Można i należy coś z tym zrobić. Specjaliści od żywienia już dawno wymyślili koncepcję gęstości kalorycznej. Chodzi o „upakowanie” kalorii w jednostce objętości. Jedne pokarmy są „gęste” kalorycznie, czyli kalorii przypadających na daną objętość jest dużo, inne są „rzadkie”. Dzięki wykorzystaniu tych drugich możemy wypełnić żołądek, spożywając jednocześnie mało energii i nie przybierając na wadze. Ba – możemy nawet chudnąć.
Co sprawia, że gęstość kaloryczna jest mała? Głównie woda (grejpfrut zawiera jej np. 90%), błonnik (daje dużą objętość, ale kalorii ma bardzo mało) oraz mała zawartość tłuszczu. Błonnik na dodatek spowalnia proces trawienia, co sprawia, że dłużej czujemy się nasyceni.
Jakie pokarmy spełniają te warunki? Oczywiście w pierwszej kolejności warzywa i owoce, a także produkty pełnoziarniste (chleb, owsianka, brązowy ryż, pełnoziarniste płatki śniadaniowe), rośliny strączkowe (fasola, groch, soczewica), ryby, białe mięso drobiowe, białka jaj i niskotłuszczowy nabiał.
Jednak wymienione w pierwszej kolejności warzywa i owoce potrafią bardzo różnić się pod względem gęstości kalorycznej. Sałata, szparagi, brokuły czy cukinia są tutaj najlepsze – czyli najmniej kaloryczne. Z owoców powinniśmy zawsze wybierać świeże, mrożone lub z puszki. Soki owocowe i owoce suszone są pod tym względem zdecydowanie gorsze. Zawierają skoncentrowany, naturalny cukier i tym samym więcej kalorii w jednostce objętości.
Na drugim biegunie znajdują się pokarmy, których powinniśmy unikać. Są to np. wszelkiego rodzaju słodycze (cukierki, desery, ciastka, czekolada, lody) oraz produkty przetworzone. Jednak przy stosowaniu diety opartej o pokarmy niskokaloryczne, możemy sobie od czasu do czasu pozwolić na mały „skok w bok” i skosztować niezdrowego jedzenia, oby tylko w nieznacznej ilości.
Porad udziela lekarz rodzinny Marcin Pustkowski.



