Agnieszka Maciąg – jedna z najbardziej znanych polskich modelek. Osiągnęła sukces, szczęśliwie omijając pułapki swojego atrakcyjnego, lecz wymagającego zawodu. Gotuje z pasją i talentem.
Rok temu wydałaś tomik poezji, a w tym – książkę kucharską. Skąd pomysł?
Wbrew pozorom oba te światy są bardzo bliskie. Książkę kucharską chciałam stworzyć już dawno. Podróżując po świecie, zbierałam przepisy i notowałam je. Jako modelka intensywnie myślałam o tym, co jem. Potem jako matka musiałam myśleć o tym, co gotuję, żeby dziecko dobrze się rozwijało. Dziś, będąc częścią szalonego świata show-biznesu, traktuję gotowanie jako odpoczynek i odskocznię, choć wciąż muszę dbać o dobry wygląd.
Kiedy zaczęła się twoja przygoda z gotowaniem?
Pochodzę z licznej rodziny. Miałam dwóch braci, pomieszkiwali z nami babcia i dziadek, więc było zawsze sporo domowników do nakarmienia. Każdego dnia wielkie gotowanie. Będąc jedyną córką, oczywiście pomagałam mamie. Najpierw robiłam to chętnie, bo wydawało mi się, że gdy gotuję, staję się doroślejsza. Potem gotowanie stało się obowiązkiem, więc unikałam go, jak tylko mogłam. Dziś karmienie rodziny i przyjaciół jest dla mnie prawdziwą przyjemnością. Ale miło wspominam chwile, kiedy gotowałam z mamą, bo miałyśmy wtedy czas tylko dla siebie.
Czego nauczyłaś się od mamy podczas rozmów przy krojeniu?
Jestem bardzo wdzięczna, że wypełniła moje dzieciństwo zapachem ciasta. Budziłam się w niedzielę i czułam, że rodzice robią śniadanie. Mama inaczej niż ja myśli o jedzeniu. Gotuje według polskiej tradycji i potrafi spędzać w kuchni wiele godzin. Ja wybieram kuchnię lżejszą i potrawy, które przygotowuje się szybko. Ale sama czynność gotowania jest jak medytacja, uspokaja. A myśl, że wspólnie z bliskimi zasiądziemy do stołu, daje poczucie bezpieczeństwa.
Wcześnie zostałaś modelką. Czy wtedy potrafiłaś się właściwie odżywiać?
Wyjeżdżając z Polski do pracy w Nowym Jorku, nie miałam o tym bladego pojęcia. W moim domu rodzinnym jedzenie miało być smaczne, treściwe. Jako modelka musiałam z tego zrezygnować i czułam się zagubiona. Nie można jeść wyłącznie sałaty. Szukałam potraw, które będą lekkie, sycące i dostarczą energii. W Stanach trafiłam do bardzo dobrej agencji i dzięki temu miałam spotkania z uznanymi dietetykami. Czytałam wiele książek na temat odżywiania i wyciągałam wnioski. Po latach prób odnalazłam własny sposób jedzenia.
Co sprawiło, że nie miałaś zaburzeń związanych z odżywianiem się, przebywając w środowisku, w którym tak wiele jest anorektyczek i bulimiczek?
Myślę, że zdrowy rozsądek. W świecie mody jedzenie może się stać obsesją. Widziałam dziewczyny z poważnymi zaburzeniami, co było dla mnie wystarczającym ostrzeżeniem. Na szczęście jako zodiakalny Byk mam wielką skłonność do cieszenia się życiem i jedzeniem. Szukałam metody, aby smakować życie i jednocześnie pozostać w tej wymagającej branży, zachować szczupłą sylwetkę, zdrowie, dobrą formę i mieć dość energii.
Stosowałaś jakieś diety?
Oj, wiele przeróżnych. Wiem, że jeśli się ogranicza przez pewien czas jedzenie i potem wraca do starego sposobu odżywiania, to następuje efekt jo-jo. Szybko zrozumiałam, że diety nie mają sensu. Trzeba zmienić na zawsze sposób odżywiania. Zaczęłam stosować metodę opartą na niełączeniu ze sobą węglowodanów i białek. Sprawdziła się, gdy przytyłam po urodzeniu dziecka i musiałam odzyskać figurę sprzed ciąży.
A jak dziś udaje ci się utrzymać figurę?
Nie jestem fanatyczką uprawiania sportu. To wypracowany sposób odżywiania powoduje, że nie mam przyrostów wagi. Chyba że objadam się ciastkami, czego nikomu nie polecam.
Jak wygląda twoje codzienne menu?
Rano piję dużą filiżankę zielonej herbaty. Potem lekkie śniadanie, twarożek z pomidorami lub płatki owsiane, które dają porządny zastrzyk energii. Głównym posiłkiem jest lunch i wtedy jem najwięcej. Potrawy z warzyw, zupy, ryby z sałatą. Raz w tygodniu koniecznie kasza gryczana i rośliny strączkowe. Mięsa unikam, ale polecam tofu, czyli ser z soi. Pomiędzy posiłkami jem dużo owoców. Na kolację przygotowuję sałatki, chętnie z fetą lub mozzarellą.
Liczysz kalorie w ciągu dnia?
Nie, ponieważ życie kontrolowane w ten sposób traci dla mnie smak. Nauczyłam się, co jest dobre, a co nie. Nie jem kanapek z wędliną, serem i majonezem jednocześnie. Raczej kawałek sera z pomidorem lub ogórkiem, bez pieczywa.
Sporo uwagi poświęcasz napojom. Co pijesz w ciągu dnia?
Zieloną i białą herbatę, rooibos i zioła. Nie jestem entuzjastką wody. Gdy czuję się osłabiona i potrzebuję więcej witamin, piję soki z owoców i warzyw. Zrobione w domu szybko stawiają mnie na nogi. Dla rozgrzania dodaję do nich imbir. Dzięki temu rzadko choruję.
Czy masz swoje ulubione produkty?
Nie wyobrażam sobie życia bez pomidorów. Szkoda, że w polskiej kuchni pomidor występuje tylko w zupie pomidorowej i sałatce. Warto wykorzystywać to warzywo częściej. Przepisy wcale nie muszą być skomplikowane, jak choćby ten w mojej książce na pieczone pomidory.
Które z przepisów przywiezionych z podróży wspominasz najsmaczniej?
Wszystkie z mojego pamiętnika. Przepyszny i bajecznie prosty do przygotowania łosoś z Alaski oraz z Brazylii krewetki w warzywach w mleczku kokosowym. Cudowne, że w Polsce mamy dostęp do produktów z kuchni najróżniejszych krajów i regionów. To sprawia, że mam ochotę eksperymentować.
W książce są też przepisy na typowo polskie potrawy, zwłaszcza zupy.
Nie odcinam się od kuchni polskiej i proponuję na przykład pyszny domowy rosół. Podaję ten przepis specjalnie moim znajomym, gdy chorują. Jadanie fast foodów i używanie dodatków chemicznych, które mają skrócić proces gotowania, jest rzeczą niewłaściwą. Mam nadzieję, że ta książka stanie się inspiracją dla osób zapracowanych, które chcą żyć, gotować i jeść zdrowo, ale nie bardzo wiedzą, jak to robić.
Czy początkujący sobie poradzą?
Nie uważam się za mistrza kuchni. Dla mnie mistrzem jest moja mama, która robi fantastyczne rzeczy, krzątając się w kuchni od szóstej rano. Podziwiam ją za to. Ja wolę przygotować potrawy szybciej i mieć energię na robienie innych rzeczy. Kiedy czujemy się po posiłku zbyt ociężali, to znaczy, że odbiera on nam energię. Dlatego modyfikuję polską, czasem zbyt tłustą, kuchnię.
Dlatego sięgasz po naturalne produkty? Propagujesz miód, wykluczasz herbatę ekspresową, kaszę w torebkach.
Im bardziej są przetworzone, tym mniej mają wspólnego z tym, czym były. Warto o tym myśleć. Żyjemy coraz szybciej i przemysł skrzętnie to wykorzystuje. Jestem przerażona, gdy widzę, jak w reklamie matka robi zupę z proszku i potem podaje ją rodzinie. Filmik zrobiono w pięknym ogrodzie pełnym warzyw i owoców, a na stole zupa z torebki... Mnie się w głowie nie mieści, żeby dziecku coś takiego podać. Ojciec Grande mawia, że kobieta jest ministrem zdrowia własnej rodziny. Zgadzam się z tym.
Jak wygląda twoja kuchnia?
Jest pełna różnych przypraw, mam kilka rodzajów oliwy z oliwek, suszone pomidory w oliwie, które sama przygotowuję, czosnek, zioła w doniczkach na oknie. Do tego sporo ulubionych naczyń oraz mnóstwo narzędzi przywiezionych z różnych części świata. Kuchnia to mój mikroświat.
Kiedy odkryłaś, że jedzenie łączy się ściśle ze sposobem podania?
Nie wyniosłam tego z domu, bo przy licznych domownikach trudno było na co dzień o to zadbać. Ale odkąd mam swój dom, przykładam do wyglądu stołu i potraw olbrzymią wagę.



