Najpierw zastanowiłam się, co zrobić, aby nie zniechęcić się w trakcie odchudzania i dotrwać do mety. Wymyśliłam, że ja, kobieta o słabej woli, muszę mieć „bat”, który mi nie pozwoli popuścić. A tym „batem”, a właściwie kontrolerką została moja przyjaciółka Zyta, która miała za zadanie dbać o to, żebym wykonała swój plan gubienia nadwagi. W tym planie znalazła się dieta 1200 kcal warzywno-owocowa, ćwiczenia na brzuch i relaksacja, wszystko wspomagane przez 2,5 l wody mineralnej dziennie i ćwiczeniem „brzuszków”.
Realizuję swój plan od 15 września 2006 i już zanotowałam sukcesy: minus 4 kg, minus 6 cm w talii, szczuplejsza buzia. Nie jest to dużo, ale jednak, bo na starcie ważyłam ni mniej, ni więcej, 80 kg, przy wzroście 163 cm.
I tu, już teraz, podziękuję Zycie. Nie tylko sprawdza mnie co krok, nie tylko zachęca i podtrzymuje na duchu, także nagradza. 15 października dała mi upominek:szminkę i lakier do paznokci. Moja meta to 15 grudnia. Może będę szczuplejsza i piękniejsza na święta?
Patrycja Nowak, Katowice



