• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Nowe menu zamiast skalpela
  • Dieta która ujmie ci lat
  • Odmłodzona
  • Nie marszcz się!
  • Anna Gornostaj: Znam swoje grzeszki jedzeniowe
  • Dziękuję ci za wsparcie, mamo
  • Kuracja odchudzająca dla nastolatków
  • Kształtne ramiona
  • 8 faktów i mitów na temat odchudzania
  • Mniej kilogramów, więcej energii
  • więcej w tym wydaniu

Mniej kilogramów, więcej energii

Superlinia, 5/2008; 28-30
  • Przed, fot. zbiory prywatne
  • Przed, fot. zbiory prywatne
więcej zdjęć
Przez większość życia byłam szczupłą dziewczyną. Sama nie wiem, jak i kiedy przytyłam 20 kilogramów. Potem aż rok trwały moje zmagania z nadwagą. Od pełni szczęścia wciąż dzieli mnie kilka kilogramów, ale dziś jestem pewna, że chcę lekko i zdrowo przejść przez życie.

nasza Czytelniczka Agata

wiek: 21 lat

wzrost: 174 cm

waga: 65 kg

biust: 94 cm

talia: 70 cm

biodra: 88 cm

Moja walka z kilogramami zaczęła się ponad rok temu. Do 18. roku życia byłam zgrabną dziewczyną: przy wzroście 174 cm ważyłam 63 kg i było mi z tym dobrze. Nigdy nie musiałam się odchudzać, mogłam jeść właściwie wszystko. Dużo czasu spędzałam aktywnie: grałam w siatkówkę, tańczyłam. Oprócz wyćwiczonego i zgrabnego ciała miałam również bardzo dobrą kondycję. Po skończeniu liceum moja waga zaczęła jednak niebezpiecznie rosnąć. Długo nawet nie rejestrowałam tego faktu. Przez ten czas nie ważyłam się, czułam tylko, że ubrania robiły się coraz ciaśniejsze. Ocknęłam się po dwóch latach, a dokładnie – na początku zeszłego roku.

Zmieniłam się w kulkę

Brzuch stał się wydatny, a ręce zaczęły przypominać dwa baleroniki. Długo jednak nie przywiązywałam wagi do swojego wyglądu i nie przejmowałam się nim, bo byłam zakochana, a mój chłopak cały czas się mną zachwycał. Po dwóch latach nie ważyłam już jednak 63, a... 83 kg! Byłam ociężała, nic mi się nie chciało, nie miałam w ogóle energii. A na dodatek krytyczne komentarze rodziny i znajomych jeszcze bardziej mnie dobijały. W zeszłoroczne walentynki, po wielkiej kolacji z Ukochanym, postanowiłam, że i dla siebie, i dla Niego zrobię w końcu coś ze sobą.

Pół roku uczyłam się nowej diety

Zaczęłam od zaprzestania słodzenia napojów. Później przyszedł czas na ograniczanie jedzenia. Zdawałam sobie sprawę, że jeżeli chcę trwale schudnąć, muszę być bardzo konsekwentna i uzbroić się w cierpliwość. Różnie bywało, nie zawsze było różowo: po miesiącu ostrej diety i ćwiczeń dopadał mnie tzw. leń i w ciągu następnego miesiąca przybywała mi połowa tego, co udało mi się do tamtej pory stracić. Tak naprawdę pierwsze pół roku mojej diety było dość chaotyczne. Wielki zryw i mobilizacja nieraz kończyły się zniechęceniem i znużeniem. Później, mądrzejsza już o te pierwsze doświadczenia, a także bardziej zorientowana w tematyce zdrowego i skutecznego odchudzania, ułożyłam plan, który z mniejszą lub większą konsekwencją realizuję do dziś.

Po pierwsze, staram się nie jeść słodyczy. W moim przypadku nie było to trudne, bo nigdy nie byłam ich wielką miłośniczką. Po drugie, jestem „w separacji” z białym chlebkiem: od czasu do czasu spotykamy się, ale nie mamy już szans na normalny związek ;). Po trzecie, ostatni posiłek staram się jeść na 3–4 godziny przed snem. Chodzę spać z uczuciem lekkości i równie lekka budzę się rano. Nie zapominam też o mało znaczących z pozoru aktywnościach. Staram się wszędzie dojść na własnych nogach, unikam ruchomych schodów oraz zaprzyjaźniłam się z twisterem (przyrząd do ćwiczeń), który pomaga mi zmienić najmniej estetyczną część mojego ciała, czyli brzuch. Udało mi się wykonać w całości, znany chyba każdej walczącej z kilogramami osobie trening nazywany aerobiczną szóstką Weidera. Nie było łatwo, ale opłacało się, bo chociaż nie mam mięśni jak kulturystka, to jednak czuję, że pod pozostałą warstwą tłuszczyku skrywa się ładnie wyrzeźbione i mocne ciało.

Znów mam dużo energii

Dziś ważę 65 kilogramów. Przez rok ciężkiej walki ubyło mi 17. Do pełni szczęścia pozostały mi jeszcze trzy (chociaż zgubienie kilku ostatnich kilogramów to trudne zadanie) oraz zamiana pozostałej warstwy tłuszczyku w ładne mięśnie. Gdy patrzę na zdjęcia sprzed roku, mam ogromną motywację, by nie powrócić już nigdy do tamtego wizerunku. Mam 21 lat i mnóstwo energii, by zdrowo i lekko przejść przez życie.

***

1. Na luzie w mieście

Kurtka, Cubus, 199 zł; sweterek, Philip Russel, 44,90 zł; spodnie, Cubus, 99 zł; buty, Street, 79 zł

2. Klasycznie

Marynarka, Jacqueline Riu, 350 zł; spodnie, Jacqueline Riu, 139 zł; top, Jacqueline Riu, 35 zł; buty, Street, 129 zł; torba, La Pink, 69,99 zł

3. Wiosennie

Sweter w paski, Terranova, 79 zł; spodnie, Terranova, 119 zł; niebieskie buty, Bata, 159 zł; torba, Nine West, 129 zł; szal, Terranova, 39 z

4. Dojrzale i romantycznie

Sukienka, Tatuum, 299 zł; szal, La Pink 39,99 zł; buty, Street, 259 zł

***

zdjęcia: SGM stylizacja i makijaż:Katarzyna Misiak, fryzura:Beata Potoczna, Salon Corte del Sole

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt