• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Jak podkręcić metabolizm
  • 7 prostych sposobów na poprawę przemiany materii
  • Szybsze spalanie z turbodietą
  • Ty w ruch, trawinie w ruch!
  • Agnieszka Rylik - Nigdzie mi się nie śpieszy
  • Opowiedz to, a się zmniejszy
  • Dieta Dukana
  • Grubasy całego świata, łączcie się!
  • Wejdź w swoje stare spodnie
  • W wyczynowym tempie
  • więcej w tym wydaniu

Święto flagi

Superlinia, 5/2010; 17
Patrycja Kosiarkiewicz
  • fot. Kamila Markiewicz - Lubańska /youround.pl
więcej zdjęć
 – Dzidka, w lewo, bardziej w lewo!

– Jak w lewo? W lewo się nie da.

– Oj, Dzidka. W lewo znaczy w prawo.

Rasowa kobieta często myli kierunki, co w praktyce oznacza zakłopotanego instruktora Wieśka, który uwielbia nas pasjami, ale doprawdy nie może zaliczyć nam tego egzaminu i zaprasza za dwa tygodnie.*

– Okej, teraz dobrze. Zaznaczamy.

Robimy kropkę na murze. Kropkę, pod którą za chwilę zamieszka kołek rozporowy dziesiątka.

A wszystko dlatego, że Dzidka miała sen proroczy. Około 6.30 błogosławioną ciszę przeszyła „lekka kawaleria” w wykonaniu Nokii 72.

– Czekałam, proszę ciebie, bite dwie godziny. Nie mogłam przecież w środku nocy zadzwonić!

– Dzidka, dzwonisz w środku nocy.

– Wstałaś lewą nogą?

– Sęk w tym, że w ogóle nie wstałam, zostałam brutalnie wyciągnięta z ciepłej pościeli.

– Nie przeżywaj jak mrówka okres. Miałam sen, mówię ci. Byłam jak ta Afrodyta, wynurzająca się z morskiej piany, wokół szalały żywioły, a ja z wiertarką w dłoni szłam naprzeciw memu przeznaczeniu.

– Dzidka, czy to jakaś przenośnia, czy co?

– Nie, nie, skąd! Fale obmywały moje prawie smukłe ciało, a ja czułam na sobie wzrok mężczyzny moich marzeń. Był taki, taki, taki…

– Jest 6.31. Zmiłuj się! Nic z tego nie rozumiem!

– Sądzę, że dziś go spotkam. Mojego Aresa.

– I potrzebna ci do tego wiertarka?

– W rzeczy samej. Przeczytałam, że dziś jest Święto Flagi. Przyjadę więc do ciebie i ją zawieszę.

– Dzidka, po cholerę mi flaga?

– Po pierwsze, jak będę wierciła dziurę, spotkam Aresa, po drugie, do obowiązków właściciela posesji należy wywieszenie flagi w święto narodowe.

– Aaa. I rzeczywiście chcesz odpalić wiertarkę? Może jakoś tę flagę przymocujemy inaczej?

– Żadnych półśrodków. Przymocujemy byle jak, a ja zamiast Aresa dostanę Kermita.
I tak oto Dzidka stoi na ostatnim szczeblu metalowej drabiny i przeraźliwie fałszuje: „Ojczyznę trzeba kochać i szanować, nie deptać flagi i nie pluć na godło.”
– Dobrze – konstatuje z zadowoleniem, rozglądając się wokół w poszukiwaniu swojego boga. – Podaj wiertarkę.

– Ale Dzidka, czy ty wiesz aby, co robisz?

– Cholera, mogę zrobić kampanię za grube miliony, a nie poradzę sobie z głupim gwoździem? Pamiętasz tę reklamę biszkoptu w proszku?

– Którą?

– No tę, w której babka podała facetowi całkiem udane ciasto, ale tak ją te hormony ogłupiły, że z wrażenia włożyła pantofle nie do pary? Mi taka skucha z pewnością się nie przydarzy, bo panuję nad wszystkim. Również nad wiertarką.

– Nie wątpię. Tyle że to ryzykowne. Proszę cię, zejdź z drabinki.

– Nie. Podaj wiertarkę.

Rezygnuję i podaję. Na wszelki wypadek wystukuję na klawiaturze numer pogotowia, będzie jak znalazł, jeśli dzisiejsza przygoda okaże się czymś w rodzaju teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Dzidka odpala maszynę i sprawnie wkręca się w cegłę klinkierową słupa nośnego. W głowie mam projekcję w 3D – Rzymianie rozgromieni pod Adrianopolem. Dzidka w zakrwawionej kolczudze. Otwieram oczy, moja przyjaciółka niczym pomnik Nike, z uniesioną, dymiącą wiertarką, wpatruje się w płot. Za płotem ciemna czupryna, ciemny wąsik i szelmowski uśmieszek. A ten tu skąd?

Dzidka uwija się na drabince, przykręca uchwyt i zatyka maszt, gestem sowieckiego zdobywcy. Wąsik cmoka za płotem.

– Ależ pani dzielna!

Konwersacja rozwija się w najlepsze. By nie zakłócać tej miłosnej uwertury, wycofuję się dyskretnie.

Mija godzina, może dwie. Rozbawiona Dzidka wkracza do salonu, rozkłada się na kanapie i wzdycha. Chwilę potem słyszę klakson przed bramą (wciąż nie mam dzwonka).

– Dzień dobry. Widzę, że wzięła sobie pani do serca mój apel o oznakowanie domu. Jest tabliczka z nazwą ulicy, numerkiem, bardzo ładnie. Niestety, muszę pani dać mandacik.

– Za co, panie władzo?!

– Bo flagę narodową powiesiła pani do góry nogami.

* Sprawiedliwie będzie nadmienić, że problem z odróżnieniem prawej od lewej dotyczy również i panów – dość zacytować Kabaret Moralnego Niepokoju, który w prześmiesznym skeczu „Drzwi” tak sprawę objaśnia: „Prawa ręka to jest ta, jak się śpi na brzuchu, to od ściany”, „A prawa noga, jak jest duży palec z lewej strony”.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt