• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Jak schudnąć po czterdziestce?
  • Energia pod kontrolą
  • Dieta pomidorowa 1000 kcal
  • W oparach pary
  • Skóra chce pić
  • Dynia i kuzyni
  • Nogi w sieci
  • Grzybica. Każdy może ją mieć
  • Jak dwie połówki jabłka
  • Dieta 40 plus
  • więcej w tym wydaniu

Z radością przeglądam się w lustrze

Superlinia, 09/2007; 30
  • Przed, fot. zbiory prywatne
  • Po, fot. zbiory prywatne
więcej zdjęć
Mam 33 lata. Moja otyłość rozpoczęła się tak naprawdę, kiedy w ciągu miesiąca schudłam prawie 14 kg, bo przeszłam na dietę, podczas której głodziłam się niemiłosiernie. Miałam wtedy 20 lat i wcale nie musiałam się odchudzać. Nie wiem, co mnie podkusiło. Był to jednak błąd, za który słono zapłaciłam. Tak jak gwałtownie schudłam, tak bardzo szybko przytyłam. I to dwa razy tyle. A potem już tylko jadłam, aż rozrosłam się do rozmiarów monstrum. Przy wzroście 169 cm ważyłam 89 kg.

Walkę o szczupłą sylwetkę podejmowałam wiele razy, ale zawsze kończyło się to tym samym: powrotem do dawnej wagi. Wmówiłam sobie, że diety są kosztowne i w ten sposób wykręcałam się od ich stosowania, ale prawda była taka, że to, co zjadałam normalnie w ciągu dnia, również pochłaniało mnóstwo pieniędzy.

Wiele razy słyszałam od swego partnera słowa, których nigdy nie zapomnę: „Zobacz, jak ty wyglądasz! Zrób coś ze sobą!”. Wtedy jeszcze bardziej zamykałam się w sobie i jadłam jeszcze więcej słodyczy. Jadłam je na śniadanie, po obiedzie, po kolacji, przed telewizorem, a nawet podczas jazdy na rowerze. To był mój sposób na depresję.

Filmowy przełom

Gdy wychodziłam na miasto, starałam się nie patrzeć na swoje odbicie w witrynach sklepowych, bo czułam się jak ciężki słoń. Najgorszym okresem w roku było lato. Wszyscy chodzili w krótkich spodenkach i lekkich koszulkach, a ja pociłam się w bluzach i marynarkach, by ukryć swój olbrzymi tyłek. Decyzję o odchudzaniu podjęłam, gdy zobaczyłam siebie na filmie wideo z wesela mojego brata, które odbyło się w sierpniu. Wyglądałam na nim okropnie grubo. Nie mogłam uwierzyć, że ta ogromna kobieta to ja! Nie chcę już mówić, jaki miałam problem z wyborem sukienki na zabawę. We wszystkich, które na mnie pasowały, wyglądałam jak wielki balon. Zresztą wszystkie moje ubrania były przepastne i workowate, bo tylko tak mogłam ukryć swoje krągłości.

Ja zdrowo, on wciąż tłusto

Odchudzanie rozpoczęłam w styczniu 2006 roku. To było moje noworoczne postanowienie. Wiedziałam, że muszę wytrwać, musi mi się udać. Przyjaciółka podpowiedziała mi, co powinnam zrobić, żeby się powiodło, czyli co jeść, a czego nie. Zrezygnowałam z pieczywa, ziemniaków i przede wszystkim słodyczy, które tak uwielbiałam. Mięso wieprzowe zastąpiłam drobiowym, tłuszcz – oliwą z oliwek, a napoje słodkie i gazowane – niegazowaną wodą mineralną. Już nie smażę, tylko gotuję i piekę. Jadam często, ale niewielkie ilości. Niestety, do mojego nowego sposobu odżywiania nie udało mi się przekonać mojego partnera. Uważa, że im potrawa bardziej tłusta, tym smaczniejsza. Posiłki dla niego przygotowuję więc oddzielnie. Co prawda nie jest on osobą puszystą, ale już ma brzuszek...

Lepiej bez samochodu

Oprócz wprowadzenia nowych zasad odżywiania, zaczęłam tez więcej się ruszać – jeździć na rowerze, uczęszczać na siłownię i basen. Nie mam samochodu, więc dzięki temu dużo chodzę, a ponadto pracuję w sklepie jako ekspedientka, co oznacza, że prawie cały dzień jestem na nogach. Dzięki diecie i aktywności fizycznej waga zaczęła, choć bardzo powoli, ale jednak spadać. Utrata każdego kilograma to dla mnie większa zachęta. Schudłam 20 kg (z 89 do 69 kg). Aż trudno wyrazić, jak bardzo się z tego cieszę. Wiem, że są osoby, które chudną więcej i to w krótszym czasie, ale ja jestem ogromnie dumna z tego, ile udało mi się osiągnąć.

Obcisłe bluzeczki znów dla mnie

Przy okazji musiałam wymienić całą garderobę. Zaczęłam nosić obcisłe, dopasowane bluzeczki, a lato już nie jest dla mnie najgorszą porą roku – sama zakładam krótkie spodenki i koszulki na ramiączkach. Z radością przeglądam się
w lustrze i nie boję się spojrzeć na swoje odbicie w oknach wystaw sklepowych. Jestem z siebie bardzo zadowolona, ale i zarazem trochę na siebie zła, że nie zdołałam odchudzić się wiele lat wcześniej. Nigdy już nie doprowadzę swojej figury do takiego stanu, w jakim była przed odchudzaniem. Zbyt dużo lat zmarnowałam jako grubas. Uwierzcie mi, że warto było podjąć walkę o siebie i schudnąć. Odmieniło się moje życie.

Waga poczatkowa - 89 kg – wówczas ukrywałam ciało pod obszernymi ubraniami.

Waga końcowa 69 kg – teraz nie waham się już zakładać bardziej obcisłych strojów.

Ewa z Suwałk

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt