W obecnych czasach wydaje się, że idealną sylwetkę może mieć każdy, gdy tylko chce. Jeżeli nie uległaś jeszcze któremuś z gorących, poprawiających cielesne usterki trendów, to zapewne pięć twoich koleżanek dawno to zrobiło. Przecież ta wspaniała aktorka jeszcze miesiąc temu narzekała na zbyt grube uda i złe samopoczucie, a teraz tryska energią i opowiada, co zrobić, aby mieć takie piękne nogi jak ona… Dzisiaj w większości podzielamy przekonanie, że potrzebujemy być szczupli i w formie – bez względu na to, jak dużych to poświęceń wymaga. Szukamy więc wytrwale „magicznej pigułki” albo zamawiamy maszynę, która wytrzęsie z nas cały tłuszcz za „jedyne” 199,99 zł, które należy wpłacić tylko trzy razy na konto dystrybutora. Jeśli chcemy być szczupli i w formie, pomyślmy przynajmniej dwa razy, zanim wybierzemy zestaw ćwiczeń lub tę czy inną dietę. Garść poniższych przykładów z przeszłości powinna pomóc nam wykrzesać z siebie trochę konstruktywnego krytycyzmu.
Część 1. Diety
„To bant” znaczy odchudzać się
W roku 1863 ukazała się pierwsza książka na temat wysokobiałkowej, niskowęglowodanowej diety. Publikację zatytułowaną „Letters on Corpulence” („Listy o Otyłości”) wydał na własny koszt angielski wytwórca trumien William Banting. Zrzucił 30 kg i opisał zaleconą mu wcześniej przez lekarza dietę. Radził wystrzegać się pieczywa, cukru, piwa, makaronu i ziemniaków. „Listy o otyłości” były tak popularne, że dzięki panu Williamowi potoczny język angielski wzbogacił się o słowo „to bant” – bantować, czyli odchudzać się. To znaczenie znane i stosowane jest do dziś.
Przeżyj to wiele razy
Amerykanin Horace Fletcher w pierwszej dekadzie XX w. był orędownikiem dbania o odpowiednią wagę ciała poprzez przeżuwanie pożywienia co najmniej 32 razy przed połknięciem. To, co nie mogło zamienić się w ten sposób w płynną masę, miało być wypluwane. Cebula szalotka, jak twierdził Fletcher, mogła wymagać nawet 700-krotnego żucia. Jedzenie należało trzymać w ustach do utraty smaku. „Przeżuwacz” (schudł 30 kg) promował te teorie na wykładach, a z jego metody korzystali m.in. John D. Rockefeller, Franz Kafka i Mark Twain.
Tasiemiec – szczupłych sprzymierzeniec
U progu XX w. pojawiła się dieta, w której główną rolę odgrywa tasiemiec. Reklamy z „magicznymi pigułkami” trafiły do radia. Kapsułki z tasiemcem w środku znalazły wielu klientów. Mały pasożyt miał „zamieszkać” w ich jelitach, pomagając w konsumowaniu jedzenia, trafiającego już teraz w dowolnych ilościach do przewodu pokarmowego.
Grejpfrut jedyny
W latach 20. XX w. wymyślono dietę grejpfrutową. Trzy tygodnie miały wystarczyć, by po spożywaniu wyłącznie tego, jak wierzono, „spalającego tłuszcz” owocu, wskazówka na wadze przesunęła się w lewo. Późniejsze badania dowiodły, że nie istnieje żywność o właściwościach spalających tłuszcz. Schudnąć po grejpfrutach oczywiście można, bo zapewniają niewiele kalorii, ale korzyści dla zdrowia ani doznań smakowych tutaj nie znajdziemy.
Szejk niezrozumiany
W latach 50. pojawił się na rynku pierwszy substytut posiłku – shake Matracal. Zabawne, że kiedy ludzie otrzymali ten dietetyczny napój, jedli tak jak zwykle, popijając nim swój posiłek. Wierzyli, że w tym koktajlu jest coś, co sprawi, że schudną, tymczasem przyjmowali dodatkowe kalorie.
Kalorie na oku
W 1963 r. odbyło się pierwsze spotkanie członków grupy o nazwie „Weight watchers”. Jej twórczynią była gospodyni domowa z Nowego Jorku, która schudła 22 kg. Wiedzą naukową wspierał ją kardiolog. Bazowali na idei, że waga jest determinowana ilością spożywanych kalorii, a polecali zwyczajną żywność. Zaoferowali nam bezpieczną i skuteczną metodę wychodzenia z grona korpulentnych.
Tłuszcz wyszczupla
W 1972 r. ukazała się publikacja pt. : „Dr Atkins’ Diet Revolution” („Dra Atkinsa Rewolucja w Diecie”). Jej autor Robert Atkins pozwalał jeść każdy tłuszcz, co było częścią wysokobiałkowego, niskowęglowodanowego planu. Promował on zrzucanie kilogramów dzięki zjawisku ketozy, w którym spalaniu ulega tłuszcz. Później nauka dowiodła, że gdy w stanie ketozy wyzwalane są naturalne czynniki rozbijające tłuszcz, nerki muszą mocno pracować, by je wypłukać, a to może prowadzić do problemów zdrowotnych. 20 lat później Atkins opublikował poprawione wydanie diety – „Dr Atkins’ New Diet Revolution”. Zalecał w niej dodatkowo przyjmowanie suplementów diety, które sam sprzedawał. Prawdziwy mistrz marketingu.
Część 2. Fitness
Ludzie na kółkach
W latach 50. tzw. Bee-Boppers słuchali muzyki i trzymając się za ręce, jeździli na wrotkach wkoło, po specjalnym torze. To była forma fitnessu, dzięki której nastolatki stawały się aktywne społecznie i fizycznie. Inna sprawa, że serce po takiej zabawie nie biło im wiele mocniej niż po spacerze.
Hoola hoop lub hula hop
Swingujące lata 60. to okres, kiedy hula hop były gorącym towarem. Ale to zabawne ćwiczenie gimnastyczne popularność zdobyło już w 2. połowie lat 50. w USA. Kobiety wierzyły, że dzięki kręceniu dużym pierścieniem zdobędą formę i właściwą sylwetkę. Tymczasem poprawiały im się jedynie, i to nieznacznie, mięśnie brzucha, które trzeba było napinać utrzymując obręcz w ruchu.
Trener w każdym domu
We wczesnych latach 80. Jane Fonda zrewolucjonizowała sposób, w jaki ćwiczyły kobiety. Jej zestawy ćwiczeń (aerobik) w książkach i na taśmach wideo sprzedawały się w milionach sztuk. Wielu kupiło sobie odtwarzacz wideo, aby ćwiczyć w domu.
Uda to nasza specjalność
Pod koniec lat 80. aktorka Suzanne Sommers obiecywała, że dzięki urządzeniu TighMaster możemy wypracować sobie szczupłe uda. Zdaniem ekspertów jednak wykonywanie ćwiczenia rozwijającego jeden mięsień nie jest korzystne dla nikogo.
Militarny fitness
Dziesięć lat później przyszła moda na fitness w stylu żołnierskim. Organizowano obozy, na których pompki na jednej czy dwóch rękach stały się jedną z atrakcji.
Tańczący z kilogramami
W latach 90. próbowano łapać formę tańcząc w szeregu, ramię w ramię. Jako zabawa i społeczna aktywność pomysł się sprawdził, i to wszystko.
Ciało i umysł
U progu nowego tysiąclecia zwróciliśmy się ku łagodniejszej formie fitnessu. Joga i tai chi mają działać na ciało, umysł i duszę. Poprawiają sylwetkę i gibkość, dają też efekt wyciszenia.




