• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Jak przetrwać wiosenne przesilenie?
  • Dieta 1400 kcal nowalijkowa
  • Gimnastyka na lepszą kondycję
  • Dietka oczyszczająca
  • W sukni ślubnej rozmiar 36!
  • Moja historia. Siła woli
  • Start do wiosennego gubienia kilogramów
  • Waga wyobraźni w odchudzaniu
  • Naucz się być sobą
  • Walka z puszystością w USA
  • więcej w tym wydaniu

Moja historia. Siła woli

Superlinia, 04/2007
Irma Wieczorkowska-Bednarek
  • Przed, fot. zbiory prywatne
  • W trakcie, fot. zbiory prywatne
więcej zdjęć
Zaprawdę, powiadam wam, gdyby wielki Owidiusz tworzył tu i teraz, nie musiałaby wzdychać bezowocnie: In nova Fert animus mutatas dicere formas corpora! / W nową postać zmienione chcę opiewać ciała!/. Przeobrażenie się hipopotama w zgrabną laskę godne jest bowiem poematu o tajnikach kobiecej duszy, jako że metamorfoza fizyczna niemożliwa jest bez rewolucji w psychice. Psychodietetycy twierdzą wręcz, że główną przyczyną obrastania w sadło są nasze reakcje emocjonalne, a o skuteczności walki z puszystością decydują trawiące nas uczucia.

Zazdrość pozytywna

Pani Urszula Bińczak z Goleniowa cyfry ilustrujące „tak było” i „tak jest” recytuje jak tabliczkę mnożenia: w lipcu 2005 roku ważyłam około 116 kg, nosiłam rozmiar 56-58, obwód bioder 148 cm, piersi 128 cm, a w talii 109 cm. Schudłam 42 kg, teraz noszę rozmiar 42, obwód bioder 108 cm, piersi 95 cm, w talii 78 cm. I śmieje się, że przy 167 cm wzrostu tamta Urszula ważyła tyle, że starczyłoby na półtorej obecnej.

Do spotkania z panią Urszulą myślałam, że  podjęcie decyzji zawsze warunkuje jakiś szok, wstrząs, akt desperacji. Pewnego dnia spojrzy człowiek w lustro i przerażony złapie się za głowę. Albo dziecko wróci do domu z płaczem i wyjąka: Cała klasa paple, że moja mama to baleron! Jedna z bohaterek tych reportaży opowiedziała, że poszli z mężem na spotkanie biznesowe, w tak zwany elegancki świat, i na tym stojącym cocktail party upuściła chusteczkę. Chciała ją podnieść, ale – nie mogła się schylić! Po kilku daremnych próbach podniósł ją kelner, goście skrywali drwiące uśmiechy…

Ale pani Urszula żadnego szoku nie doznała i twierdzi, że nawet w okresie wagi krytycznej nie odrzucało jej od lustra, nie chodziła pod ścianami, a znajomi akceptowali tę puszystą, ale bardzo kontaktową, ogólnie lubianą Ulę. Więc dlaczego półtora roku temu nagle postanowiła się odchudzić? - Trudno powiedzieć, że zdecydowałam się nagle, bo tyjąc przez długie lata, niby niefrasobliwie, ciągle jednak ogromnie zazdrościłam dziewczynom smukłych sylwetek. Mam chyba genetyczną skłonność do nadwagi, cała moja rodzina jest puszysta. Jednak zaczęłam wyraźnie tyć dopiero w czasie pierwszej ciąży i po porodzie – w wieku 19 lat. Dziś mam 36 lat. Wtedy, w lipcu 2005 roku, nie miałam nawet 35 lat, a musiałam skrywać tuszę pod tymi okropnymi, workowatymi fasonami, bo ogólnie wiadomo – nie kupi się dużego rozmiaru o modnym kroju. Więc: było lato, piękna pogoda, wszędzie pełno szczupłych dziewczyn w kultowych ciuchach i kobiet wyglądających jak dziewczyny – a ja między nimi jak niemodna matrona. 5 lipca powiedziałam sobie dość!

