Mandaryna, czyli Marta Wiśniewska – tancerka, choreografka, piosenkarka. Jako dziewięciolatka zaczęła tańczyć w zespole dziecięcym Krajki. Gdy miała 18 lat, zdobyła mistrzostwo Polski w tańcu hip-hop. Była choreografką i tancerką w zespole „Ich troje”. Wydała trzy albumy i pięć singli. Z sukcesem prowadzi szkoły tańca „Mandaryna Dance Studio”. Ma dwoje dzieci.
Jesteś wysportowana, w świetnej formie psychicznej i fizycznej, nie masz ani grama tłuszczu. Trudno uwierzyć, że od kilku lat chorujesz na cukrzycę. Czyżby życie z tą chorobą było zupełnie nieuciążliwe?
Z cukrzycą da się żyć, normalnie funkcjonować, choć nie da się o niej zapomnieć ani przed nią uciec. Cały czas muszę uważać na to, co jem na przyjęciach, gdzie są wyśmienite desery, trzeba się oprzeć pokusie. Jak we wszystkim, i w cukrzycy zalecany jest umiar.
I świadomość choroby. Nie wolno nigdy tracić czujności, bo to, jak cukrzycę będziemy znosić, zależy w dużym stopniu od nas samych. Każdy cukrzyk w pewnym sensie sam musi być swoim lekarzem, wiedzieć, jak samemu regulować poziom cukru.
Choroba była dla ciebie zaskoczeniem?
O tak. Czułam się świetnie, byłam w ciąży z drugim dzieckiem. I nagle, któregoś dnia, przestałam widzieć! Przerażona, pojechałam do lekarza. Badania wykazały, że to cukrzyca. Przeżyłam wstrząs. Jak to, dlaczego? Od tamtego momentu minęło ponad 6 lat. Od początku mogłam liczyć na moją rodzinę, dość łatwo zaakceptowałam nową sytuację. Nikt się nie załamał, dawano mi wielkie wsparcie. Dziś wiem, że ta choroba nie oznacza wyroku.
Często osoby chore na cukrzycę mają sporą nadwagę. Ty jesteś bardzo szczupła. To efekt diety? Aktywności fizycznej?
Nigdy nie miałam problemów z wagą. Może dlatego, że żyję w ciągłym ruchu. Większość czasu spędzam na różnych salach treningowych, ćwiczę i tańczę. Pierwsze kroki jako tancerka stawiałam w II klasie szkoły podstawowej. Miałam 8 lat, byłam niewiele starsza od mojego synka. Dziś mam kilka swoich szkół tanecznych w całym kraju, prowadzę w nich wiele zajęć. To pomaga. Ruch jest elementem pozytywnym we współżyciu z cukrzycą. Ale nawet wtedy, kiedy wszystko wydaje się być pod kontrolą, można popełnić błąd.
Czy twoja codzienna dieta jest pełna zakazów?
Przede wszystkim musiałam ograniczyć ilość cukru, złych tłuszczy, węglowodanów. Oprócz słodyczy, nie jadam też białego pieczywa, unikam słodzonych soków. Na śniadanie piję duże ilości mleka z odrobiną kawy. Bardzo lubię dobre herbaty, piję soki wyciskane w sokowirówce. Ale moja dieta nie jest pasmem wyrzeczeń. Nie zjem czegoś, co mi nie smakuje, tylko dlatego, że jest dietetyczne i zdrowe. Jedzenie to jedna z przyjemności życia. Jeśli mam żywić się tym, co zdrowe, ale dla mnie pozbawione smaku, wolę tego nie zjeść w ogóle. Oczywiście, nie pakuję do żołądka wszystkiego, co mi wpadnie w ręce. Chcę szanować swój organizm. Jestem tym, co jem. Coś jest w tej zasadzie.
Lekarze diabetolodzy mówią jednak o diecie dość rygorystycznej. Zdarza ci się nie słuchać ich rad?
