• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

Pierwsza wizyta u dietetyka, czyli nauka życia na diecie

Iwona Konarska
  • fot. Shutterstock
więcej zdjęć
Po wizycie u kardiologa czy diabetologa sądzimy, że spotkanie w gabinecie lekarskim z dietetykiem to pestka. Tymczasem to tam czeka nas poważna rozmowa o życiu. Podpowiadamy, jak przez nią przejść, jak najwięcej na niej skorzystać. A na koniec – jak nie zwariować na punkcie jakiejś diety.

Coraz więcej badań naukowych – i co za tym idzie, przedstawianych w prasie medycznej wniosków w postaci artykułów – skupia się na roli diety zarówno w profilaktyce, jak i w leczeniu określonych chorób. Oto kilka przykładów: alkohol ma sprzyjać nawrotom choroby nowotworowej, czekolada gorzka (tu podana dokładna dzienna porcja) powinna łagodzić skutki radioterapii, kefir znakomicie radzi sobie ze stanami zapalnymi żołądka. Wykluczenie z posiłków potraw o wysokim współczynniku glikemicznym (podwyższony indeks mają m.in. cukier, ziemniaki czy białe pieczywo) ma trzykrotnie zmniejszać – w porównaniu z osobami, które takich obostrzeń w diecie nie wprowadziły – prawdopodobieństwo narażenia na choroby układu krążenia.

I oczywiście, powtarzana jak mantra, dieta odchudzająca, zalecana nie tylko dla urody, ale przede wszystkim dla zdrowia. Bowiem (oczywiście to też udowodniono naukowo) kobiety otyłe są np. kilka razy bardziej narażone na nowotwór piersi niż szczupłe, a otyłość brzuszna zwiększa zagrożenie innymi chorobami nowotworowymi.

W wielu zagrożeniach odpowiednia dieta potrafi zapobiec chorobie lub przyspieszyć leczenie. Musimy jednak pamiętać, że sam odpowiedni dobór składników odżywczych nie wyleczy nas z poważnej choroby. Odrzućmy więc wszelkie teorie o „cudownych dietach na raka”, które polegają wyłącznie na spożywaniu tajemniczych ziół. Nie zwracajmy uwagi na niebezpieczne diety monotematyczne, np. wykluczające białko, skupiające się na wąskiej grupie produktów, straszące skutkami odstępstw lub nakazujące przyjmowanie bardzo dużych ilości witaminy E (w tym wypadku wcale nie zapobiega to chorobom układu krążenia).

Najważniejszy jest umiar. Dieta powinna być różnorodna i dopasowana do indywidualnych problemów pacjenta. Dlatego też wyszukiwanie jej w internecie nie ma sensu, a ta znaleziona w prasie powinna być skonsultowana ze specjalistą. I w tym właśnie celu trzeba pójść do dietetyka.

Znaleźć i nie zbankrutować
Początek poszukiwań nie jest łatwy, bo dietetycy, których usługi są zakontraktowane w NFZ, są... zakamuflowani. Ci, którzy pracują w prywatnych ośrodkach zajmujących się głównie odchudzaniem, są łatwi do odszukania. Tych „bezpłatnych” znaleźć dużo trudniej.

Gdzie ich szukać? Być może podpowie to lekarz podstawowej opieki zdrowotnej lub specjalista, który ma umowę z NFZ. Bo do dietetyka trzeba mieć skierowanie. Jeśli dieta jest niezbędnym elementem leczenia lub otyłość zagraża zdrowiu, wizyty u tego specjalisty powinny być finansowane z naszej składki zdrowotnej.

Często lekarze specjaliści – szczególnie diabetolodzy, kardiolodzy lub hipertensjolodzy czy endokrynolodzy – mają drugą specjalizację, właśnie dietetykę. Wtedy specjalista zostanie naszym dietetykiem.

Ale co robić, gdy mamy tylko skierowanie? Dietetyków, czyli lekarzy z tą specjalnością, szukać można w szpitalach, np. w poradniach metabolicznych usytuowanych przy szpitalnych oddziałach chorób wewnętrznych, metabolicznych i diabetologicznych. Leczenie się w nich ma wiele zalet – na miejscu można na przykład przeprowadzić wszystkie badania.

Mieszkańcy Mazowsza mają też oddzielną placówkę – Instytut Żywności i Żywienia (www.izz.warszawa.pl), gdzie można otrzymać poradę zarówno w ramach ubezpieczenia, jak i komercyjnie. W Lublinie warto zajrzeć na stronę Instytutu Medycyny Wsi, gdzie jest poradnia chorób metabolicznych (wizyta refundowana). Czas na uporządkowanie diety warto też znaleźć w sanatorium – większość zatrudnia dietetyków organizujących bezpłatne prelekcje.

Jeśli zaś decydujemy się lub musimy płacić za wizyty, pamiętajmy, że w ośrodkach komercyjnych częste są promocje, np. 30% zniżki na wizyty w określone dni tygodnia lub np. 11. wizyta gratis.

Pamiętajmy także, że dietetyk nie zawsze jest z wykształcenia lekarzem. Specjaliści z tej dziedziny kształcą się na wydziałach zdrowia publicznego, na uczelniach rolniczych, politechnikach i na studiach podyplomowych. Zawsze warto zapytać o uprawnienia.

Rola jedzenia w mojej chorobie
Jeśli zgłaszamy się do dietetyka z konkretnymi pytaniami związanymi z żywieniem w określonej chorobie, rozwinie on podane poniżej hasła związane ze schorzeniem. I tak: cukrzyca typu II – jak najmniej cukrów prostych, nadciśnienie – dieta ubogosodowa (można zjeść 3 g soli na dobę, wliczając tę zawartą np. w konserwach) z podwyższoną jednocześnie dawką potasu, jeśli pacjent nie jest diabetykiem.

Miażdżyca – dieta ubogotłuszczowa, z ograniczeniem cukrów prostych. Celiakia – dieta bezglutenowa, choroby trzustki – dieta niskotłuszczowa, z dużą zawartością węglowodanów i białek. Dna moczanowa – konieczne będzie ograniczenie tłuszczu i żywności zawierającej puryny (np. wątróbka), także używek zwiększających zawartość kwasu moczowego we krwi.

Jelito wrażliwe wymaga diety niskotłuszczowej, bogatej w błonnik. Inna jest dieta w profilaktyce chorób nowotworowych, inna dla osób poddawanych chemioterapii. Jeszcze inna dla osób z alergią pokarmową czy cierpiących na dysfunkcje układu pokarmowego (np. uporczywe zaparcia).

I wizyta i następna, czyli dopasowywanie diety do życia
Bez względu na powód naszej wizyty u dietetyka (a przy otyłości i zespole metabolicznym – obligatoryjnie), trzeba mieć wyniki: morfologii krwi, poziomu glukozy, lipidogramu, transaminazy, ogólnego badania moczu, poziomu hormonu tarczycowego – TSH.

Dodatkowe badania, które specjalista może uznać za ważne, to np. USG tętnic szyjnych, USG tarczycy. Niektóre schorzenia wymagają oznaczenia poziomu hormonów tarczycy, przysadki czy hormonów płciowych.

Już w czasie pierwszej wizyty zostaniemy zważeni, zmierzeni (na tej podstawie lekarz wyliczy BMI), ważny będzie elektroniczny pomiar tkanki tłuszczowej (bezbolesny, trwa kilka sekund, a jest istotną informacją dla odchudzających się). Będziemy mieli zmierzone także obwód bioder, talii i wysokość ciśnienia.

Pierwsza wizyta to bardzo dokładny wywiad, m.in. pytania o nawyki i styl życia. Pamiętajmy, że dieta nie może być narzuconym nam kieratem. Osoba pracująca nie powinna wyjść z gabinetu ze skomplikowanymi przepisami na potrawy, które należy przyrządzić tuż przed posiłkiem, bo problem, gdzie je przygotować od razu postawi pod znakiem zapytania sens całej diety. Z kolei emerytka nie zrealizuje diety z najdroższych produktów. Mówmy więc otwarcie, na co nas stać, jakich potraw nie zjemy, bo nie znosimy, jak wygląda nasz dzień pracy, jakie „grzechy żywieniowe”, choćby raz na miesiąc, chcielibyśmy popełniać. Dieta to nie 10 przykazań, można ją modyfikować, musimy tylko wiedzieć, w jakich granicach.

Zastanówmy się, czy o diecie będziemy mówić głośno, czy też ma to być nasz intymny świat. Zapytajmy dietetyka, jak reagować na namolne namawianie do jedzenia. Oddawać sprawę walkowerem i nie chodzić na rodzinne obiadki, domagać się specjalnej diety czy siedzieć nad pustym talerzem? A co z życiem rodzinnym? Wydzielenie osobnej półki w lodówce czy może narzucanie najbliższym swojej diety? To pytania, które musimy postawić.

Jak się nie uzależnić?
Wizyta u dietetyka nie może stać się jedynym naszym sposobem na to, by być szczupłym. Poza tym: jeśli specjalista mówi hermetycznym językiem, sugeruje, że sobie bez niego nie poradzimy, stosuje diety, których zasad nie rozumiemy (więc biegniemy na następną wizytę, by zrozumieć to, co niejasne), zmienia składniki ustalonej już diety bez uzasadnienia, komplikuje ją o składniki trudno dostępne lub do kupienia tylko w swoim gabinecie – pożegnajmy go jak najszybciej.

