• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Batalia o płaski brzuch
  • Baloniku, nie rośnij! Dieta flat belly
  • Brzuszki najlepsze na... brzuszki
  • Jak sobie radzić ze wzdęciami?
  • Anna Maruszeczko: Gotowanie to świetna psychoterapia
  • Lista lekkich zakupów
  • Odchudzi cię... intuicja
  • Szczęśliwsza, bo szczuplejsza
  • Koktajle ze zdrowia i urody
  • Mobilizacja: oświadczyny
  • więcej w tym wydaniu

Anna Maruszeczko: Gotowanie to świetna psychoterapia

Superlinia, 4/2010; 18-19
Barbara Staśko
  • Anna Maruszeczko, fot. KAPiF
więcej zdjęć
Jest ciągle w drodze, krąży między domem nad rozlewiskiem Bugu, a Warszawą, gdzie pracuje. Na wsi dba o to, aby jej rodzina jadła zdrowo i ekologicznie, w mieście odstresowuje się, uprawiając jogę i poddając się refleksoterapii.

Anna Maruszeczko - dziennikarka radiowa i telewizyjna, felietonistka. Znana z talk show „Wybacz mi” i z „Miasta kobiet” w TVN i TVN Style, obecnie prowadzi „Zielone Drzwi” oraz „Kobietę na zakręcie”.

Ma pani świetną figurę. Czy to efekt wielu wyrzeczeń?

Nie odchudzam się, ale za to fanatycznie dbam o jakość jedzenia, o to, co je moja rodzina, mąż i dwoje dzieci. Ogólnie, wolę nic nie jeść, niż jeść byle co. Mieszkam częściowo na wsi, przy granicy z Białorusią, a częściowo w Warszawie. Oba domy dzieli 160 km, jestem więc typową „kobietą w drodze”. W mieście, gdy dużo pracuję, niewiele jem, i wtedy chudnę. Tylko czasem zdarza mi się zgrzeszyć podjeżdżaniem do fast foodów.

A na wsi?

Tam jadamy bardzo zdrowo! Na śniadanie zawsze coś ciepłego, ale nie na mleku! Mleko tylko w porannej kawie, ale też z tym rychło skończę – bo niezdrowe. Dietetycy mówią, że rano dobrze jest zjeść zupę, jaką dzień wcześniej ugotowałyśmy na obiad... Czasem jem jajecznicę z cebulką i pomidorami, smażoną na oliwie z dodatkiem masła, posypaną świeżą bazylią. To przepis mojego kulinarnego idola Roberta Makłowicza. Takie bardzo sycące danie wystarcza mi na pół dnia.

A czego sie pani wystrzega?

Na przykład „dmuchanego” pieczywa z polepszaczami. Sama piekę chleb dla siebie i rodziny. Jajka mam nie ze sklepu, ale od Teresy, przyjaciółki z mojej wsi, która hoduje kury grzebiące. Nawiasem mówiąc, to mit, że na wsi jest zdrowe jedzenie! Ludziom na wsi nie opłaca się go produkować. Trzeba ich do tego usilnie zachęcać, oczywiście – odpowiednio im płacąc.

Taka żywność jest zdrowa, wolna od chemii...

Jestem przewrażliwiona na punkcie konserwantów, bo moja córeczka Sofijka jest alergiczką. Jedzenie może być proste, ale zawsze musi być dobre jakościowo. Tego z kolei nauczyła mnie Tessa Capponi – Borawska. Czasem urządzam prawdziwe polowania na smaczną, naturalną żywność. Każdy z nas może sobie stworzyć taką prywatną mapę miejsc, w których można ją nabyć. 

Dietetycy radzą też, aby jedzenia za bardzo nie przetwarzać.

I to jest moja druga „obsesja”. Moi sąsiedzi na wsi namiętnie wszystko rozdrabniają, szatkują, mielą. Nie lubię miałkiego jedzenia. Mój mąż Andrij jest polskim Ukraińcem, nasze dzieci są dwujęzyczne. Często mieszkają u nas ukraińskie nianie. Są wspaniałymi kucharkami, ale np. zupę gotują aż 4 godziny! A ja robię w 15 minut smakowitą zupę porowo- ziemniaczaną, której wartość odżywcza jest o wiele większa. 

Ile posiłków dziennie pani jada?

Dwa, rano i przed wieczorem. W przerwach podjadam orzechy i suszone owoce. Wypijam zalany wrzątkiem, świeżo obrany imbir z plasterkami cytryny i miodem. To napój bardzo energetyzujący, a równocześnie bakteriobójczy. Moja rodzina pija go na przeziębienie. Często sięgam też po jogurt naturalny, np. z malinami, musem truskawkowym lub dosładzany miodem. Koło szóstej jemy wspólnie duży posiłek.

Pozwala pani dzieciom chodzić np. do McDonalda?

One nie znają takich restauracji. Najbliższą mają 120 km od domu. Na wsi je się natomiast dużo słodyczy. Każdy, kto do nas przychodzi, niesie ze sobą pod pachą coś słodkiego. Większość tych łakoci ląduje na wielkiej lodówce i czeka do weekendu. Zawarliśmy umowę z dziećmi, że słodkie – tylko w sobotę i w niedzielę. Czasem mi ich żal, ale widzę, że to działa. I nawet się im podoba.

A inne pani kulinarne zasady?

Nie jem owoców na deser. Nigdy – bo one gniją wtedy w moim żołądku. Poza tym niektórzy dietetycy radzą, żeby warzywa i owoce podawać nie surowe, ale przynajmniej zblanszowane, ewentualnie podduszone, gotowane. Bardzo mi to odpowiada. Piję dużo soku z jagód, które są dobre na wzrok – ja do czytania okulary od dawna już muszę nosić. Każdego lata moje dzieci dostają też sporą porcję świeżych jagód, bo owoce te wpływają też dobrze na układ pokarmowy. Przy stole zawsze czuwam nad talerzami moich dzieci – nakładam, kroję, karmię, zachęcam do przeżuwania. Dzięki temu sama jem długo i powoli – mniej, a i tak się najadam. No i przenigdy nie jem na stojąco!

Dla wielu kobiet gotowanie dla siebie i rodziny to prawdziwa męka. A dla pani?

Mnie gotowanie bardzo odpręża, to świetna psychoterapia. Oczyszcza umysł, trzeba się skupić i zapomnieć o problemach. Poza tym, gotowanie bardzo integruje rodzinę. Moje dzieci same jeszcze nie umieją nic przyrządzić, ale już garną się do pomocy. Czasem nie chce mi się z nimi bawić, więc zabieram je do kuchni.

Jak pani dba o kondycję?

Przez całą młodość trenowałam koszykówkę, potem miałam przerwę. Zaczęły się problemy ze zdrowiem – i wtedy byłam zmuszona wrócić do sportu. Próbowałam  aerobiku, rozciągania, miałam krótkie epizody na siłowni. Uwielbiałam  tenis. Gdy jednak pojawiły się dzieci, musiałam i z tego zrezygnować. Teraz jeżdżę na nartach
z koleżankami, na łyżwach z dziećmi. Uprawiam też nordic walking wzdłuż Bugu. Mam problem z kręgosłupem, bo często jeżdżę autem i mnóstwo czasu spędzam przy komputerze. Niezastąpiona jest tu joga: fantastycznie ćwiczy ciało i uspokaja duszę! Odkryłam też refleksoterapię. To cudowny wynalazek, świetnie na mnie działa. Dzięki zabiegom uciskania różnych punktów na twarzy czuję się jak nowo narodzona.

Przepis

Sałatka szczęścia

•ugotowane buraki •słodka pomarańcza •ser feta •garść rukoli

Pokrój w grubą kostkę lub słupki wszystkie składniki. Wrzuć do misy – rukolę na końcu. Polej sosem z Aceto Balsamico (najlepiej Aceto Balsamico di Modena)
i podgrzanego, ciepłego miodu. Sałatkę możesz posypać prażonymi na suchej patelni, posiekanymi delikatnie orzechami włoskimi – albo orzechami pinii, migdałami, a nawet orzeszkami ziemnymi. 

Przepis Grzegorza i Tomka – kucharzy z „Dzień Dobry TVN”

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt