Mąż Ewy pieści ją słowami („Uwielbiam cię, jesteś taka mięciutka”), chłopak Asi wtula się z lubością w jej obfity biust i nic nie mówi, tylko mruczy, a ukochany Joli wreszcie zrozumiał, jak drażni ją wyświechtane powiedzonko „Kochanego ciała nigdy za wiele” (– Teraz mówi, że jestem dla niego tyle warta, ile ważę – z zadowoleniem dodaje Jola). Partner Beaty chodzi rozanielony. – Duża, wspaniała kobieta – mówi – to duuużo wspaniałego seksu. Ten męski podziw daje się odczuć stale, nie tylko za drzwiami sypialni. Znajduje wyraz z wielu miłych słowach i gestach. Adresatki tych komplementów przyjmują je z radosnym zadowoleniem. Jednak nie zawsze tak się dzieje.
Miłosne nieporozumienie
Każdy z nas reaguje na słowa w odmienny, charakterystyczny dla siebie sposób. To, co jednego uszczęśliwia, innego może wpędzić w rozpacz, a przynajmniej sprawić mu przykrość. Poza tym ukryte za słowami intencje nie dla każdego są czytelne.
Małgosia była tłuściutkim dzieckiem, a później bardzo pulchną nastolatką. Tylko ona wie, jak wiele wysiłku kosztowało ją osiągnięcie kształtów w rozmiarze 46. Mniejszy po prostu już być nie może, jakby tylko na taki została zaprogramowana. Ciało, choć ponadczterdziestoletnie, ma bardzo ładne. Dba o siebie, ubiera się z namysłem, by strojem odjąć sobie choć dwa, trzy kilogramy. Zapamiętale ćwiczy, liczy kalorie, a w chwilach nadciągającej słabości sięga po kopertę ze starymi fotografiami. To jej motywacja: nigdy nie wyglądać tak jak kiedyś. Mąż Małgosi tych fotografii nie widział. Dla niego żona była i jest najpiękniejszą kobietą na świecie. Często jej o tym mówi. Wodzi za Małgosią roziskrzonym wzrokiem i powtarza: „Ech, te twoje wałeczki... Schrupałbym cię, pączuszku, jesteś taka apetyczna!”. Potrafi czule nazywać ją kluseczką, słonikiem, pulpecikiem. Małgosia za każdym razem wstrzymuje wtedy oddech i uśmiecha się dzielnie, tłumiąc łzy. Słowa męża to dla niej prosty przekaz: „Jesteś gruba”. Czuje, że cały jej wysiłek, pot i ssanie w żołądku idą na marne. Jest po prostu gruba. Zawsze za gruba.
Prawda? Pogarda?
Bożena pracuje w księgowości dużej firmy. Jest ceniona za profesjonalizm, lubiana za przyjazną życzliwość, ma kilka sprawdzonych przyjaciółek i uśmiecha się czasem bez powodu, gdy idzie ulicą. Ale tylko wówczas, gdy idzie sama. Ilekroć wychodzi z mężem (co zdarza się coraz rzadziej), spuszcza wzrok i nie ma ochoty na uśmiechy. Boi się. Mąż bez skrępowania ogląda się za kobietami młodszymi i zgrabniejszymi niż Bożena, a później komentuje jej tuszę. Nie przebiera w słowach: „tłuścioch” to jedna z delikatniejszych form, w jakich zwraca się do żony. Z upodobaniem liczy głośno każdą kromkę chleba i każdy plasterek wędliny, jakie zjada Bożena. Uskrzydla go publiczność. „O, i znowu serdelek dla serdelka!” – informuje zebranych przy rodzinnym stole, wskazując jej talerz. Kiedy są sami, z dezaprobatą zauważa wgłębienie wysiedziane w fotelu Bożeny. Nie przytula jej. Powiedział kiedyś jasno: grube go nie kręcą. W każdej sprzeczce, obojętnie na jaki temat, wyciąga sprawę nadmiaru kilogramów. Jakby to mogło usprawiedliwić fakt, że nie pomaga w żadnych pracach domowych i za często wypada z kolegami na kilka kolejek.
Mąż Bożeny – i wielu jemu podobnych – nie jest najprzystojniejszy na świecie. Strzyże włosy coraz krócej, żeby ukryć powiększające się zakola. Mięsień piwny od dawna uniemożliwia mu oglądanie własnych butów bez lustra. Nie dba o to, w co się ubiera. Poci się, a jego paznokciom bardzo, ale to bardzo przydałby się pilniczek. Nie wiadomo, czy jest świadomy zmian, jakie następują w jego wyglądzie; nie wiadomo, jak ocenia własną atrakcyjność. Być może zarzuty, w niewybredny sposób stawiane żonie, mają stanowić zasłonę dymną dla jego własnych kompleksów i lęków. Czy wie, że ją rani? Prawdopodobnie nie wie. Ale to w gruncie rzeczy bez znaczenia. Najważniejsze, by szybko i bez wysiłku mógł się dowartościować. Poza tym jego żona obiektywnie jest gruba, więc o co chodzi?
Szczęściara i ofiara?
Małgosia i Bożena są dla postronnego obserwatora na pozór w całkiem odmiennej sytuacji. Mąż tej pierwszej kocha ją i okazuje jej to na każdym kroku. Mąż tej drugiej może i kocha, ale nie zadaje sobie trudu, by zdobyć się na refleksję na ten temat. Natomiast jest święcie przekonany, że własna żona to rodzaj bezpłciowej, pozbawionej uczuć istoty, z którą „można się nie krępować” i wobec której „wszelkie ceregiele są zbędne”.
Z punktu widzenia obu kobiet ich sytuacja jest identyczna. Najbliższy im człowiek rani je boleśnie każdego dnia. Są upokorzone i nieszczęśliwe. Ale nic nie robią, by to zmienić. To błąd. I jedna, i druga musi się zdobyć na odwagę. Porozmawiać z mężem już teraz. Muszą powiedzieć o swoich zranionych uczuciach. Dodatkowo Bożena powinna stanowczo stwierdzić, że bez względu na stan faktyczny nie chce być obrażana i poniżana. Ani przy ludziach, ani w domu. Zdanie: „Nie chcę, żebyś w taki sposób komentował mój wygląd, bez względu na to, jaki on jest”, powinna powtarzać tak często, aż osiągnie zamierzony skutek.
Panom pod rozwagę
Każda kobieta chce się podobać – to naturalne. Jeśli nie czuje się atrakcyjna przy mężczyźnie, z którym jest, prędzej czy później zacznie szukać takiego, którego zachwycą jej kształty i wymiary. Aby temu zapobiec, warto zadbać o wzajemne relacje; poznać i szanować wrażliwość najbliższej osoby, dbać o tę osobę w sposób, który jej odpowiada.
Mówiąc kobiecie, że nie jest gruba, mężczyzna przypomina jej o istnieniu tego słowa, a wraz z nim – o jej lęku, że jednak jest gruba. Poczułaby się znacznie lepiej, gdyby usłyszała, że jest fantastyczna, kobieca i ponętna. Jeśli kobieta stara się schudnąć, mądry i kochający mężczyzna będzie ją wspierał, ale nie będzie jej ponaglał! Będzie się cieszył jej dobrym samopoczuciem i lepszym zdrowiem, nie wspominając głośno dawnych fałdek ani wypukłości. Zapomni o objadaniu się przed telewizorem lodami albo chipsami (dla niego to też niezdrowe!). Przestanie narzekać, że znowu na obiad tyle zieleniny, a golonki nie widział już pół roku. Pójdzie bez namawiania i ociągania się na spacer albo zorganizuje dwa rowery na sobotnią wycieczkę. Wtedy dietetyczny sukces będzie sukcesem ich obojga i dodatkowo scementuje związek. Jedno jest pewne. Aby kobieta była ponętna i śliczna, wystarczy ją kochać i obdarzać czułością.
Jeśli kobieta próbuje schudnąć, mądry i kochający mężczyzna będzie ją wspierał, ale nie będzie jej ponaglał!




