• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Jak schudnąć bez szkody dla ciała
  • Drobinki szczęścia
  • Dieta 1500 kcal wielowitaminowa
  • Szybka dietka bez gotowania
  • Plus warzyw i owoców minus sadełka
  • Dążę do panieńskiej wagi 55 kg
  • Agnieszka Szulim: Uważam na słodycze omijam tłuste potrawy
  • Gimnastyka dla puszystych
  • Stop - nie tyj od przekąsek
  • Dieta 1200 kcal wegetariańska z soją
  • więcej w tym wydaniu

Schudłam i niech tak zostanie

Superlinia, 06/2007; 67
  • fot. Shutterstock
więcej zdjęć
Biorę do ręki stary album, dawno schowany na dnie szuflady. Otwieram, spogląda na mnie uśmiechnięta, szczerbata, okrąglutka dziewczynka. Pomyślałam, że byłam słodkim dzieckiem. Następne kartki i, o zgrozo, na zdjęciu wraz ze ślicznymi, szczuplutkimi koleżankami stoi otyła nastolatka. Jak do tego doszło, że w wieku 16 lat ważyłam 93 kilogramy?

W części były to błędy żywieniowe w domu, ale w największym stopniu do mojej nadwagi przyczyniła się miłość do słodyczy. Wracając ze sklepu do domu potrafiłam zjeść tabliczkę czekolady, później obiad, podwieczorek, kolację… i waga rosła.

Słodycze były też pocieszeniem w trudnych chwilach,  gdy  ciągle słyszałam komentarze typu: ale gruba, patrzcie, jaki tłuścioch. Kiedyś na koncercie plenerowym pewien dowcipniś złapał mnie za fałdę na plecach i powiedział: „Ale ona ma tego sadła!”. Długo brzmiał śmiech jego kolegów. Uciekłam do domu i wypłakałam się w poduszkę.

Chciałam jak inne dziewczęta modnie się ubierać, mieć chłopaka. Tymczasem moje ubrania przypominały namiot, a chłopcy… Byłam obiektem kpin i głupich żartów, a nie kimś, z kim można porozmawiać, pójść do kina czy potańczyć.

W końcu się zawzięłam! Zakochałam się w pewnym chłopaku – platonicznie, ale był to doskonały środek dopingujący. Postanowiłam zredukować swój jadłospis. Rano – zupa mleczna, później jogurt naturalny, na obiad – spora porcja warzyw i kawałek mięsa lub ryby, na podwieczorek owoce, a na kolację – godzina gimnastyki! Po dwóch tygodniach czułam się lekko i rozpierała mnie energia. Po 10 miesiącach ważyłam 70 kilogramów. Byłam z siebie dumna, znajomi nie poznawali mnie na ulicy. Na studniówkę kupiłam sobie śliczną sukienkę, o jakiej zawsze marzyłam – wyglądałam świetnie. To był mój wielki sukces, odzyskałam radość życia. Spotkałam też wspaniałego chłopaka, który nie rozumiał, dlaczego drażliwie reaguję na żarty dotyczące wagi. Kiedyś znalazł mój album, był w szoku! Obiecał, że nigdy nie będzie komentował moich krągłości i będzie mnie kochał bez względu na to, ile będę ważyła. Dotrzymał słowa!

Jesteśmy małżeństwem od 14 lat. Początkowo trzymałam wagę, jednak domowe obiadki i podjadanie słodyczy sprawiło, że przybyły mi fałdki tu i ówdzie. Później zaszłam w ciążę i moja waga znów wskazywała znienawidzone 93 kilogramy. Pocieszałam się, że kiedy urodzę dzidziusia, będę dużo lżejsza. Niestety, waga zatrzymała się na 85 kilogramach. Wiele kobiet tyje po porodzie, nie czułam się odrzucona czy dyskryminowana. Miałam wielu przyjaciół, którzy mnie lubili. I tak sobie żyłam w przeświadczeniu, że już taka okrąglutka będę zawsze, aż do pewnego letniego popołudnia… Przyjechała do nas w odwiedziny mama mojego męża. Miło sobie gaworzyłyśmy podjadając czereśnie, gdy nagle  teściowa powiedziała: „Wiesz, cieszę się, że jesteś taka (w domyśle gruba), bo ja i moja córka nie mamy przy tobie kompleksów”. Było mi bardzo przykro, ale pomyślałam – ja ci pokażę! Znowu się zawzięłam! Zmieniłam zupełnie styl odżywiania. Zrezygnowałam z chleba, bułek i ziemniaków, jem dużo nabiału, warzyw i owoców. Mogę obyć się bez słodyczy. Wolę zjeść pół kilo mandarynek niż kawałek ciasta, potrafię poczęstować się jedną kostką czekolady i powiedzieć – stop. Po roku ważyłam 63 kilogramy.

Zmieniłam się zupełnie, jestem otwarta i radosna. Uwielbiam ruch: jazdę na rowerze, pływanie, spacery z psem. Znów będę mobilizować rodzinkę, żeby wybrała się ze mną na wycieczki rowerowe. Wzięłam do ręki zdjęcie z ostatnich wakacji, wyglądam naprawdę dobrze! Wkleję je na ostatnią stronę starego album. Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojego męża: „Ślicznie wyszłaś na tym zdjęciu, zobacz, jaka jesteś szczupła”. Uśmiechnęłam się i pomyślałam: niech tak już zostanie!

Iwa

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt