Słuchałam tych uwag, było mi przykro, ale wcale mnie to nie mobilizowało, by poważnie pomyśleć o odchudzaniu. Tylko obrażałam się na mamę, znajomych, słowem, wszystkich, którzy coś takiego mówili. Kilka razy już rozpoczynałam diety, ale po 2 dniach kończyłam. To mama zabiegała, prosiła i tłumaczyła, abym kontynuowała dietę.
Był lipiec 2007 roku, kiedy podjęłam decyzję: odchudzam się teraz albo nigdy! Wszyscy byli zdziwieni, ale trzymali kciuki, a w szczególności rodzice. A ja nie chciałam ich zawieść.
Pierwszym krokiem było całkowite odstawienie słodyczy. Zrezygnowałam też ze smażonych potraw, jadłam wyłącznie chude mięso. Przeszłam na dietę kopenhaską! Nie stosowałam jej zbyt długo, ale dzięki niej mój żołądek skurczył się i domagał mniejszych porcji. Oprócz głównych posiłków jadłam przede wszystkim owoce i warzywa. Piłam dużo wody niegazowanej! Na śniadnie kawa i jogurt oraz kanapki z chrupkim chlebem. Na obiad pierś z kurczaka, ryba na parze lub gotowany schab.
Były to wakacje, więc dużo jeździłam rowerem i z tygodnia na tydzień waga spadała. Na duchu podnosiły mnie pochwały przyjaciół. Takie miłe słowa były mobilizujące. Wiem, że nie mogę przesadzać i bardziej gwałtowne odchudzanie może się odbić na zdrowiu, ale to, co chciałam, osiągnęłam! Schudłam ponad 30 kg! Jestem dumna, że po tylu nieudanych próbach udało mi się uzyskać taką wagę. Mój cel to 60 kg! Wiem, że dam radę go osiągnąć.
Kiedy ktoś pyta, jak to zrobiłam, odpowiadam: trzeba przełamać opór wewnętrzny, a przede wszystkim mocno chcieć. Dziękuję rodzicom za wsparcie. Wierzę, że dzięki „SuperLinii” utrzymam wagę, bo dieta, jaką stosuję, stała się teraz moim stylem życia. Polecam zatem pismo wszystkim swoim znajomym. Czuję się fantastycznie w „nowej skórze”. Serdecznie pozdrawiam.
Ola




