo przyjemności. Dlatego obiecałam sobie, że nigdy nie zastosuję już typowej diety. Postanowiłam na trwałe zmienić swoje nawyki żywieniowe i zacząć więcej się ruszać. Wprowadziłam w życie tzw. zasady zdrowego odżywiania. Nie było lekko: organizm musiał przystosować się do nowych warunków.
Dodatkowo wspomagałam siętabletkami, ale z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to nie dzięki nim schudłam. Zadziało coś innego.
Odchudzanie się nie zawsze jest przyjemne, ale teraz wiem, że najpierw trzeba siebie zaakceptować i polubić, a dopiero potem próbować coś zmieniać. Ciągłe myślenie o tym, że jest się grubym i że koniecznie trzeba schudnąć, nie daje sił do podjęcia wyzwania. Gdy liczyłam kalorie i odmawiałam sobie wszystkiego, nie potrafiłam długo wytrwać na diecie. Teraz nie głodzę się, pozwalam sobie czasami zjeść więcej, ale później staram się ten bilans wyrównać. Wiem, że przez ostatnie kilka tygodni przytyłam pięć kilogramów. Miałam dużo stresów i zajadałam je trochę słodyczami. Ale już wiem też, co robić, żeby się nie męczyć i schudnąć.
Wyznaczony przeze mnie cel, czyli 68 kg, jest wciąż aktualny i jestem pewna, że go osiągnę. Już raz schudłam 11 kg. Zrobiłam to dla własnej satysfakcji i lepszego samopoczucia. A nie ma nic milszego od słów podziwu i zachwytu codziennie słyszanych od męża. Choć nigdy nie mogłam narzekać na brak komplementów z jego strony, teraz jest ich jeszcze więcej. Jestem szczęśliwsza, niż byłam, i zgodzę się z nim, że wyglądam świetnie.
***
Naszą modelkę ubrała firma C&A. zdjęcia: Sławomir Kubala, stylizacja i makijaż: Katarzyna Misiak, fryzura: Agnieszka Jońska, salon Beaty Potocznej Corte del Sole, sesję zrobiliśmy w sklepie C&A Wars, ul. Marszałkowska 104/122, Warszawa, www.c-and-a.pl.



