Niewątpliwie najgrubszym narodem świata są Amerykanie. 75 procent amerykańskiego społeczeństwa ma nadwagę lub otyłość. Otyłość jednak nie zatrzymuje się na granicach USA, ale staje się problemem światowym. Kłopoty z utrzymaniem prawidłowej wagi mają również Meksykanie, Hiszpanie i Niemcy. W Polsce również wskaźnik otyłości wciąż rośnie. Dlatego na przykładzie przodującego w tych statystykach narodu amerykańskiego warto zastanowić się, jakie są tego przyczyny.
Greg Critser, autor książki na temat społecznych przyczyn otyłości w Stanach Zjednoczonych, uważa, że Amerykanie poluzowali paski (te prawdziwe i symboliczne), bo przestali o siebie dbać. W USA dominuje teoria samoakceptacji. Producenci żywności w reklamach niczym terapeuci zachęcają do wyzbycia się kompleksów, akceptowania siebie i oczywiście do jedzenia.
Najbardziej zaskakująca jest właśnie ta akceptacja, a nawet afirmacja grubego ciała, na które zwrócił uwagę niemiecki badacz, prof. Johann Hebebrandt. Spodziewał się, że w kraju, w którym popkultura bardzo mocno lansuje szczupłą sylwetkę, ludzie otyli będą ze wstydem ukrywać swoją tuszę. Tymczasem otyli Amerykanie bez wahania wciskają ciała w obcisłe spodnie z lycry i odważnie eksponują swe wdzięki na zaludnionych plażach. Można byłoby im nawet zazdrościć samoakceptacji, gdyby nie fakt, że otyłość to nie tylko sprawa wyglądu, ale również, a może przede wszystkim, zdrowia.
Czym grozi otyłość?
Światowa Organizacja Zdrowia potwierdza, że osoby otyłe żyją krócej i znacznie częściej narażone są na takie choroby, jak:
• cukrzyca • nadciśnienie tętnicze,
• hiperlipidemia, czyli podwyższenie poziomu cholesterolu i trójglicerydów we krwi,
• udar mózgowy,
• niewydolność serca i choroba niedokrwienna serca (choroba wieńcowa),
• kamica pęcherzyka żółciowego,
• zmiany zwyrodnieniowe stawów,
• nowotwory,
• zaburzenia oddychania w czasie snu,
• żylaki kończyn dolnych,
• zaburzenia hormonalne.
Dlatego amerykański rząd i lekarze biją na alarm. USA przeznacza najwięcej pieniędzy na badania związane z otyłością, zdrowym jedzeniem i skutecznym odchudzaniem. Z tych osiągnięć, podobnie jak z opracowanych przez amerykańskich naukowców diet, korzystają z powodzeniem obywatele innych krajów. A Amerykanie... wciąż tyją.
Gdy nogi zastępuje samochód
Jedną z przyczyn tycia jest siedzący tryb życia. Przeciętny Amerykanin prawie nie chodzi, ponieważ wszędzie może, a nawet musi, dojechać samochodem. Wszystkie ważne sprawy (opłacenie rachunków, pobranie pieniędzy, zakupy) może załatwić nie wychodząc z domu lub samochodu. Czas wolny od pracy spędza głównie przed telewizorem lub komputerem, a brak ruchu sprzyja odkładaniu się tkanki tłuszczowej.
Po zakupy!
Amerykańskie sklepy wyspecjalizowały się w „dogadzaniu klientowi”. Pracownicy są niezwykle mili i uprzejmi, z uśmiechem pakują gigantyczne zakupy do torebek, a potem pomagają je umieścić w samochodzie. Ludzie otyli są najlepszymi klientami sklepów, bo kupują dużo i często, dlatego sklepy dysponują wózkami z koszykami, na których ci, którym chodzenie sprawia dużą trudność, mogą jeździć między półkamii pakować, pakować wszystko, na co tylko mają ochotę. Coraz bardziej rozpowszechnia się także moda na zakupy przez internet – wystarczy siedząc wygodnie w fotelu wybrać produkty ze sklepu internetowego, zapłacić kartą kredytową i po chwili dostać smaczne jedzonko do domu bez żadnego wysiłku. Można tylko leżeć i jeść.
Badania prowadzone w USA wskazują, że Amerykanie chcą dostać jak najwięcej za jak najmniejsze pieniądze, dlatego z pewnością przemawiają do nich liczne promocje (bez sensu jest kupowanie jednego wiaderka lodów za 4 dolary, skoro za trzy wiaderka zapłacimy tylko 8 dolarów – wyraźna korzyść dla kieszeni, ale niestety, nie dla zdrowia).
Amerykańskie menu
Nikomu nie trzeba chyba uświadamiać, jakiej wartości pożywienie można dostać w różnego rodzaju fast foodach. Amerykanie kochają takie jedzenie, nic więc dziwnego, że oprócz znanego McDonald’sa powstały w tym kraju setki podobnych „jadłodajni”. Można w nich zjeść szybko, tanio, dużo i tłusto – i, co najważniejsze, nie trzeba nawet wychodzić z samochodu. Ogromną popularnością cieszą się też restauracje-bufety, w których płaci się określoną kwotę przy wejściu (najczęściej jest to 8-15 dolarów od osoby) i można jeść wszystko bez ograniczeń, a ponieważ amerykańska mentalność każe jak najlepiej wykorzystać wpłacone pieniądze, więc Amerykanie płacą, a potem jedzą i jedzą... rozciągając żołądki do gigantycznych rozmiarów.
Walka z otyłością w USA
Lekarze i rząd amerykański organizują liczne kampanie przeciwko otyłości, zachęcają do zbiorowego odchudzania, a producenci żywności wyspecjalizowali się w produktach o obniżonej wartości kalorycznej (typu light), ale rezultaty tych działań są na razie niewielkie, otyłych Amerykanów wciąż przybywa, wzrasta bowiem liczba nieletnich z nadwagą. Dlatego w USA postanowiono chronić dzieci przed złymi nawykami żywieniowymi i chorobami spowodowanymi otyłością. Powoli wycofywane są ze szkół automaty z chipsami i wysokokalorycznymi, gazowanymi napojami. Organizatorzy dużych imprez dla dzieci i młodzieży staranniej dobierają też sponsorów, chociaż nadal trudno zrezygnować z pomocy sieci McDonald’s, który chętnie takie akcje wspomaga finansowo i przy okazji reklamuje swoje produkty (zyskując następne pokolenie chętnych konsumentów).
Dużo lepszą strategią jest zachęcanie dzieci i młodzieży do uprawiania sportu. Amerykańskie szkoły są znakomicie wyposażone w sprzęt sportowy, mają boiska (czasami nawet własne stadiony) i baseny. Jest też wiele rodzinnych klubów sportowych, w których rodzice razem z dziećmi mogą przyjemnie i aktywnie spędzić czas. Fizyczna aktywność amerykańskich obywateli jest również dotowana przez władze miast. W Dallas za 1,5 dolara można przez cały dzień pływać w basenie, podczas gdy w Warszawie za godzinę na basenie musimy zapłacić nawet 25 zł (!).
Lansowana moda sprawia, że obok otyłości u części wrażliwych na krytykę Amerykanów rozwijają się zaburzenia łaknienia (bulimia i anoreksja). Już małe dziewczynki liczą kalorie bojąc się nadwagi. Tak czy inaczej, społeczeństwo amerykańskie ogarnęła obsesja jedzeniowa: wciąż myślą tylko o jedzeniu (lub o niejedzeniu) i coraz bardziej oddalają się od prawdziwego życia.