Staram się do nich stosować książkowo, ale czasem się nie udaje. Zdarza się, że po wyczerpującym koncercie, kilkudziesięciu minutach intensywnego wysiłku, podczas którego spalam tysiące kalorii, przychodzi ochota na coś konkretnego. Gdy ulegnę pokusie, odbija się to w nocy wysokim poziomem cukru i w efekcie złym samopoczuciem. Rano budzę się i wiem, że popełniłam błąd. Jak chyba każdy, mam swoje słabości. Uwielbiam ciasta, sernik, szarlotkę i różne inne rzeczy, których nie wolno mi jeść, a nawet zwykłą chałkę na śniadanie. Przy cukrzycy organizm jest bardzo rozchwiany, łatwo go kompletnie rozregulować. Im więcej masz insuliny, tym bardziej tyjesz i masz większe łaknienie. W tej chorobie można np. przytyć 5 kilo w ciągu tygodnia. Ja mam cukrzycę typu 1: organizm musi dostawać insulinę z zewnątrz. Jednocześnie trzeba uważać, bo im więcej bierze się insuliny, tym większy staje się apetyt. Nie muszę dodawać, że cały czas biorę leki. Kiedyś były to zastrzyki, dzisiaj posługuję się pompą insulinową. Gdy jest dobrze zaprogramowana, można spokojnie żyć, nie zamartwiając się o chorobę. Na chwilę się na pompę obraziłam, bo nie umiałam się nią posługiwać, więc ją odłożyłam na bok. Dwa lata temu założyłam ją po raz kolejny i teraz się nie rozstajemy. Ja naprawdę staram się żyć normalnie.
Masz dwoje dzieci. Gotujesz dla nich osobno, czy jedzą to, co ty?
Gotuje mój tato i Wojtek, mój chłopak. Podobno mężczyźni mają lepszy smak i chyba coś w tym jest. Ja potrafię przypalić ziemniaki. W domu prowadzimy dość lekką kuchnię, w zasadzie jedną dla wszystkich. Staramy się jeść zdrowo, nie obciążać żołądka tłustymi, ciężkostrawnymi potrawami. Do zupy nie dodaję śmietany, tylko jogurt, ale zupę jemy taką samą. Często gotujemy pomidorową, pieczemy kurczaki, robimy też warzywa na parze. Moje dzieci Xavier i Fabienne lubią potrawy mączne, kopytka, leniwe, knedle, pierogi, kluski śląskie. I jeszcze pizzę. Nie chcą jeść mięsa, z trudem uda mi się czasem przemycić im kawałek szynki na kanapkę. Xavier ze słodyczy je tylko ciasta, sernik. Mała za to bardzo lubi łakocie. Plądruje szafkę, by znaleźć jakieś czekoladki. Bułka z żółtym serem to ich ulubione danie kolacyjne. Ja też czasami się skuszę…
W jednym z telewizyjnych programów pokazywałaś ćwiczenia dla osób chorych na cukrzycę. Stosujesz jakieś specjalne zestawy?
Prowadzę taki tryb życia, jak każdy zdrowy człowiek, a może nawet bardziej aktywny i urozmaicony. Cukrzyk to też człowiek (śmiech). Może ćwiczyć wszystko. Step, aerobik, aerobik taneczny. Uwielbiam moment, gdy po intensywnym treningu, oblana potem, biorę prysznic. Jak się spocisz, wiesz, że dla siebie coś zrobiłeś. Organizm wytwarza hormony szczęścia.
Mieszkasz pod Warszawą. Czy uprawiasz tak modny ostatnio nordic walking?
Kocham ćwiczyć, tańczyć, ale nie znoszę biegać i chodzić. Dlatego tak trudno jest mnie wyciągnąć na spacer. Choć mieszkam blisko Lasu Kabackiego, na spacery chodzę bardzo rzadko. Za to chętnie jeżdżę na rowerze. Jak wspominałam, nie cierpię na brak ruchu. Wybieram po prostu to, co lubię. Nawet przy wielu niewygodach, różnych ograniczeniach możemy znaleźć jakieś radosne i dobre strony życia. Nie mam poczucia, że mam ciężką sytuację, która polega głównie na zmaganiu się z chorobą. Jestem szczęśliwą kobietą, matką dwójki wspaniałych dzieciaków. Jak miliony innych ludzi na świecie, dążę do szczęścia, radości i całkowitego spełnienia.
***
PRZEPIS
Kurczak w ananasie
Kurczaka natrzyj solą morską i świeżo zmielonym czarnym pieprzem. Świeżego ananasa pokrój na plastry i obłóż nimi posmarowanego niewielką ilością oliwy z oliwek kurczaka. Piecz w rozgrzanym do190 stopni piekarniku przez około 1,5 godziny. Kurczak jest gotowy, gdy mięso na udkach łatwo daje oddzielić się od kości.



