Gdy mam już dosyć żaru, szukam bliskości drzew, które ochronią mnie od jego nadmiaru, i wody, która schłodzi rozgrzane ciało. Okazuje się, że wszystko potrafi cieszyć nas tylko do pewnego momentu i żeby nie zrazić się do tego, co niedawno uwielbiałyśmy, musimy nabrać dystansu, odejść na chwilę, zapomnieć, by znów powrócić do ukochanych zajęć, ludzi czy miejsc i czerpać z tego radość. Tak jest ze wszystkim – ze związkami z innymi ludźmi, pracą, hobby. Od ukochanego odpoczywamy idąc do pracy, od pracy biorąc urlop, od słońca pozwalając kroplom deszczu, by swobodnie tańczyły na naszej skórze.
Nie zawsze świeci słońce i nie zawsze pada deszcz, chwile szczęścia pojawiają się w naszym życiu zupełnie jak pogodne, ciepłe dni. Cieszymy się, gdy są, a potem zapominamy, że w ogóle się wydarzyły. Tylko w momentach relaksu, refleksji przypominają nam się najpiękniejsze dni i momenty naszego życia.
Gdy przyjrzeć się temu bliżej, może okazać się, że w naszym życiu jest więcej szczęścia, niżby się mogło wydawać. Uśmiech dziecka, miły komplement, pochwała szefa, przyjazne spojrzenie, udane zakupy. Te wszystkie chwile układają się w długi łańcuch naszego szczęścia.
Gdy próbujemy je sobie wyobrazić, często myślimy o nieprzerwanej radości wynikającej ze spełniania marzeń oraz dopasowywania życia do naszych wyobrażeń. Tymczasem życie idzie swoim torem, często nie zwracając uwagi na to, czego pragniemy. Gdybyśmy jednak chciały skupiać swą uwagę tylko na tych elementach życia, nie zauważałybyśmy dobra, które nas codziennie spotyka, ani też drobinek szczęścia, zjawiających się niczym błysk gwiazdy w pochmurną noc. Bo może szczęście nie polega tylko na wiecznym dopasowywaniu życia do naszych pomysłów.
Nie wyobrażam sobie trwania w poczuciu wiecznego szczęścia, tak jak trudno mi wyobrazić sobie tylko słoneczne dni, pozbawione deszczu, śniegu i dźwięków burzy. Bo właśnie na tej różnorodności zjawisk i zdarzeń polega urok życia. Dzięki nim dostrzegamy to, czego nie zauważyłybyśmy, gdyby życie było jednokolorowe i biegło jednostajnym rytmem. Nawet bicie naszego serca zmienia często swój rytm. Dzięki temu czujemy zmęczenie, podniecenie, niepokój i radość.
Gdybyśmy od początku roku zaczęły liczyć pogodne dni, wynik mógłby okazać się satysfakcjonujący. Gdybyśmy policzyły chwile szczęścia, ten nie byłby gorszy. Cała rzecz polega na zwróceniu uwagi na właściwe dni i uczucia. Jeżeli będziemy myślały tylko o tym, czego nie udało nam się zrealizować, nie zauważymy tego, co już osiągnęłyśmy. Myśląc o sukcesach dodajemy sobie siły i motywacji do dalszego działania, do życia. Skupiając się na porażkach, upodabniamy się do suszonych śliwek, pomarszczonych w środku i na zewnątrz. A przecież każdy owoc potrzebuje słońca i wody. Dlatego trzeba się naświetlać dobrymi myślami, miłymi wspomnieniami i podlewać źródłem swych nadziei.
Gdy nadchodzą deszczowe dni, przed wyjściem z domu zabieramy parasol lub wkładamy płaszcz przeciwdeszczowy. Kiedy w życiu, na głowę spadają nam krople niepowodzeń, musimy uzbroić się w cierpliwość i nie dać się ponieść powodzi. Szkoda tylko, że nie istnieje coś takiego jak płaszcz przeciwdepresyjny lub przeciwniepowodzeniowy. Na szczęście po deszczu niebo zawsze się przejaśnia, wiatr przegania chmury, a słońce uśmiecha się radośnie.



