Od redakcji

Przez wiele lat nikt o nim nie słyszał. No może z wyjątkiem nielicznej grupy pacjentów z tak zwaną chorobą trzewną. Potem został nagle okrzyknięty wrogiem numer jeden naszego zdrowia, winnym zaburzeń trawienia, alergii, słabej odporności i coraz powszechniejszej otyłości. Dziś słychać pierwsze głosy, że sam w sobie wcale nie jest taki straszny, tylko po prostu jest go w naszym życiu za dużo. Mowa oczywiście o glutenie, białku obecnym w większości zbóż, ale także w wielu produktach, które kupujemy codziennie. I rzeczywiście jemy go znacznie więcej niż kiedyś, co nie każdemu wychodzi na zdrowie. A więc jak jest naprawdę? Biorąc pod uwagę, że każdy z nas jest inny, przygotowaliśmy weekendowy test  (s. 12). Proste, smaczne i bezglutenowe menu, opracowane przez naszego dietetyka, pomoże Wam sprawdzić, czy to właśnie gluten negatywnie wpływa na samopoczucie. Jeśli po dwóch dniach poczujecie się lepiej, lżej, a energii przybędzie, to może warto kontynuować nasz bezglutenowy program. Na początek wystarczy urlop od pszennych bułek, ciast i gotowych wędlin. Zamiast nich polecamy prawdziwe skarby pełni lata, czyli pomidory (s. 54). Na ciepło lub na zimno, z dodatkami lub bez, zawsze pełne najbardziej wartościowych składników odżywczych – tym niezastąpionego likopenu, który chroni przed wieloma groźnymi chorobami. Dojrzewające w słońcu pomidory mają go najwięcej. Biegnijmy więc na targ, a po udanych zakupach zapraszamy do lektury naszego magazynu. 

Joanna Zielewska

 

Redaktor naczelna.

Superlinia numer 08/2014 już w kioskach !

Magazyn Superlinia
Sierpień nr 08/2014
 


Kalkulator BMI

(kilogramy)
(centymetry)

Michał Piela - Nie chcę być poczciwym misiaczkiem!

Superlinia, 9/2011 strona 14-15
  • Michał Piela - Nie chcę być poczciwym misiaczkiem!- Ilustracja 1
    Michał Piela, fot. KAPiF
Kliknij ilustrację, aby ją powiększyć
Twierdzi, że duże jest piękne. Nie lubi katować się restrykcyjnymi dietami, uważając, że mogą prowadzić do nieszczęścia. Kocha jeść. Ta miłość plus nieregularny tryb życia powodują, że od czasu do czasu musi korzystać z porad dietetyka. Wtedy chudnie i czuje się komfortowo. 

Michał Piela - Aktor telewizyjny i teatralny. Popularność zdobył, grając aspiranta Mietka Nocula w serialu „Ojciec Mateusz”. Do niedawna aktor warszawskiego Teatru Współczesnego, obecnie gra w dwóch sztukach Przemysława Wojcieszka w stołecznym Teatrze Polonia: „Miłość ci wszystko wybaczy” i „Jeszcze będzie przepięknie”.

Czy ulega pan modzie na zdrowe życie?

Powinienem zapewne ulegać, ale tego nie robię. W dzisiejszych czasach często wpadamy z jednej skrajności w drugą. Nie jest dobrze, gdy człowiek uprawia za dużo wyczynowego sportu lub za mocno się odchudza, bo to prowadzi do różnych chorób. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z potrzeby zdrowego trybu życia, w tym zdrowego odżywiania się. To jest ważne! I z potrzeby ruchu, co też jest bardzo ważne. Ale nie lubię przesady.

Podobno nie tak dawno pan się odchudzał?

Tak. Koleżanka z pracy powiedziała mi o dietetyczce,  która pomaga ludziom chudnąć i żywić się racjonalnie. Zgłosiłem się i w wyniku przepisanej diety schudłem 20 kg w 3 miesiące. Ale potem straciłem motywację i przestałem stosować się do zaleceń.

A jaka była ta motywacja?

Odczuwałem potrzebę zmian. Gdy jednak poczułem się lżejszy, to sobie odpuściłem. Nie mam, niestety, samodyscypliny w odchudzaniu się.

Katował się pan od rana do nocy?

Nie. To nie polega na katowaniu się, lecz na regularnym jedzeniu właściwej ilości pożywienia. Jadałem mniej i w stałych odstępach czasu, na talerz nakładałem określone porcje zdrowych produktów i nie łączyłem różnych produktów, np. mięsa z kartoflami.

Trudne to było?

Nie! Dania są proste, więc każdy potrafi je  przygotować. Na przykład na obiad jadłem zupę jarzynową. Na drugie wołowinę duszoną, do tego gotowane jarzyny. Nie trzeba rezygnować z wieprzowiny, ale nie wolno jej smażyć. W mojej diecie dozwolone były nawet słodycze. Uważam, że najlepiej jest odchudzać się z pomocą dietetyka. Samodzielne odchudzanie się może doprowadzić do nieszczęść. 

Schudł pan aż 20 kilogramów. To rewelacja!

Tak, ale potem przyszły święta i skończyła się ta moja dieta… Trudno jest trzymać się z boku i pościć, gdy na stole znajduje się tyle pyszności. Najgorsze są te nasze stare nawyki żywieniowe.

W dzieciństwie też był pan dużym chłopcem?

Zawsze byłem wielki, słusznego wzrostu, jak się mówiło. Byłem też pulchny, ale trochę mnie ten wzrost ratował. Dzięki niemu nie byłem mimo wszystko gruby. No i zawsze lubiłem jeść. Mama podtykała mi pod nos smakołyki, babcie świetnie gotowały. Dziadkowie zresztą też. Na naszym stole pełno więc było   pysznych potraw. Pochodzę ze Śląska, gdzie naprawdę smacznie i dużo się jadało. Górnicy musieli mieć silę, żeby ciężko pracować.

A jakie potrawy z rodzinnego domu w Katowicach wspomina pan najmilej?

Kluski śląskie, no i golonkę – pieczoną lub gotowaną, z chrzanem, bez ziemniaków, jedzoną nawet z samym chlebem. Najważniejsze, żeby była dobra i świeża. Rolady z różnego rodzaju mięs. I modrą kapustę – ze skwarkami, cebulką i jabłkami. To moje ulubione smaki. Dobry kotlet schabowy jest zawsze smaczniejszy od ryby. Moim zdaniem, oczywiście. To może błędne myślenie, ale ja tak już mam.

Lubi pan słodycze?


Nie, w zasadzie mógłbym się bez nich obejść, na talerzu lubię konkrety. Co do mojej tuszy… To nie jest chyba kwestia tego, że ja za dużo jem, ale że jem bardzo nieregularnie. Nic jednak na to nie poradzę! Taki mam tryb życia i charakter pracy. Teraz nie mogę w domu nic podjadać, bo mam kuchnię w remoncie. Zdany jestem na jedzenie na mieście, ale po remoncie zacznę sobie dogadzać...

W domu gotuje pan czy żona?

Żona prześcignęła mnie w umiejętnościach kulinarnych, ale sam też potrafię gotować. Oboje uwielbiamy chodzić po restauracjach. Lubimy najróżniejsze kuchnie – meksykańską, włoską i grecką, chińską. W kwestiach kulinarnych staramy się być na bieżąco. Oglądamy programy telewizyjne o jedzeniu, żeby wiedzieć, jakie są nowe potrawy i trendy w kuchni.

Wróci pan do diety tamtej dietetyczki?

Wrócę! Tylko najpierw muszę ją przerobić sam, w domu, żeby mieć widoczne efekty, doprowadzić do tego etapu, na którym skończyłem. Taki przynajmniej mam plan.

Czy pana postura jest autem w zawodzie czy kulą u nogi?

Jednym i drugim równocześnie. Atutem była wtedy, gdy zdawałem do szkoły teatralnej i potem, gdy stawiałem pierwsze kroki jako aktor. Mój wzrost i waga powodują, że jestem zauważalny. To jest bardzo dużym atutem. A kulą u nogi powoli się staje, bo mimo że jestem już 10 lat w zawodzie, dopiero teraz odnoszę sukcesy, doświadczam popularności. Gram w serialu „Ojciec Mateusz” charakterystyczną postać i angażuję w nią całego siebie. Mój wygląd może stać się zawodową przeszkodą w tym sensie, że zostanę zaszufladkowany. Że reżyserzy i producenci będą we mnie widzieć tylko poczciwego misiaczka, dobrego sierżanta Garcię [bohater powieści Johnstona McCulleya, a następnie filmów i seriali o Zorro – przyp. red.], a nie aktora, którego stać na zagranie innych postaci. Stoję więc przed wyzwaniem: za wszelką cenę nie dać się wcisnąć w szufladkę!

Czy uprawia pan sport?

Chodzę 3-4 razy dziennie na spacer z moim wielorasowym psem Chojrakiem. Staram się często pływać. W sezonie nie robię tego codziennie, ale w wakacje mam na to o wiele więcej czasu. Siłownia? Jeśli już, to na pewno nie wyciskanie ciężarów. Biegi też nie wchodzą w rachubę, bo to bardzo obciąża kolana.

Sen?


To wspaniały odpoczynek. Gdy tylko mam trochę czasu, ucinam sobie drzemkę w ciągu dnia. Bardzo mnie regeneruje. Czasem kładę się nawet w przerwie między zdjęciami do serialu a występem czy próbą w teatrze. Nie muszę mocno spać, wystarczy, jak się wyciągnę i sobie spokojnie poleżę.

Przepis

Karp po śląsku

Karpia pokrój na dzwonka, skrop cytryną, schłodź. 4 marchewki, białą część pora, seler i 2 cebule obierz i pokrój. Garść rodzynek sparz. Warzywa włóż do rondla, zalej wrzątkiem, posól. Dodaj ziele angielskie, liście laurowe oraz tymianek. Gotuj 5 minut. Wlej 2 szklanki piwa, gotuj 20 minut. Wyjmij liście laurowe i ziele angielskie, warzywa zmiksuj i połącz z wywarem, dodaj 3 łyżki piernika, wymieszaj i  gotuj 5 minut. Przypraw cytryną, cukrem, solą, dodaj rodzynki, zagotuj. Włóż dzwonka karpia i duś 15 minut. Wyjmij i polej sosem.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)

Komentarze

  • Oglądam po raz kolejny "Ojca Mateusza" w dużym stopniu ze względu na Michała Pielę. Stworzył cudowną, ciepłą postać. Wydaje mi się, że jest doskonałym aktorem. Widziałam go również w jednym odcinku "Czasu honoru" i życzyłabym sobie jako widzowi oglądać go w różnorodnych rolach. A Nocul dzięki temu aktorowi jest the best!

    ~Anna 2012-08-23 00:08:29