Kobiecość wyzwolona

Żeby za bardzo nie odstawać od kultowych dziewczyn, studiowała katalogi Bon Prix i Quelle, tam można było wybrać coś dużego i modnego, na bardziej uroczyste okazje szyła kreacje u krawcowej. Ale już wszystko posprzedawała. Wymieniła całą garderobę, bo nie mogła zaglądać do szafy, w której pokutowała przeszłość. Nic nie przerabiała, bo – jak twierdzi – absolutnie nie opłaca się tego robić. Trudno, jest i taka cena za zgrabną figurę, że trzeba sięgnąć do portfela i skompletować nowe ciuchy.

Kto powiedział, że kobiety to słaba płeć, ten chyba nie wiedział, co mówi. Rozmawiając z panią Urszulą odnoszę wrażenie, że więcej miała problemów z fatałaszkami, niż z przejściem na reżim nietuczącej diety, przy której, bywa, nie można zasnąć, bo burczy w żołądku, ani wejść do cukierni, by nie budzić licha – kusiciela… Moja bohaterka prostuje, że nie było tak zupełnie łatwo, zwłaszcza na początku odchudzania. Wtedy najtrudniej jest się pożegnać ze słodyczami, które pochłaniała całe tony, ciastkami z kremem, zwłaszcza eklerkami, tłustym boczkiem, golonką, ukochanym kurczakiem z KFC. Ale tłumaczy, że jako osoba z natury uparta, konsekwentnie realizująca wytyczone sobie cele i w gruncie rzeczy zrównoważona psychicznie, przewalczyła trudny czas, a dziś już się przyzwyczaiła do diety. I nawet zmotywowała do odchudzania córkę kuzynki, 15-latkę ze sporą nadwagą, która pięknie już wyszczuplała.

Słucham i myślę sobie, że tak zwana słaba płeć dysponuje potężną bronią, z której istnienia nie zawsze zdaje sobie sprawę. To przyrodzone nam pragnienie bycia kobietą i emanowania kobiecością. A że nieodłącznym jej atrybutem jest wygląd zewnętrzny, atrakcyjność, osobisty urok i czar, więc wystarczy go wyzwolić – i schudnąć. Tyle że to łatwo powiedzieć.

Rodzina praca plany

Pani Urszula ma męża, pana Jarosława, i dwoje, jak podkreśla – wspaniałych dzieci, córkę Ewelinę (17 lat) i syna Oskara (8 lat). Pan Jarosław pracuje jako elektryk, córka jest w drugiej klasie liceum, a syn w drugiej klasie szkoły podstawowej. Ona prowadzi własny zakład fryzjerski. Kiedy pytam, czy bliscy wspierali odchudzanie, odpowiada, że oczywiście: Dopingowali i trzymali mocno kciuki, abym wytrwała! Podejrzewam jednak, że stosunek pana Jarosława do perspektywy nieposiadania w domu puszystej żony był nieco bardziej skomplikowany. Niewykluczone jednak, że pan Jarosław reagował jak typowy, stuprocentowy mężczyzna i jak mężowie wszystkich bez mała żon z nadwagą, które nagle chcą się jej pozbyć. Prawdziwi bowiem mężczyźni w małżeńskim stadle niezbyt entuzjastycznie przyjmują szykujące się w nim zmiany: mają co mają, jest im dobrze.

Drążę więc temat: Czy rzeczywiście małżonek tak bez reszty zaakceptował pani decyzję o odchudzaniu? - Hhhmmm… Jakby tu powiedzieć – uśmiecha się pani Urszula. -  Mąż akceptował w pełni moje 116 kilo żywej wagi, twierdząc, że kochanego ciała nigdy za dużo. Ja jednak postanowiłam sporo tego ciała zrzucić z siebie i trwałam przy swoim. Zaczęłam odchudzanie. On był wyraźnie niezadowolony. Kazał mi jeść, zwłaszcza gdy efekty diety zaczęły stawać się widoczne. Przepowiadał, że odchudzanie nie wyjdzie mi na zdrowie. A ze mnie kilogramy parowały jak powietrze z balona.

Teraz, kiedy jestem szczuplejsza o te drobne 42 kg i ważę 74 kg, mój Jarek stał się zazdrosny. Oglądając mnie w modnych, odmładzających ciuszkach grymasi, że to są stroje dla dziewcząt, a mnie już nie pasują. Jednocześnie jest ze mnie dumny. Kiedy ktoś mnie chwali w jego obecności – że niezła ze mnie laska i wszyscy żartują, żeby mnie dobrze pilnował, uśmiecha się, jakby mówił: Sami widzicie, jaką mam żonę!

Zaś żona tak jest zmieniona w swojej obecnej postaci, że znajomi, którzy jej dłużej nie widzieli, mają problem z jej rozpoznaniem. Poznają ją po głosie i po bliższym przyjrzeniu się. A komplementy, które słyszy od ludzi dawniej nie zwracających na nią uwagi – tak przynajmniej myślała, są dodatkową motywacją do ciągłego dbania o linię.– Nigdy już nie dopuszczę do takiej wielkiej nadwagi! Czy pani wie, co się czuje, gdy ludzie zaczepiają mnie na ulicy, pytając, co się stało, że tak pięknie wyglądam? Gdy dają mi 10 lat mniej? Wiem. W miarę odzyskiwania atrakcyjnego wyglądu byłym puszystym rosną skrzydła. Wyobraźcie sobie, że w okresie odchudzania, normalnie pracując w swoim zakładzie, pani Urszula kontynuowała naukę w szkole średniej, jest obecnie w klasie maturalnej i marzy o studiach wyższych.

Dieta plus ruch

– Zero potraw smażonych, ciast, wszelkich słodyczy, bardzo mało pieczywa, tylko ciemne. Nie jem makaronów, ziemniaków, tłustych wędlin, tłustego mięsa – wylicza. Czytała artykuły o dietach w różnych czasopismach, ale uważa, że te diety są na ogół bardzo czasochłonne i nie zawsze ludzi na nie stać. Wymyśliła więc własną, taką, która nie zabiera dużo czasu, nie głodzi, a przynosi efekty. Po prostu trzeba sobie odmówić tuczących rzeczy oraz zastąpić tłuste chudym, a smażone gotowanym.

A więc: dwie grahamki dziennie, wędlina bez chleba z surówkami, zamiast śmietany kefir lub maślanka, zero masła, mleko 0%, na obiad mięso gotowane, zupa na piersi kurczaka z dużą ilością warzyw, owoce.

Pani Urszula ani myśli skazywać rodzinę na dietetyczne posiłki, odżywia bliskich normalnie. Dobrze gotuje, piecze świetne ciasta. Przychodzą goście – stół jest zawsze zastawiony suto, bo tak została wychowana. Ale ona je tylko to, co może, co sobie wyznaczyła.

Podaje przykład niedzielnych posiłków. Na śniadanie rodzina ma jajka w majonezie, kanapki z masłem i szynką, a ona zjada jajko bez majonezu i grahamkę z chudą wędliną. Na obiad rodzina ma kotlety smażone, z ziemniakami i różnymi surówkami, a ona zjada ten sam kotlet, tyle że ugotowany, bez ziemniaków, z wielką porcją surówek.

Jeśli chodzi o koszty tych podwójnych jadłospisów, to są nieco droższe niż przy żywieniu standardowym, bo podwyższa je koszt owoców, które zjada pani Urszula. Ale z kolei – zamiast kupować sobie, jak dawniej, ociekającego czekoladą batona, zjada cztery jabłka. I nie wydaje już, jak dawniej na fast foody i ukochane przedtem czekoladowo-śmietankowe lody. Nadal chodzi z dziećmi do pizzerii. One pałaszują pizzę, a mama dwie porcje surówek.

Wieczorem, przed snem, obowiązkowo kładzie się na dywanie i robi 50 brzuszków. Codziennie! Do niedawna co dzień jeździła przez 30 minut na rowerku rehabilitacyjnym, obecnie już nie jeździ, za to bardzo dużo chodzi. Do tego dwa razy w tygodniu wizyta w gabinecie masażu (roll masaż ujędrniający) i dwa razy dziennie smarowanie się budyniem wyszczuplającym Perfecta body.

– Drogie panie! – zwraca się pani Urszula do naszych czytelniczek. – Uważam, że stosując taką dietę i formy ruchu można naprawdę zlikwidować nadwagę. To trochę potrwa, ale efekt będzie murowany. Trzeba tylko wykrzesać z siebie wielką motywację, wielką chęć i silną wolę oraz cierpliwość. Powodzenia! Życzę go z całego serca.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt