-
- Bolerko 159 zł, Wallis; spódnica 249 zł, Wallis; top 49,90 zł, Wallis; buty 249 zł, Aldo; torebka 89 zł, Aldo; naszyjnik 24,90, Tally Weijl
-
- Sweter 99 zł, Cubus; bluzka 69,90 zł, Cubus; spodnie 99 zł, Cubus; buty 159 zł, Bata; korale 59–79 zł, Bijou Brigitte
modelka: nasza Czytelniczka Agnieszka
wiek: 26 lat
wzrost: 170 cm
waga: 60 kg
biust: 89 cm
talia: 61 cm
biodra: 91 cm
Jestem alergiczką od dzieciństwa, a wiele antyalergicznych leków nie tylko zwiększa łaknienie, ale też powoduje senność i ospałość. W takiej sytuacji trudno utrzymać prawidłową wagę. Mnóstwo razy zaczynałam się odchudzać, ale zwykle moje próby kończyły się niepowodzeniem: waga ani drgnęła. Tym razem zawzięłam się.
Po pierwsze: sałata
Zaczęłam ostro i drastycznie (nie polecam nikomu tej metody, bo to nie jest zdrowy sposób): na początku swoje menu zredukowałam do symbolicznego liścia sałaty. Mówiąc krótko: jadłam bardzo mało. Jednak na tyle dobrze znałam już swój organizm i wiedziałam, że inaczej nie mam szansy na sukces. Rzeczywiście, wyrzeczenia przyniosły oczekiwany rezultat: zaczęłam w końcu chudnąć. Gdy waga trochę spadła, jadłam więcej, choć cały czas ważyłam porcje i liczyłam kalorie, dbając, żeby nie przekraczać założonego przez siebie limitu. Cały czas chudłam dalej. Aż wskazówka wagi zatrzymała się na 75 kilogramach i długo nie chciała drgnąć. Powróciłam więc do zmniejszania dziennych porcji. Kiedy udało mi się „ruszyć” z magicznego poziomu 75 kilogramów, znów zaczęłam jeść więcej. I wciąż chudłam. Stosując tę metodę, w ciągu dwóch lat zrzuciłam aż 30 kilogramów. Nadal trzymam wagę. Nie wiem, co to efekt jojo.
Po drugie: ruch
Bez względu na tuszę, zawsze byłam osobą energiczną i dużo się ruszałam. Fakt: gdy byłam grubsza, nie lubiłam chodzić na basen, bo wiązało się to z przebieraniem w kusy kostium. Ale rower, kajaki, tenis – to był mój żywioł. Kiedy postanowiłam schudnąć, jeszcze zwiększyłam dawkę ruchu. Umawiałam się z koleżanką na jogging, odkryłam górską wspinaczkę, a wraz ze stopniowym gubieniem kilogramów zaczęłam regularnie chodzić na basen.
Mój patent na sukces? Przede wszystkim dużo zajęć i dużo ruchu. Dzięki temu nie tylko się chudnie, ale też kształtuje ładną sylwetkę i miło spędza czas.
Poza tym, daję sobie prawo, żeby jeść wszystko, ale w rozsądnych ilościach. Cały czas pilnuję bilansu kalorii. Gdy mam ochotę na ciastko, po prostu je jem, ale później ograniczam następny posiłek. W ten sposób mój nowy styl jedzenia nie ogranicza mi kontaktów towarzyskich. Mogę iść z przyjaciółmi do restauracji i zjeść wszystko, na co mam ochotę. Potem tylko... zaciskam pasa.
zdjęcia: Piotr Ratajski/Overline, stylizacja i makijaż: Katarzyna Misiak, fryzura: Monika Stępowska, salon Beaty Potocznej Corte del Sole


