Chodzę do liceum, jestem szczupła i tak chyba genetycznie „skonstruowana”, że mogę sporo zjeść, także słodkości i nie przybieram na wadze. Mam jednak kilka kumpeli, które już są puszyste (a co będzie w ich bardziej dorosłym życiu), a przyczyną tego są stresy i dopiero z ich powodu na pewno za obfite i za częste jedzenie. W naszym liceum nie kochamy puszystych dziewczyn, a nawet je szykanujemy. Są na cenzurowanym, szczególnie na zajęciach gimnastycznych, na imprezach, praktycznie zawsze zdane krytyczne spojrzenia, złośliwe uwagi, w trakcie II śniadań bądź w kawiarniach, w rodzaju „No co, nie skusisz się na ciacho, wcinaj, tobie już nic nie pomoże”. Psychiczny nacisk, brak akceptacji, zero zrozumienia i pomocy, to pierwszy krok do tycia i do tego, że nawet jeśli taka już puszysta dziewczyna chce się odchudzić, jej wysiłki są przez taki a nie inny stosunek otoczenia, niweczone.
Ja to wiem, ale przyznaję się, nie pomagam najbliższej mi kumpeli, mam swój wkład w jej rosnącą wagę. Mam jednak wyrzuty sumienia, toteż ten temat sygnalizuję superliniowskiej pani psycholog.
Jagoda, licealistka



