• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Diety z seriali
  • Dieta urody
  • Akcja motywacja
  • Anoreksja w natarciu
  • Bądź piękna w ciąży
  • Było 105 jest 85 kg
  • Dieta 1300 kcal bezstresowa
  • Dieta dla anorektyczek wychodzących z choroby
  • Długa droga do samoakceptacji
  • Znalazłam pomoc w Klubie Puszystych
  • więcej w tym wydaniu

Było 105 jest 85 kg

Superlinia, 03/2007
Irma Wieczorkowska-Bednarek
  • Przed, fot. zbiory prywatne
  • Przed, fot. zbiory prywatne
więcej zdjęć
Pani Jadwiga rok temu ważyła 105 kg przy wzroście 156 cm. Gdy zaczynamy rozmowę, pyta, czy zauważyłam, że na ulicy takie niewysokie, puszyste kobietki przypominają żywe, toczące się baryłki. Bo ona to spostrzegła dopiero teraz, gdy schudła do 85 kg i w lustrze widzi wyraźną różnicę między tamtą a tą Jadwigą.

Dziewczyna jak rzepa

Od zawsze tak o mnie mówili. I w szkole, i przez 25 lat małżeństwa obnosiłam po świecie  swoje 80 kg żywej wagi, jędrna i krągła, ale energiczna i ruchliwa. Jako nastolatka grałam z chłopakami w piłkę i wszędzie jeździłam na rowerze. Mąż też jest zapalonym rowerzystą i jeździmy razem – opowiada. I tłumaczy, że jest po prostu takiej, a nie innej budowy. Są kobiety smukłe i delikatne jak liany, a inne są mniej żurnalowe, ale zależy, co się komu podoba.

Jako dziecko mieszkała w osadzie pod Łodzią, rodzice mieli tam gospodarstwo. Potem przeprowadzili się do Łodzi, a na wsi pozostały cztery hektary ziemi, którą nasza bohaterka, posiada do dziś. Dlatego, gdy pytam o zawód, przedstawia się z dumą: – Jestem rolnik! I z przejęciem rozprawia o anomaliach pogody:
– Pigwa wypuściła w styczniu zielone listki, w drzewach soki zaczęły krążyć, na gałęziach pąki nabrzmiałe, stokrotki mi zakwitły! A potem sypnął śnieg, ścisnął mróz… Co to będą za zbiory w tym roku?

Więc: żona – rolniczka, mąż – biznesmen w firmie budowlanej, i dwaj synowie, 25-letni Tomasz, który kończy studia/marketing i zarządzanie/ i 23-letni Piotr specjalizujący się w reklamie. I jeszcze mama pani Jadwigi, babcia, która ma ponad 80 lat i z zamiłowaniem gotuje dla całej rodziny, po prostu pyszności.
– Mąż podtykający kanapki, co dzień na stole wspaniały świeżutki obiad – przyzna pani, że to nie są warunki dla schudnięcia! - wzdycha z humorem nasza bohaterka.

A tymczasem, choć się swoją nadwagą nie przejmowała, kilka razy dopadała ją nieprzeparta chęć osiągnięcia kibici osy – i zaczynała się katować: chudy serek – ogórek, chudy serek – ogórek… I tak do skutku, czyli do zgubienia 10 kg. Ale kochając jeść, wkrótce pukała się w głowę – i ciała znów przybywało.

Tuczące zimy

–  Od wiosny do jesieni jestem w ruchu – tłumaczy. – Ziemia, rower, basen… Nigdy nie tyłam w sezonie. Najgorsze są zimy.

Państwo K. mieszkają prawie za miastem. Zimą wcześnie zapada zmrok, a gdy w dodatku jest ślisko i leży śnieg, o wieczornym jeżdżeniu rowerami można tylko pomarzyć. Siedzi się w fotelu i czyta albo haftuje, podjada to i owo, słodziutkie, tuczące.

Pani Jadwiga zawsze czytała bardzo dużo, ta pasja pozostała do dziś, wręcz pochłania książki. Żadne tam Harlekiny – interesuje ją klasyka, historia, literatura przez duże L. Drugie, a właściwie wliczając rower, trzecie hobby to haft artystyczny. Haftowaniem zaraziła ją jeszcze mama w dzieciństwie, a dziś jej frywolitki, wzory płaskie, wypukłe, ażurowe, nakładane, królują na wystawach w Klubie „Niteczka”, którego jest zapaloną członkinią.

Nie brakuje naszej rolniczce zimowych zajęć, a że jest ona nocnym markiem, więc haftuje albo czyta do późna. Mają wszakże te zajęcia dwie wady: są siedzące i „lubią” podjadanie. – Siedzi w ciepłym pokoju, w miękkim fotelu, nos w książce, a ręka co chwila sięga po ciasteczko, po chipsa, po cukierka. Nawet się człowiek nie spostrzeże, a salaterka pusta. Druga w nocy, a człowieka aż skręca, żeby zjeść coś treściwego przed snem, więc kanapki, herbata… Z żywego, pełnego humoru opowiadania wynika, że już jesienie są tuczące. Państwo K. mają liczną rodzinę i tak się złożyło, że imieniny, urodziny, rocznice i inne uroczystości zbiegają się w jesieni. Obchodzone hucznie, jak na polskie tradycje przystało przy smakowicie zastawionych stołach. – Niech pani doda i weekendy. W naszej rodzinie na niedzielę musi być domowe ciasto, więc piekę, ślinka mi cieknie. Z natury jestem łasuchem, zwłaszcza na słodycze, każda okazja była dobra, żeby usprawiedliwić łakomstwo przed samą sobą. Teraz już nad tym panuję. Ale nie było łatwo, oj nie!

Cud trzech cyfr

– Jeden, zero, pięć, czyli sto pięć – wylicza z przejęciem pani Jadwiga. – Jak to zobaczyłam, stał się cud. Jakbym nagle otrzeźwiała. Z tym otrzeźwieniem było tak. Stała sobie w mieszkaniu zwyczajna domowa waga do kontroli ciężaru ciała, której nasza delikwentka używała rzadko i bez owego wewnętrznego przymusu, który cechuje osoby perfekcyjnie dbające o linię. Pewnego dnia pomyślała beztrosko, że trzeba by się zważyć. Weszła na nią i osłupiała.

– Póki nadwaga była dwucyfrowa, nie przeżywałam żadnego szoku. Przywykłam przecież, że od zawsze ważę więcej niż mierzę. Nagle ujrzałam trzy cyfry. Być może wiele puszystych bagatelizuje tuszę, póki nie przekroczy ona stu kilogramów. Ja myślę, że to może być ów krytyczny moment, wymuszający podjęcie decyzji o odchudzaniu. W tym więc momencie mała kobietka przy kości zdała sobie sprawę, o ile urosła wszerz oraz że musi gubić kilogramy racjonalnie, czyli z pomocą fachowców. Sama sobie nie poradzi, a odchudzających środków nie chce. Zaczęła pytać ludzi, gdzie fachowców można znaleźć. Przyszedł z wizytą znajomy i opowiedział, że zapisał się do Klubu Puszystych „Super Linii”. Natychmiast tam pojechała. Był koniec lutego 2006 roku.

Trzymam się

Gdy rozmawiamy, mija właśnie rok od pierwszej wizyty u klubowego lekarza, który zalecił zero cukru, zero tłuszczu, co jeść, czego się wystrzegać oraz jakie metody odchudzania przez ruch pacjentka może wybrać z bogatej oferty „Impulsu”, biorąc pod uwagę problemy pani Jadwigi z kręgosłupem.

Do sierpnia 2006 roku schudła 20 kg. Od sierpnia strzałka wagi stoi w miejscu, ale nasza bohaterka cieszy się, że nic nie utyła, nie wystąpił efekt jo-jo i że w ogóle jest w stanie te ograniczenia wytrzymać.

– Przecież ostatnio, gdy zafundowałam sobie te 105 kg, miałam jakiś patologiczny apetyt na słodycze: biegłam do sklepu, kupowałam wielkie pudło lodów, zjadałam sama. To znów usiłowałam zapanować nad ową słodką bulimią, więc: późny wieczór, a ja proszę męża, żeby pojechał ze mną do marketu. Bierzemy rowery, jedziemy. Kupujemy… jednego snickersa. W domu dzieliłam go na części i wyliczałam, co jaki czas mogę zjeść jedną część, wyczekując ze wzrokiem utkwionym w tarczę zegara. Nic więc dziwnego, że pani Jadwidze ciężko było wytrwać. Wspomina, że ciągle była głodna i pochłaniała marchewki. Ale stopniowo przyzwyczaiła się do diety i teraz już tak ją nie ssie. Mama gotuje dla rodziny, ona osobno dla siebie: kaszę, kapuśniak na piersi z kurczaka, przyrządza mnóstwo surówek. Na śniadanie – płatki, tylko trzy kromki razowego chleba dziennie. Chude mięso przeważnie gotowane, wędliny tylko odtłuszczone. Pije herbaty owocowe, na początku słodziła je miodem, dziś już nie słodzi.

Tłumaczy, jak ogromną satysfakcją dla takiej delikwentki jak ona jest spontaniczna, radosna aprobata rodziny i tej najbliższej, i dalszej. Dość długo nie widziała Jadwigi teściowa, a gdy poszli ją odwiedzić, wykrzyknęła: – Jadziu ty schudłaś! Rób wszystko, żeby ci się udało! Trzymaj się!

Więc się trzyma. Dwa razy w tygodniu jeździ do „Impulsu” na gimnastykę odchudzającą w wodzie i na bicze szkockie. Na początku zimy praktycznie nie było, więc codziennie wsiadali z mężem na rowery. Gdy odzywa się kręgosłup, musi ograniczać formy ruchu, ale kręgosłupowi odchudzanie też pomaga - pani doktor od dawna namawiała ją do tego.

Pani Jadwiga jest przekonana, że podstawową rolę przy zgubieniu 20 kilogramów odegrał Klub Puszystych „Super Linii”, przez fachową opiekę i wsparcie psychiczne. Zaś obecna przy naszej rozmowie pani prezes „Impulsu” Henryka Łyczko tłumaczy, na czym taka pomoc polega. Najważniejsze – to przepilotować pacjentkę przez pierwszy, najtrudniejszy dla niej okres. Robi to jej indywidualny instruktor. Przeprowadza wywiad, uczy jak ćwiczyć. Pani Jadwiga podkreśla, że prezeska zawsze zauważa efekty starań swoich podopiecznych: O, znów się schudło! To bardzo dopinguje do działania.

Mam nos w chmurach!

Kobieta otyła, nawet gdy nie przyznaje się do tego przed sobą, zawsze się czuje gorsza od otoczenia. Na przyjęciu, na przykład, musi mieć ponadprzeciętną osobowość, żeby ją zaakceptowały te szczupłe. Bo przecież na przyjęciu kobiety rozmawiają o sprawach lekkich, a przyjemnych, często o ciuchach. Gdy taka puszysta siedzi wśród nich, przez delikatność unikają tego tematu - a ona to czuje.

Do klubów fitness, na aerobik chodzi większość dziewczyn szczupłych, które chcą osiągnąć figury modelek. To też częsty temat rozmów towarzyskich, ale zwykle panie licytują się, ile która zgubiła centymetrów w talii. Puszysta siedzi więc i milczy, bo co powie? Ile straciła sadła? Takie refleksje, mądre, życiowe, o wyobcowaniu z powodu otyłości snuje pani Jadwiga, a sama, gdy już schudła, wykosztowała się na supermodną spódnicę, która jest gwarantem jej niezłomności. Bo gdyby - odpukać! - odpuściła sobie i utyła, to przecież nie dopnie suwaka.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt