• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Rzucić i nie utyć!
  • Zamiast drożdżówki
  • Wiśta wio, łatwo powiedzieć
  • Jeden ciuch dla dwóch
  • Moja własna historia sukcesu
  • Gorące nowości - Ci co skaczą i fruwają
  • Dieta o2
  • Katarzyna Dowbor - Chudnę gdy pracuję
  • Zapytaj naszą ekspertkę - Dieta w zespole jelita drażliwego
  • Uparty jak osioł, ale z nim wygrałam...
  • więcej w tym wydaniu

Katarzyna Dowbor - Chudnę gdy pracuję

Superlinia, 6/2010; 12-13
Ewa Rosa
  • Katarzyna Dowbor, fot. KAPiF
więcej zdjęć
Zawsze aktywna, pogodna i pełna energii. Ceni dobrą kuchnię. Bodźcem do dbania o linię jest dla niej świadomość, że występuje przed kamerami i powinna dobrze wyglądać. Ale kiedyś zamierza zacząć jeść wszystko, na co ma ochotę!

Katarzyna Dowbor - Dziennikarka i prezenterka telewizyjna, propagatorka zdrowego stylu życia. Autorka m.in. takich programów, jak „Alchemia zdrowia i urody”, „Apetyt na zdrowie”, „Pytanie na śniadanie”. Mama Macieja (32 l.) i Marysi (11 l.)

Zawsze miała pani perfekcyjną sylwetkę. Ostatnio sama pani przyznaje, że przybyło parę kilogramów. Zmieniła pani dietę, przestała ćwiczyć?

Troszkę sobie pofolgowałam i na efekty nie trzeba było długo czekać. Przez dwa lata pracowałam nieco mniej. Zapatrzyłam się trochę w gotowanie, w prowadzenie domu. Praca zawodowa zawsze mocno mnie spala, angażuję się. Nie ma czasu na myślenie o dobrej kuchni – wtedy łatwiej zadbać o linię. Teraz wróciłam do dużej aktywności zawodowej, w planach mam poprowadzenie nowych programów. I problem dodatkowych kilogramów znika. Powoli wracam do formy.

Jak idzie? Pot i łzy?


Odczarowałabym opinię pań, które twierdzą, że mogą jeść bez opamiętania, a nie utyją ani deka. 90 proc. z nas ma problem. Kiedy sobie odpuści, ciałka przybywa. Natomiast wracanie do formy wcale nie jest takie łatwe. Wszystko zależy od motywacji. Ja teraz mam sporą. Ale tak, to jest pot i łzy.

Jak wygląda powracanie do wymarzonej wagi?

Zachwyciłam się dietą białkową. Przeczytałam, że organizm najwięcej energii zużywa na to, by spalić białko, więc jem dużo zdrowego białka. No i koniec ze słodyczami, które uwielbiam, oraz z lampką czerwonego wina. I tak sobie po cichu walczę. Mimo wszystko myślę, że najważniejsza, o wiele ważniejsza niż talia osy, jest radość życia. Codziennie staram się pracować nad tym, by dostrzec jego dobre strony, by nic nie zepsuło mi humoru. Wstaję i cieszę się, że jest nowy, fajny dzień, że spędzę go dzisiaj z córką albo pojadę do stajni. Radość życia jest ważna dla podtrzymania urody. Można np. zmienić coś w sobie. Synowa namówiła mnie na zmianę uczesania, zaprowadziła do swojej fryzjerki i przyjaciółki. Najpierw byłam w szoku, a teraz już się przyzwyczajam. Mam krótkie włosy. Lubiłam swoje długie, ale przyznaję też, że krótkie nieco odmładzają. Nowe uczesanie dało kopa – jest fajnie, inaczej. Zmiana fryzury może być więc sposobem na nudę, na stagnację.

Praca nad sobą nie należy raczej do najłatwiejszych. Korzysta pani z pomocy specjalistów, trenerów, dietetyków?

Mam to szczęście, że kocham się ruszać. Jeżdżę konno, na nartach, na rowerze, choć przyznaję, że bywam niesystematyczna. Z rad dietetyków i prywatnych trenerów nie korzystam. Nie mam nic przeciwko temu, ale sama próbuję znaleźć pomysł na aktywność, nabrać na nią ochoty. Zachęcam do niej wszystkie panie. Zawsze znajdzie się jakaś dyscyplina ruchowa, która będzie nam odpowiadała.

Ułożyła sobie pani indywidualny plan posiłków i ćwiczeń?

Trzymam się ściśle jednego: zwracam uwagę na zawartość tłuszczu w potrawach. Nie kalorii, a tłuszczu. Łyżka oliwy z oliwek, którą uwielbiam, ma mnóstwo kalorii. Używałam jej do wszystkiego, jako zdrowego produktu, bo zapobiega chorobom serca, nadciśnieniu, ale jest kaloryczna. Smażę teraz na patelni z powłoką nieprzyklejalną, bez tłuszczu. Nie jem słodyczy, które uwielbiam, a które mnie gubią. W mojej diecie jest mało węglowodanów. Unikam chleba, a jeśli już jem, to nie smaruję go tłuszczem. W moim menu goszczą ryby z warzywami, „cienkie” zupy warzywne, sałaty z octem balsamicznym zamiast oliwy albo sosu vinegrette. Jak już dojdę do wymarzonej wagi, zacznę jeść wszystko, tylko w o wiele mniejszych ilościach niż kiedyś.

Będzie to panią dużo kosztować? Czy jest pani osobą, która dużo je?


Jestem smakoszem. Lubię degustować różne potrawy, eksperymentować. Jedzenie to jedna z niezaprzeczalnych przyjemności życia. Chcę jednak wrócić do swojej wagi sprzed dwóch lat. Przytyłam o jeden rozmiar i to mi przeszkadza.

Pani ulubione smaki?

Śródziemnomorskie. Kuchnia francuska, którą moja mama dobrze poznała, bo we Francji się wychowywała, i poznańska, mojego taty, ale teraz chyba już z niej zrezygnuję, bo jest bardzo tłusta. Francuska – super, aczkolwiek ta typowa też jest ciężka. No i uwielbiam kuchnię japońską, sama też potrafię zrobić sushi. W domu codziennie gotuję obiady, czasem je zamrażam. Przyrządzam dużo ryb. Znajomi twierdzą, że jestem najlepszą specjalistką od potraw z łososia. Na różne sposoby. Niestety, jem dużo makaronu, bo bardzo lubi go Marysia. Pasty z pomidorami, z pesto, z łososiem, śmietanowe. Nauczyłam się je przyrządzać od Włochów, naszych przyjaciół. Te sosy też często zamrażam. Poza tym jem dużo kasz i risotta, Marysia je bardzo lubi.

Łączy pani dietę z ćwiczeniami?

Tak. Mam „swój” klub fitness, do którego chodzę, choć ostatnio nieco rzadziej, bo – jak wspomniałam – znowu zaczęłam intensywnie pracować. Oczywiście, mogłabym wstawać pół godziny wcześniej, ale trochę to dla mnie trudne, muszę przecież codziennie zawozić córkę do szkoły.

Żyje pani w szybkim rytmie. To także pomaga zgubić kilogramy?

Bardzo szybkim. Muszę prowadzić dom, wychowywać dziecko, pracować zawodowo, bo sama utrzymuję rodzinę. Mam jeszcze zajęcia na uniwersytecie, różne imprezy. Zimą wyjeżdżam na dwa tygodnie na narty, latem gdzieś na miesiąc z Marysią. Kiedyś nie umiałam wypoczywać, teraz już tak!

A była pani kiedykolwiek na diecie? Może po urodzeniu Marysi?

Nie, wtedy byłam chuda jak szczapa. Wcześniej też nie miałam większych problemów z linią. Jako nastolatka uprawiałam dużo sportu, więc jeśli więcej zjadłam, szybko to spalałam. Szczerze mówiąc, nigdy tak się nie roztyłam, jak teraz. Cóż, muszę zaakceptować to, że powinnam odżywiać się jak kobieta po pięćdziesiątce.

W młodości był szampan, słodycze, nie musiałam się pilnować. Dziś tak, a przecież uwielbiam tort bezowy… Jednak teraz, kiedy wchodzę z nowym programem, mam cel – wcale nie było mi tak trudno odmówić sobie smakołyków. Kamera jest bezwzględna, dokłada parę kilogramów. Ale jak  przejdę na emeryturę i przestanę się pokazywać, to będę jeść słodycze, czytać książki, żyć i robić to, co i jak chcę.

Przepis

Penne z sosem pomidorowym

Podgrzej 3 łyżki oleju i usmaż na nim drobno posiekaną cebulę i ząbek czosnku. 
Dodaj 3-4 dojrzałe pomidory – sparzone, obrane ze skórki i pokrojone. Wsyp posiekaną bazylię i oregano, dodaj pieprz. Podawaj z razowym (koniecznie!) makaronem, najlepiej penne lub spaghetti.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt