• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Zapytaj naszą ekspertkę - Rozmiar 46? To atut, nie tragedia!
  • Przestać kochać słodkie...
  • Koniec z obżeraniem się!
  • Pora na zmiany
  • Dorota Stalińska - W harmonii ze światem
  • Odżyłam w każdym sensie...
  • Jak jedzą Niemcy
  • Chałupy welcome to!
  • Dieta do pojemniczków
  • Miało być tak prosto...
  • więcej w tym wydaniu

Odżyłam w każdym sensie...

Superlinia, 8/2010; 22-23
  • 24 kg w dół!
  • Przed, fot. zbiory prywatne
więcej zdjęć
Kłopoty z tuszą prześladowały mnie od małego. Mój zapał do odchudzania zwykle gasł po miesiącu, może dwóch… A waga wracała do starej, najczęściej z nawiązką. Wpadałam w depresję pomimo wsparcia ze strony mamy.

Mam 20 lat i jestem zeszłoroczną maturzystką. Chciałabym opisać wam swoją odwieczną walkę z nadwagą. Od zawsze była ona moją zmorą, utrapieniem, przez nią wychodziłam z płaczem ze sklepów, przez nią nienawidziłam wizyt u lekarza, i zawsze czułam się gorsza, powolniejsza, słabsza…

„Wstydliwa” karta w życiu dziecka

Całe życie walczyłam z nadmiarem kilogramów. Ostatnio zajrzałam do swojej karty zdrowia, która „prześladowała” mnie od podstawówki – czytając ją, przeraziłam się, a z drugiej strony poczułam odrobinę dumy. Na każdej z kartek było napisane: NADWAGA, DIETA NISKOKALORYCZNA, DZIECKO Z NADWAGĄ, DIETA, ĆWICZENIA itp., itd. Zasady zdrowego odżywiania mam w małym paluszku, gdyż od 10. roku życia jeździłam na turnusy rehabilitacyjne do Osiecznej koło Leszna. W sumie byłam tam 5 razy, zawsze wyjeżdżałam optymistycznie nastawiona, z wielkimi postanowieniami. Jednak również z żalem, że cały wysiłek mój, rodziców i ludzi opiekujących się mną podczas turnusów kończył się fiaskiem. Zapał gasł po miesiącu, może dwóch, a waga wracała do starej, czasem z nawiązką. Moja mama zawsze mnie wspierała i była przy mnie, bo sama wie, jak to jest być grubaskiem.

Nieraz obrażałam się na Nią za to, że mi mówiła: „Weź się za siebie”, „Znów tyjesz! Rusz się w końcu”. Kiedy chodziła ze mną do lekarza, zamiast mnie bronić przed ciskającą gromami panią doktor, przytakiwała jej. Muszę powiedzieć, że wszystko, co do tej pory osiągnęłam, jeśli chodzi o mój wygląd zewnętrzny, zawdzięczam głównie mojej kochanej mamusi. Gdyby nie Ona, do dzisiaj byłabym ospałą, zadufaną w sobie nastolatką ze sporą nadwagą. Mimo chorego kręgosłupa biegała ze mną, ćwiczyła, chodziła na aerobik, grała w siatkówkę, wyszukiwała nowe diety. Nigdy Jej tego nie zapomnę!

Moja prywatna droga przez mękę

Przechodząc do sedna sprawy: gdy miałam 10 lat, ważyłam 40 kg, rok później 50 kg, w 6. klasie szkoły podstawowej waga skoczyła do 72 kg!!! Podczas turnusu w Osiecznej, gdy byłam w 2. klasie gimnazjum, ważyłam 94 kg – wyjechałam o 11 kg lżejsza. Rok później, podczas pierwszego ważenia na turnusie, miałam 86 kg, a wyjechałam z 78 kg. Waga na zmianę rosła i malała. Pojawiły się też inne problemy.
W liceum podczas lekcji WF, skacząc w dal, poślizgnęłam się na desce i uderzyłam plecami o podłogę, co spowodowało pęknięcie dwóch kręgów. Ten błahy wypadek był „gwoździem do mojej trumny”, bo dostałam sterydy, po których znów przytyłam do 90 kg! Wpadłam w depresję, nie miałam motywacji, traciłam przyjaciół... 

Nieoczekiwany przełom

Dopiero 2 lata temu wzięłam się za siebie. To wszystko stało się OT, TAK! Miałam już dość swojej tuszy, zbliżały się moje osiemnaste urodziny i studniówka, a ja nie chciałam znów chodzić po sklepach ze łzami w oczach, szukając wymarzonej sukienki. Zaczęłam mniej jeść, ale zdrowo (przede wszystkim dużo warzyw, odstawiłam pieczywo i cukier), więcej się ruszałam, jeździłam z przyjaciółką na rowerze, biegałam, częściej pomagałam rodzicom. Odżyłam w każdym znaczeniu tego słowa!

Mam apetyt na coś więcej...

Po 2 latach intensywnej pracy nad sobą ważę teraz 70 kg, przy wzroście 170 cm. Mam taką cichą nadzieję, że niedługo pojawi się cyfra „6” na początku mojej wagi… To takie ogromnie satysfakcjonujące: widzieć swoje zdjęcie i nie czuć tych  kilogramów na swoich ramionach. Jestem ogromnie dumna, słysząc pochwały od osób, które nieraz mi powtarzały, że powinnam coś zrobić ze swoją tuszą.

Krótko mówiąc, rozpierają mnie radość, szczęście i wielka duma. Teraz zaczęłam studia, jestem po 1. roku pielęgniarstwa i mam nadzieję, że dzięki mojej „małej” zmianie będę czuła się pewniej i lepiej w moim nowym otoczeniu.

Monika

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)

Komentarze

  • Monika gratulacje Świetnie wyglądasz

    ~Edyta 2012-01-22 18:03:14

  • Wspaniale dziewczyno! Jestem pod wielkim wrażeniem, dałaś radę, dość Twoich przykrości. Podziwiam też Twoją Mamę, masz szczęście że masz Ją. Życzę ci kochana wielu sukcesów w dbaniu o wagę oraz skończenia pięknego kierunku studiów jakim jest pielęgniarstwo! pozdrawiam serdecznie.

    ~Kamila 2011-10-17 15:11:37

  • Moniko, proszę podaj jakiś namiar do tego ośrodka w Osiecznej, będę Ci bardzo wdzięczna. Gratuluję Ci ogromnego sukcesu, powodzenia dalej! :*

    ~Karolina 2011-07-29 16:03:39

 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt