Jestem puszysta właściwie od zawsze. Urodziłam się z normalną wagą, ale potem już zawsze byłam za ciężka. Na początku lekarze pocieszali moją mamę, że jak zacznę chodzić, to schudnę. Niestety, nie mieli racji. W szkole miałam problemy na zajęciach WF-u, np. zawsze przybiegałam ostatnia do mety albo nie umiałam przeskoczyć przez kozioł. Nie obyło się bez drwin i docinków kolegów. Mimo to byłam wesoła. Starałam się omijać ludzi, którzy widzieli we mnie tylko grubasa. W tym czasie zdarzyło mi się kilka razy podejmować próby walki z nadwagą – niestety, nieudane.
Dieta i miłość
Przełom nastąpił w momencie pierwszych miłości. Poznałam chłopaka, który był dużo szczuplejszy ode mnie. Po roku chodzenia z nim zrzuciłam 8 kg tylko po to, żebyśmy razem wyglądali w miarę normalnie. On nigdy nie dał mi odczuć, że jestem gruba. Kochał mnie taką, jaka wtedy byłam. Oczywiście, samo odchudzanie nie należało do przyjemności. Rano, o godzinie 6, gimnastyka, w ciągu dnia walka z głodem, a wieczorem następna porcja ćwiczeń albo pływanie, które jest moją ulubioną formą ruchu. Czasem w rozmowach z ludźmi śmieję się, że te moje oponki wokół talii i bioder to koła ratunkowe, dzięki którym w wodzie czuję się jak ryba. Po dwóch latach rozstaliśmy się. Wspominam to miło, bo choć zostałam sama, to szczuplejsza i zadowolona ze swojej figury. Przy wzroście 170 cm ważyłam 73 kg.
Problem rodzinny
Wkrótce poznałam innego mężczyznę. Był dość dobrze zbudowany i tak jak ja musiał ćwiczyć, żeby nie utyć. Po roku znajomości pobraliśmy się. Jesteśmy szczęśliwi już 12 lat. Niestety, przestaliśmy zwracać uwagę na nasze figury i razem doszliśmy do równych 100 kg. Żyje nam się dobrze, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że w przyszłości może się to stać przyczyną wielu chorób. Mamy 6-letnią córeczkę. I jej także problem z nadwagą nie jest obcy. Chciałabym jednak uchronić ją od otyłości. Właściwie dla niej – od dwóch miesięcy – podjęliśmy próbę zmiany nawyków żywieniowych. Nigdy nie przejadaliśmy się przesadnie, nikt z nas nie podjada w nocy, nie ma w domu chipsów itp. przekąsek, a mimo to nie chudniemy. Może dzięki pomocy Waszych ekspertów uda się nam dojść do upragnionej wagi?
Czytelniczka z Wielkopolski



