Jak do tego doszło? W dzieciństwie i nastoletnim życiu nie miałam nadwagi. Nie byłam chuda, ale też i nie okrągła. Można powiedzieć, że moja sylwetka była w normie. Tak dotrwałam do zamążpójścia i urodzenia pierwszego dziecka. Normalnie się odżywiałam, nie musiałam ograniczać słodyczy i potraw dość tłustych, nie chudłam i nie tyłam. Moja waga wzrosła w okresie pierwszej ciąży. Przybyło mi wówczas (do rozwiązania) aż 18 kg. Po urodzeniu córeczki zrzuciłam 12, 5 kg. Ważyłam o ponad 5 kg więcej niż przed porodem. Uznałam, że to nic takiego i nie stosowałam ani diety ani ćwiczeń. Po trzech latach, ciągle ważąc o te kilka kilogramów więcej, zaszłam drugi raz w ciążę. Przytyłam 16 kg, z czego po porodzie ubyło mi 9 kg, a 7 pozostało. Ważyłam o 13 kg więcej niż przed urodzeniem pierwszego dziecka.
W końcu 2005 roku moja waga wynosiła 87 kg.Byłam otyła i przerażona takim stanem rzeczy. Mój mąż niczego nie dał mi odczuć ale ja wiedziałam i widziałam, że nie aprobuje mojego puszystego wyglądu. Postanowiłam schudnąć. Zaprzyjaźniona dietetyczka opracowała dla mnie dietę 1200 kcal, na okres miesiąca, tanią, opartą głównie na warzywach i owocach oraz drobiu, rybach i nabiale, dość smaczną i prostą. W miejscowym klubie fitness zapisałam się na aerobik, a mąż kupił mi rower i rowerek stacjonarny.
Dietę tę z przerwami stosowałam kilka razy, jedząc bardzo dużo warzyw i trochę mniej owoców. Ćwiczyłam w klubie, częściowo w domu, jeździłam w lecie na rowerze, w zimie w domu na rowerku stacjonarnym.
Przeżyłam wzloty i upadki. Były okresy szybkiej utraty wagi i przestoju, powrotu części utraconych kilogramów. Radości i smutki. Z czasem jednak uregulowałam na stałe jadłospis i wdrożyłam się do aktywności fizycznej, zrzuciłam łącznie 26 kg i taką wagę (61 kg) od kilku miesięcy utrzymuję. Czuję się z tym dobrze, zarówno fizycznie, jak i też psychicznie.
Jestem zadowolona ze swojej sylwetki i urody, z samopoczucia, akceptacji mego wyglądu przez męża, dzieci i dalszą rodzinę. Mam powody do radości, czuję się zdrowo, tryskam humorem. A chociaż już nie jestem puszysta, nadal pozostaję czytelniczką „Super Linii”, z której bardzo dużo korzystałam i korzystam.
Co prawda nie zdecydowałam się na opublikowanie swoich zdjąć „przed” i „po”, ale postanowiłam opisać jak schudłam i dać zgodę na opublikowanie tego listu, bo może znajdą się czytelniczki, które skorzystają z moich doświadczeń i też zrzucą nadwagę.
Barbara Z.



