Walkę o szczupłą sylwetkę podejmowałam wiele razy, ale zawsze kończyło się to tym samym: powrotem do dawnej wagi. Wmówiłam sobie, że diety są kosztowne i w ten sposób wykręcałam się od ich stosowania, ale prawda była taka, że to, co zjadałam normalnie w ciągu dnia, również pochłaniało mnóstwo pieniędzy.
Wiele razy słyszałam od swego partnera słowa, których nigdy nie zapomnę: „Zobacz, jak ty wyglądasz! Zrób coś ze sobą!”. Wtedy jeszcze bardziej zamykałam się w sobie i jadłam jeszcze więcej słodyczy. Jadłam je na śniadanie, po obiedzie, po kolacji, przed telewizorem, a nawet podczas jazdy na rowerze. To był mój sposób na depresję.
Filmowy przełom
Gdy wychodziłam na miasto, starałam się nie patrzeć na swoje odbicie w witrynach sklepowych, bo czułam się jak ciężki słoń. Najgorszym okresem w roku było lato. Wszyscy chodzili w krótkich spodenkach i lekkich koszulkach, a ja pociłam się w bluzach i marynarkach, by ukryć swój olbrzymi tyłek. Decyzję o odchudzaniu podjęłam, gdy zobaczyłam siebie na filmie wideo z wesela mojego brata, które odbyło się w sierpniu. Wyglądałam na nim okropnie grubo. Nie mogłam uwierzyć, że ta ogromna kobieta to ja! Nie chcę już mówić, jaki miałam problem z wyborem sukienki na zabawę. We wszystkich, które na mnie pasowały, wyglądałam jak wielki balon. Zresztą wszystkie moje ubrania były przepastne i workowate, bo tylko tak mogłam ukryć swoje krągłości.
Ja zdrowo, on wciąż tłusto
Odchudzanie rozpoczęłam w styczniu 2006 roku. To było moje noworoczne postanowienie. Wiedziałam, że muszę wytrwać, musi mi się udać. Przyjaciółka podpowiedziała mi, co powinnam zrobić, żeby się powiodło, czyli co jeść, a czego nie. Zrezygnowałam z pieczywa, ziemniaków i przede wszystkim słodyczy, które tak uwielbiałam. Mięso wieprzowe zastąpiłam drobiowym, tłuszcz – oliwą z oliwek, a napoje słodkie i gazowane – niegazowaną wodą mineralną. Już nie smażę, tylko gotuję i piekę. Jadam często, ale niewielkie ilości. Niestety, do mojego nowego sposobu odżywiania nie udało mi się przekonać mojego partnera. Uważa, że im potrawa bardziej tłusta, tym smaczniejsza. Posiłki dla niego przygotowuję więc oddzielnie. Co prawda nie jest on osobą puszystą, ale już ma brzuszek...
Lepiej bez samochodu
Oprócz wprowadzenia nowych zasad odżywiania, zaczęłam tez więcej się ruszać – jeździć na rowerze, uczęszczać na siłownię i basen. Nie mam samochodu, więc dzięki temu dużo chodzę, a ponadto pracuję w sklepie jako ekspedientka, co oznacza, że prawie cały dzień jestem na nogach. Dzięki diecie i aktywności fizycznej waga zaczęła, choć bardzo powoli, ale jednak spadać. Utrata każdego kilograma to dla mnie większa zachęta. Schudłam 20 kg (z 89 do 69 kg). Aż trudno wyrazić, jak bardzo się z tego cieszę. Wiem, że są osoby, które chudną więcej i to w krótszym czasie, ale ja jestem ogromnie dumna z tego, ile udało mi się osiągnąć.
Obcisłe bluzeczki znów dla mnie
Przy okazji musiałam wymienić całą garderobę. Zaczęłam nosić obcisłe, dopasowane bluzeczki, a lato już nie jest dla mnie najgorszą porą roku – sama zakładam krótkie spodenki i koszulki na ramiączkach. Z radością przeglądam się
w lustrze i nie boję się spojrzeć na swoje odbicie w oknach wystaw sklepowych. Jestem z siebie bardzo zadowolona, ale i zarazem trochę na siebie zła, że nie zdołałam odchudzić się wiele lat wcześniej. Nigdy już nie doprowadzę swojej figury do takiego stanu, w jakim była przed odchudzaniem. Zbyt dużo lat zmarnowałam jako grubas. Uwierzcie mi, że warto było podjąć walkę o siebie i schudnąć. Odmieniło się moje życie.
Waga poczatkowa - 89 kg – wówczas ukrywałam ciało pod obszernymi ubraniami.
Waga końcowa 69 kg – teraz nie waham się już zakładać bardziej obcisłych strojów.
Ewa z Suwałk




