Agnieszka Grzebyk-Arendarczyk prowadzi we Wrocławiu Gabinet Dietetyki Klinicznej Revita, www.dietetyka24.info.pl
Leczy pani z otyłości wiele osób z zagranicy. Trafili do pani nawet pacjenci z rodziny królewskiej z Arabii Saudyjskiej. Dlaczego przyjechali akurat do Polski?
W Stanach Zjednoczonych polecono im nasz kraj, bo w świecie panuje dobra opinia o polskich lekarzach. Dlaczego? Bo zajmują się oni całościowo pacjentem, patrzą na wszystkie aspekty jego zdrowia, a nie tylko na wycinek. Ustalając terapię, biorą pod uwagę pracę różnych układów w organizmie. Amerykański lekarz, który skierował tu arabskiego księcia, miał kontakt z reprezentantami polskiej służby zdrowia, bo obserwował w szpitalach pracę Polaków, którzy przyjeżdżają do Stanów na staż.
Pani również taki staż odbyła...
Tak, w JFK Hospital w New Jersey, na początku lat 90. Zwróciłam tam wtedy uwagę na to, że – lecząc otyłość, która w Stanach zaczęła być wtedy dużym problemem – stosowano u pacjentów odmienne zalecenia żywieniowe, w zależności od ich schorzeń. Potem, już we własnym zakresie, przestudiowałam dosyć szeroko dietetykę amerykańską – zalecenia szkoły kalifornijskiej i nowojorskiej. Dużo korzystałam też z doświadczeń specjalistów niemieckich, którzy mają doskonałe kliniki gastroenterologiczne zajmujące się leczeniem przewodu pokarmowego. Poza tym, zainteresowałam się rosyjskimi terapiami naturalnymi. Rosjanie znają od pokoleń zioła o cennych właściwościach. Ich świetne oleje, np. rokitnikowy, cedrowy, czy też słynne mumijo, czyli wyciąg ze skały, mogą doskonale wpłynąć na metabolizm.
Jakie błędy żywieniowe popełniają mieszkańcy wymienionych przez panią krajów?
W Stanach Zjednoczonych je się ogromne porcje i bardzo dużo cukru – nigdzie indziej na świecie nie spożywa się go tyle, co tam. Powszechne są fast foody, czyli najbardziej ciężkie, tłuste, szkodliwe pożywienie. W połączeniu z dużą ilością białego pieczywa doprowadza to często do otyłości olbrzymiej. Warto jednak podkreślić, że w Ameryce jest też duża grupa szczupłych, zadbanych osób, które odżywiają się bardzo zdrowo. Niemcy również lubią obfite porcje, a do tego jedzą ciężkie potrawy mięsne, smażone oraz grillowane, tłuste ziemniaki. Piją dużo piwa, które ma wysoki indeks glikemiczny i sprzyja tyciu. W Rosji króluje chleb, dodawany jest on w zasadzie do wszystkich posiłków. Nawet jeśli jest to ciemne, żytnie pieczywo, to spożywane w nadmiarze – tuczy. Rosjanie piją poza tym dużo mocnego alkoholu, który jest bardzo kaloryczny.
Nasza tradycyjna kuchnia też chyba do najzdrowszych nie należy?
Oj, zdecydowanie. Jest w niej wiele ciężkich połączeń – jak choćby popularny schabowy z polanymi tłuszczem ziemniakami i kapustą zasmażaną. Nasze przewody pokarmowe z trudem to trawią, stąd typowy obraz Polaków po czterdziestce z wzdętymi brzuchami. Na Zachodzie mamy skrajności, z jednej strony są ludzie bardzo otyli, z drugiej – szczupli do późnego wieku, u nas większość społeczeństwa znajduje się pośrodku tej skali. Jeśli chcemy mieć płaski brzuch po 40. roku życia, musimy o siebie dbać, jeść takie potrawy, które organizm łatwo strawi, a w tym wieku metabolizm jest już wolniejszy. Wszelkie mięso smażone w panierkach i wędzone to białka ciężkostrawne. Najłatwiej przyswajamy te przygotowane w niższych temperaturach, poniżej 120 stopni Celsjusza – pieczone, gotowane, duszone. Powinniśmy dbać o lekkie połączenia, białka jeść z dużą ilością warzyw – surowych lub gotowanych, w zależności od tego, jak sprawny jest nasz układ trawienny. Niestety, u wielu ludzi niewłaściwe odżywianie spowodowało problemy zdrowotne, problemy w pracy różnych układów, m.in. rozchwianie układu hormonalnego. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że dieta bogatobiałkowa źle wpływa na hormony tarczycy, a np. alkohol i cukier znoszą działanie kortyzolu, kortyzol zaś odgrywa dużą rolę w odchudzaniu. Bardzo ważne jest więc zbadanie pacjenta i indywidualne dopasowanie dla niego menu.
Od czego zależy skuteczne schudnięcie?
Zrzucić kilogramy można na każdej diecie, jeśli się ma trochę silnej woli, to żaden sukces. Gdy ograniczy się kalorie i zmieni styl życia, zawsze się schudnie. Ale utrzymanie tej wagi to już duża trudność. Potrzebna jest normalizacja pracy różnych układów, czemu służy odpowiednio dopasowane menu. Jeśli ktoś cierpi na zaburzenia łaknienia, czy trawienia albo ma niedobory jakichś składników w organizmie, może czuć się stale głodny i podjadać. Właściwie zbilansowana dieta znacznie to wyhamowuje.
W jaki sposób dobierała pani dietę dla tak nietypowych pacjentów, jakim był książę i inni arystokraci z Arabii Saudyjskiej?
Byli to ludzie z wagą 160–180 kg, czyli z otyłością olbrzymią, wymagali szczególnie starannie opracowanej kuracji. Trwała ona 8 miesięcy, ale dała dobre rezultaty, bo pacjenci schudli po 50–60 kg. Jadłospis opierał się na składnikach dostępnych w Polsce: warzywach, mięsie, rybach, owocach, ale też zrobiłam ukłon w stronę kuchni arabskiej i uwzględniłam: mielony sezam, soczewicę, ciecierzycę, bakłażany i pasty bakłażanowe, cukinię, kiszone liście winogronowe. Niektóre produkty, np. ser labneh i tahini, czyli pasta sezamowa, były specjalnie dla tych pacjentów sprowadzane, bo bardzo je lubili. Na początku narzekali, że nasza kuchnia jest za łagodna, musiałam więc zwiększyć jej pikantność, dodawać papryczki chili. Nie mogli też przekonać się do białego sera i zdecydowanie go odrzucili, podobnie kefir i kwaśne mleko.
Czy teraz utrzymują niższą wagę?
Tak. Przeszkoliłam kucharzy – w domu księcia pracuje ich pięciu. Powiedziałam im, w jaki sposób mają gotować, jakich tłuszczy używać, jakie zioła wspomagające trawienie dodawać do potraw itd. Wiedzą, że muszą unikać smażenia w głębokim tłuszczu, vegety, glutaminianu sodu, środków konserwujących, bo są one niewskazane w zaburzeniach trawienia. W kulturze arabskiej rodzinne spotkania i biesiadowanie przy obfitym stole są powszechnym zwyczajem. Moi byli pacjenci to ludzie zamożni, niepracujący, mający dużo czasu i myślę, że nie zrezygnowali całkiem ze zwyczajów ucztowania, ale zmienili codzienne nawyki. Niestety, do krajów arabskich dotarły fast foody, słodkie napoje typu cola i otyłych ludzi jest tam coraz więcej.
A jak na tle innych krajów wypadają Polacy?
Na pewno dużo lepiej niż Amerykanie, ale – niestety – jeśli się nie opamiętamy, będziemy zmierzać w tym samym kierunku. Zauważam przede wszystkim, że jesteśmy społeczeństwem bardzo zmęczonym. Ogromnie dużo pracujemy, mało wypoczywany, rzadko się ruszamy. Żyjemy w ciągłym stresie, a to nie sprzyja szczupłej sylwetce. Podjadamy, jesteśmy ogólnie zniechęceni, trudniej nam w tej sytuacji dbać o dietę. Coraz częściej otyłość występuje u młodych ludzi. Na 7–9 pacjentów, których przyjmuję każdego dnia, przypada dwoje dzieci, często trzy-, czteroletnich. W ich wypadku tłumaczę rodzicom, jak zmienić styl żywienia, bo diety odchudzającej u takich maluchów nie można stosować. Z drugiej strony, przychodzi do mnie też duża grupa osób, które chcą schudnąć niewiele, 5–7 kilogramów. Dbają o swój wygląd, chcą się zdrowo odżywiać i starają się nie dopuścić do dużych zaniedbań. To bardzo krzepiące.
Jak chudnąć, to w Polsce
Superlinia, 11/2010; 26-27
Nasz sposób odżywiania nie jest najlepszy, z roku na rok przybywa osób z nadwagą i otyłością. Za to mamy dobrych fachowców od diet. Dlaczego warto zwrócić się do nich o pomoc? Rozmawiamy na ten temat z lek. med. Agnieszką Grzebyk-Arendarczyk, specjalistką medycyny rodzinnej i dietetyki.



