• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Rozważnie kupuj, zdrowo jedz
  • Omenaa Menseh: Sport, dieta, optymizm
  • Dziennik odchudzania - Wioletta
  • Hipnozoterapia zmniejsza apetyt
  • Rób to mądrze, nie osłabiaj organizmu
  • Soja o tysiącu smakach
  • Dopieszczamy szyję i dekolt
  • Zapalenie krtani
  • Zaszczep się przed rakiem szyjki macicy
  • Dieta 1600 kcal stabilizacyjna
  • więcej w tym wydaniu

Waga w dół 62kg mniej

Superlinia, 02/2007; 20-22
Irma Wieczorkowska-Bednarek
  • Przed, fot. zbiory prywatne
  • Przed, fot. zbiory prywatne
więcej zdjęć
Prawidłowe odchudzanie to – z grubsza biorąc – nietucząca dieta plus dużo, dużo ruchu. Ale mało to chodzi po świecie fiksatek? Poszukując bohaterek do reportaży z cyklu „Moja historia” spotkałam też: anorektyczki, pielęgniarkę popijającą kontrast (wypełnia się nim żołądek podczas badania rtg), nastolatkę jedzącą kredę, panią, która miast poskramiać apetyt, łykała środki przeczyszczające; nie licząc delikwentek słaniających się z głodu, przesypiających dnie, by głód oszukać, popadających w anemię...

Oczywiście, artykuły o nich nie ujrzą światła dziennego, bo „Super Linia” jest pismem przyjaznym swoim czytelniczkom. Zaś, jak mawiał sławny w Cesarstwie Rzymskim Juwenalis – difficile est satiram non scribere:  – w  tych warunkach trudno nie pisać satyry.

Strzałka wskazuje 73 kg

Marzena Wojciechowska nie jest żadną maniaczką smukłej kibici i ma: po kolei w głowie, świetne samopoczucie, merytoryczne i psychiczne zaplecze w postaci Klubu Puszystych „Super Linii”, którego jest członkinią, oraz męża, najwyraźniej uważającego, że kochanego ciała nigdy za dużo, bo chodzi za nią i namawia: – Może byś co zjadła?

Mimo to przez ostatnie dwa lata zrzuciła z siebie – bagatela! – 62 kg żywej wagi i waży teraz 73 kg, nieco tylko za dużo przy wzroście 167 cm, popatrzcie zresztą na zdjęcie podpisane „Tak jest”: przecież tej nadwagi absolutnie nie widać. I tylko dlatego wyszczuplała, że – jak zapewnia – chudło jej się dosyć łatwo i przyjemnie. Gdyby to wymagało ciężkiego wysiłku i wielkich poświęceń, nie zawracałaby sobie głowy. Jako dziecko była kluseczką, w szkole ważyła 85-90 kg, nie mając z tego powodu wielkiego kompleksu, plażowy kostium – uwielbia pływanie – zawsze był modny i skąpy, a na dyskoteki – oboje z mężem uwielbiają taniec – przychodziła ubrana jak szczupłe rówieśniczki.

Wydaje mi się, że rozumiem, dlaczego puszystość nigdy jej nie doskwierała. Marzena ma dzisiaj 30 lat, jest więc jedną z pokolenia wychowanego na frytkach i fast foodach. Przecież zauważyłyście, że chodzi po ulicach coraz więcej takich dużych, napęczniałych dziewczyn i młodych pań, jedzą buły, sos im ścieka, w nosie mają figurę modelki, latem obnoszą wylewające się ze spodni zwały sadła. Wywatowana dziewczyna czy chłopak nie stanowią już wyjątku na ulicy, w klasie, w grupie... Nienormalność – bo otyłość jest nią przecież, staje się normą? Lekarze, żywieniowcy, media biją na alarm, a oni mają to za nic i obrastają w sadełko.
– Oczywiście, potwierdza Marzena – i ja też postawiłam na fast foody, frytki, wszelkie łakocie, wlewałam w siebie kolorowe słodkie napoje.

Kropelki kropelki

Pracując jako konsultant firmy fryzjerskiej – z zawodu jest kosmetyczką, rozwożąc towar klientom, całe dnie spędza siedząc za kierownicą. Za mąż wyszła siedem lat temu, dziś dzieci mają – Konrad sześć lat, a Łucja prawie trzy, ale pod ręką są dziadkowie, bo państwo Wojciechowscy mieszkają z rodzicami. Więc tak żyjąc tyła sobie i tyła, aż doszła do 135 kg wagi ciała, a po porodzie Łucji – nawet do ponad 140 kg. – Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że jest mi bardzo ciężko, że muszę coś z sobą zrobić, ale nie dlatego, żebym się bała spojrzeć w lustro, co to, to nie. Po prostu ciało zaczęło mi przeszkadzać. Po porodzie wróciłam z dzieckiem ze szpitala, usiadłam na krześle i chciałam rozwiązać sznurowadła, a tu okazało się, że nie mogę do nich dosięgnąć! W tej siedzącej pozycji nie było mowy o schyleniu się.

Przyjechała na spotkanie do redakcji ze swoją przyjaciółką i teraz, jedna przez drugą zaczynają mi opowiadać o kropelkach. Otóż tak się złożyło, że przeczytały w łódzkim dzienniku rozmowę dziennikarki z czytelniczką, która opowiadała, że lekarz przepisał jej krople homeopatyczne na wyregulowanie metabolizmu i w trakcie ich zażywania szybko chudła. – To jest to! – zawyrokowała Marzena i obie z przyjaciółką zaczęły ich szukać na gwałt. Nabiegały się, bo okazało się, że kropelki sprzedaje jedna tylko łódzka apteka. Na szczęście można je było kupić bez recepty.

Było to dwa lata temu. Od owego dnia po dziś dzień Marzena pije kropelki i chudnie. Miesza pięć kropelek z litrem przegotowanej wody i popija cały dzień. Tylko przez pół roku nie zażywała ich, chcąc sprawdzić, czy wystąpi efekt jo-jo. Nie wystąpił. Chcecie znać ich nazwę? Oczywiście, że wiem. Ale nie powiem. Jest co prawda napisane na opakowaniu, że lek wspomaga dietę odchudzającą, ale ile czasu można go zażywać? Bez przerwy i bez lekarza?

Pytam, czy chociaż robiła sobie jakieś badania kontrolne. Robiła, bo przyplątała się choroba skóry, w jej rodzinie dziedziczna, i do leczenia zmian skórnych potrzebne były analizy. Wszystkie okazały się być w normie. Cóż sądzić o takiej metodzie chudnięcia? Jest z całą pewnością nietypowa. Stary Hahnemann stworzył homeopatię zakładając, że ten sam czynnik, który szkodzi organizmowi, może być lekiem, jeśli zostanie zażyty w minimalnej dawce. Stąd jej pierwsza zasada: podobne leczy się podobnym. Drugą zasadą jest bardzo silne rozcieńczenie leku, które miałoby sprzyjać jego przenikaniu do tkanek. Homeopatia ma licznych zwolenników, także wśród lekarzy, a już Marzena przekonana jest, że czyni cuda. Bo ja wiem? Z drugiej strony – osoba żyje, nie tyje...

Jednak dietę stosowała

Kropelki kropelkami, ale jednak odrzuciła z jadłospisu uwielbiane białe pieczywo i ziemniaki, bardzo ograniczyła słodycze, zlikwidowała cukier. – Ale jak usiądę, zjem całą czekoladę! – śmieje się. – Od czasu do czasu – dorzuca.

Jada pieczywo razowe, ryżowe, Wasa, płatki kukurydziane z mlekiem. A w sumie chleba jak najmniej. Ale poza tym nie można powiedzieć, że sobie nie dogadza. Przykładowe śniadanie Marzeny to: dziesięć plastrów sera żółtego, dziesięć plastrów szynki, ogórek albo pomidor, herbata, sok. Do pracy zabiera kanapkę, na obiad najczęściej schab, bo lubi, więc wielki kotlet schabowy z bukietem surówek. Sałatek i surówek zjada mnóstwo – z makaronu sojowego na przykład, plus starty ogórek, posiekany koperek, plus majonez light. Potrafi spałaszować pół kilo cienkiej kiełbasy naraz albo kilogram wędzonych skrzydełek.

Był okres w ciągu tych lat, gdy co drugi dzień jeździła na dania z grilla, żeby sprawdzić, co z efektem jo-jo. Nie wystąpił. Teściowa gotuje dla rodziny, ona pitrasi dla siebie. Chudła miesięcznie po około 5 kg. Chodziła na gimnastykę do Klubu Puszystych „Super Linii” i nie powie: wspomagając odchudzanie ćwiczeniami zgubiła 10 kg przez pół roku. Po roku odchudzania wykupiła sobie karnet na 12 zabiegów na łóżkach rehabilitacyjnych: 8 łóżek, po 10 minut na każdym, co drugi dzień. Ale uważa, że te zabiegi  ujędrniły ciało, nie ujęły go w jej przypadku. Poza tym żadną bardzo intensywną gimnastyką się nie katuje, niepotrzebne jej są te wszystkie pompki i przysiady. Ma wszak remedium.

Aparycja na plus

Patrząc na nią trudno uwierzyć, że jeszcze dwa lata temu przypominała hipopotama, co zresztą widać na zdjęciu „Tak było”. Jest dziś wysoką, smukłą, elegancką kobietą o oryginalnej urodzie, wyglądającą o wiele młodziej. W okresie wagi maksymalnej ścięła długie włosy i nosiła na głowie rudą szczotkę. Teraz włosy znów są ciemne i odrastają.

Posprzedawała wszystkie wielkie ciuchy, przez lata pracowicie wyszukiwane w lumpeksach. Opłaca się sprzedać, duże rozmiary są w lumpeksach droższe i rzadko się trafiają, więc uzyskane pieniądze wystarczyły na nową zawartość szafy, w której dzisiaj wiszą stroje w rozmiarze 40. Ale nawet w postaci hipopotama ruchliwa była zawsze i tusza wcale jej nie przeszkadzała w wypadach z mężem na dyskoteki. Jeszcze rok temu, ważąc 112 kg, przetańczyła calutką sylwestrową noc.

Niedawno spotkała swoją koleżankę i jej męża. Koleżanka była świadkiem metamorfozy Marzeny, bo widywały się często, natomiast ów mąż nie widział jej długo. Spotkanie było towarzyskie, wszyscy się znali, długą chwilę przypatrywał się Marzenie, po czym spytał żonę: – Kochanie, kim jest ta pani? – No, przedstaw się, Marzenko! – zawołała koleżanka, a on zaniemówił ze zdumienia. Tylko jej osobisty małżonek, sam wysoki i szczupły, wciąż jest niepocieszony i dokarmia, dokarmia... – Nie, nie, bez obawy – uspokaja pani Marzena - kochanego mego ciała już na pewno nie będzie za dużo!

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt