Może mi ktoś mówić, że osoby otyłe to ludzie szczęśliwi, pogodni, ale ja na pewno do nich nie należałam! Stojąc przed lustrem nie mogłam uwierzyć, że to moja sylwetka. Mąż powtarzał, że obojętnie jak wyglądam, to on i tak mnie kocha, a w ogóle to wcale z tą moją tuszą nie jest tak źle. Najgorsze były dla mnie spotkania ze znajomymi, więc ich unikałam. Wszyscy tłumaczyli, że to po przebytych ciążach, ale kilogramy przybywały, a nie ubywały.
Pewnego dnia wstałam i stwierdziłam, że tak dłużej nie może być, coś trzeba zrobić z tymi 90 kilogramami wagi. Przecież inni chudną, to czemu mnie ma się nie udać? Na początku było ciężko, brakowało mi silnej woli, próbowałam różnych metod, ale były to półśrodki i nie dawały efektów.
Wzięłam jednak sprawy w swoje ręce. Zaczęłam ćwiczyć, odstawiłam wszystko co słodkie, liczyłam kalorie i, co najważniejsze, nie dojadałam resztek i nie brałam nic do ust po godzinie 18.00. Upór i silna wola, a w szczególności chęć powrotu do poprzedniego ciała były silniejsze od łaknienia. Na efekty długo nie trzeba było czekać! Waga drgnęła w dół, to dodało mi jeszcze więcej sił. Teraz ważę 61 kg, odchudzanie troszkę trwało, bo około 5 miesięcy, ale było warto się pomęczyć. Nareszcie czuję się dobrze, mogę patrzeć w lustro, nie mam już problemu w co się ubrać. Znajomi patrzą na mnie ze zdumieniem i zdziwieniem, a ja mam z tego satysfakcję, że dałam radę. Receptą w odchudzaniu była dla mnie dieta niskokaloryczna, ćwiczenia i upór. Najważniejsze, „że było warto przejść przez tę drogę”.
Renata
Zrzuciłam 29 kilogramów
Drodzy czytelnicy „Super Linii”. Nie wierzycie, że można zrzucić uciążliwe kilogramy? Ja też nie wierzyłam! A jednak