Dietetyk to osoba, która powinna nauczyć nas życia na diecie. Uwaga ta szczególnie dotyczy osób (czytaj: kobiet), które przeszły już przez rozliczne diety, ale nawet jeśli trochę schudły, to zniwelował to efekt jo-jo. Teraz chciałyby podjąć jeszcze jedną próbę, ale już z doradcą. Słusznie.

W odchudzaniu będziemy uczniami, a więc niezbędny jest nauczyciel. Dietetyk zaopatrzy nas w tabelę kalorii i indeks glikemiczny, które będą naszymi przewodnikami. Nie lekceważmy tych tabel, bo po ich przejrzeniu czeka nas spore zaskoczenie. Kto by przypuszczał, że między groszkiem świeżym a konserwowym jest spora różnica w kaloriach i że koncentrat pomidorowy jest taką bombą kaloryczną?

To dietetyk podpowie, jakie suplementy diety przyspieszą przemianę materii i co pozwoli oszukać głód. Otrzymamy przykładowe zestawy dziennych posiłków dopasowanych do nas jak sukienka. Pamiętajmy, że dobrze jest prowadzić dzienniczek, w którym będziemy notować, co jedliśmy na śniadanie, obiad i kolację, a także to, jak wyglądała nasza aktywność fizyczna. Powinniśmy też zapisywać w nim pytania, które chcielibyśmy zadać w trakcie kolejnej wizyty. Co zrobić z wilczym, wieczornym głodem? Jak odpokutować biesiadne szaleństwo? I dlaczego chudniemy tak wolno?

Nie każdy czas na odchudzanie jest dobry
Jeśli pod wpływem tego tekstu ktoś zdecydował się na wizytę u dietetyka właśnie teraz, w czerwcu – wybrał naprawdę odpowiednią porę. Naukowcy udowodnili, że odchudzanie rozpoczęte w cieplejszej porze roku jest skuteczniejsze niż to podjęte zimą. Dodatkowo – nie obniża odporności organizmu (bowiem osoby, które startują z dietą w zimie, łatwiej zapadają na przeziębienia i grypę), a także – co równie ważne – daje też możliwość swobodnego wyboru spośród wielu ogólnie dostepnych gatunków warzyw i owoców.

I jeszcze jedno – nie bójmy się szybkiego odchudzania. Dotychczasowe przekonanie, że tylko systematyczna i powolna utrata kilogramów może być trwała, zostało niedawno obalone. Okazało się, że osoby, które traciły 10% swojej wagi ekspresowo, w ciągu kolejnych kilku tygodni, były bardziej zmotywowane do odchudzania niż te, które owych 10% pozbyły się w ciągu roku. Ale niezależnie od tempa i pory roku najważniejsze jest, by pozbyć się tzw. otyłości brzusznej, bo w tym tłuszczu świetnie się mnożą komórki wywołujące stany zapalne.

Jeśli mimo osiągniętej „dietetycznej samodzielności” ponownie najdą nas wątpliwości co do sposobu odżywiania się, znowu umówmy się na wizytę u dietetyka. Nie kasujmy więc jego danych – mogą się nam przydać za kilka lat, w najmniej spodziewanym momencie.

Słowniczek pacjenta

BMI – podstawowy wskaźnik masy ciała. Prawidłowy to18,5-24,9.

Elektroniczny pomiar tkanki tłuszczowej – mówi o zawartości wody i tłuszczu w organizmie.

Indeks glikemiczny (IG) – ta klasyfikacja pomaga ocenić, jaki wpływ ma pożywienie na poziom glukozy we krwi. Wysoki IG ma cukier, białe pieczywo, ziemniaki, pizza, ryż. Niski – makaron, chleb żytni, płatki owsiane. Przy planowaniu diety najlepiej jest jednocześnie korzystać z dwóch tabeli – kalorii i indeksu glikemicznego. Wybieramy produkty o najniższej wartości w obu tabelach.

Prawdy i mity

Gotowane warzywa są idealnym posiłkiem dla podejmujących diety odchudzające.

  • NIEPRAWDA. Gotowane warzywa mają wysoki poziom glikemiczny, a więc podwyższają poziom glukozy we krwi po posiłku, co w ostatecznym rezultacie oznacza większy głód. Bardziej sycące są warzywa surowe.

Głodówka rozkręci odchudzanie.

  • NIEPRAWDA. Organizm będzie bronił zapasów i spowolni przemianę materii. Kiedy przerwiemy głodówkę, zaczniemy tyć, bo każda ilość kalorii stanie się nadmiarem.

Woda oszuka żołądek.

  • PRAWDA. Ale nie w postaci czystej wody, lecz wodnistych potraw (np. warzywnych bulionów), które dłużej utrzymują się w żołądku, dając uczucie sytości.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt