• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Wapń mistrz odchudzania
  • Menu z wapniem za pan brat
  • Mieczysław Hryniewicz: Powinniśmy pokochać swoje ciała
  • Strategia dla zapracowanych
  • Dieta przez hibernację
  • Jest i lepiej, i gorzej
  • Alfabet dbających o linię cz.1
  • Wyznania nałogowego odchudzacza
  • Teraz wiem, co robić, i nie tyję
  • Wyczyn zastąpiła radość
  • więcej w tym wydaniu

Milcząca płeć

Superlinia, 11/2009; 74-75
Zuza Wiśniewska
  • fot. Shutterstock
więcej zdjęć
Mężczyźni z reguły chwalą się podbojami seksualnymi i talentami w sztuce miłosnej. Kobiety od pokoleń mówią na ten temat niewiele. Za to jak już zaczną...

Przyczynkiem do napisania tego tekstu jest pojawienie się nowej książki o „tych” sprawach, napisanej przez polską autorkę ukrywającą się pod pseudonimem Arundati:  „Terapia narodu za pomocą seksu grupowego”. Publikacja cieszy, ale to nic odkrywczego. Bo jeśli ktoś byłby ciekaw, co kobiety myślą i mówią o seksie, to sięgnąłby po wydaną w 1954 r. „Historię O”, „Sztukę kochania” z 1976 r. lub głośne „Monologi waginy” Eve Ensler sprzed 10 lat. Pierwsze, co by zaskoczyło czytelnika w tych lekturach, to szczerość i rzeczowość.

Wbrew naturze?

Do dziś pokutuje stereotyp, że świntuszą tylko mężczyźni, a to nieprawda! Już w latach 60. w amerykańskim raporcie Kinseya do fantazji erotycznych przyznało się 70 proc. kobiet. Wyszło na jaw, że myślą one o seksie podczas uprawiania go, ale też gdy się kąpią, robią zakupy, obierają warzywa. Te anonimowe wyznania Amerykanek oburzyły opinię publiczną, pokazały jednak, że świntuszyć to my – kobiety – też potrafimy. Natura próbuje nam to utrudnić. Do takiego wniosku doszła Louann Brizendine, neuropsychiatra z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco, autorka książki „Kobiecy umysł”. – Jeśli chodzi o myślenie seksualne, mężczyźni dysponują międzynarodowym portem lotniczym, natomiast kobiety – podmiejskim lotniskiem dla prywatnych awionetek. To wynika z innej budowy i pracy mózgu, inne jego rejony aktywują się najczęściej w ciągu doby – wyjaśnia dr Brizendine. – W następstwie panowie myślą o seksie co 52 sekundy, a panie tylko raz na dzień. Im bardziej kobieta jest zapracowana, zajęta dziećmi, zaabsorbowana sprawami rodzinnymi, tym mniej ma okazji, by w ogóle pomyśleć słowo na „s”... No chyba, że jest to dziewczyna do złudzenia przypominająca Samanthę Jones z „Seksu w wielkim mieście”, czyli kobietę, której wszystkie myśli krążą wokół seksu.

Wiekopomne odkrycia

„Dopiero po latach dowiedziałam się, że kobiety mają jedyny narząd w ludzkim ciele przeznaczony tylko do odczuwania przyjemności. Gdyby taki narząd znajdował się wyłącznie w męskim ciele, wyobrażacie sobie, ile byśmy się o nim nasłuchały?” – to fragment „Monologów waginy”. Książki, która sprowokowała tysiące kobiet do tego, by pomyślały chwilę o sobie z czułością. Z każdą kolejną stroną tej książki odkrywamy tajemnice alkowy innych kobiet, ale też... własne podejście do seksualności. Przyjazne, czasem wstydliwe, a momentami bardzo zafrasowane. Byłam pełna podziwu, że ktoś znalazł aż 21 nazw dla jęku rozkoszy, który może wydać kobieta. Od cichego wargowego, przez agresywny i dudniący, aż po sopranowy. Autorka, rozmawiając z kobietami, nie pytała ich o pożycie seksualne, ale o to, jak chodziłaby ubrana ich wagina. Czy byłaby amatorką długich płaszczy do ziemi, frywolnych kabaretek czy lateksowych strojów z suwakami? Każda kobieta czytająca taką książkę próbuje jakoś zdefiniować siebie. I o to chodzi w zaglądaniu do erotycznej literatury. Podobnie działają pikantne rozmowy między kobietami. W jednym z odcinków „Seksu w wielkim mieście” bohaterki rozprawiają o intymnych „fryzurach”. Kiedy wymieniają się pomysłami na fikuśne wzory, okazuje się, że jedna z nich nigdy nie widziała… własnego krocza. Bała się wziąć do ręki lusterko i zobaczyć własną „kobiecość” z męskiej perspektywy. Efekt? Zainspirowana rozmową zrobiła to od razu po przyjściu do domu i... nie mogła oderwać wzroku.

Świętoszki i ladacznice

Pożytków z babskiego świntuszenia jest wiele . Po pierwsze, pomaga ono oswoić się z mówieniem o seksie i wyrażaniem potrzeb. Po drugie, pomaga wymienić się doświadczeniami i wspierać radą, np. co zrobić, gdy partner nie ma ochoty albo nie potrafi pieścić kobiety tak, jak ona lubi. Trzecia zaleta to wzbudzanie erotycznych myśli. W jednej z przezabawnych książek o seksie pt. „Seks czegoś smutny” seksuolog Wiesław Sokoluk wspomina, że jedną z głównych przyczyn naszych problemów z seksem jest to, iż za rzadko o nim mówimy. Kobiety zakładają, że każdy facet wie, jak je zaspokoić. A przecież nie zapalają im się lampki tam, gdzie chcą być dotykane. Nie rozmawiamy też o seksie, bo„nie wypada”. „Skromne panienki nie chwalą się doświadczeniem w tych sprawach” – cytuje Wiesław Sokoluk. I... załamuje ręce. Może nie trzeba od razu sprawiać sobie koszulki z napisem „Uwielbiam seks i zaliczyłam 100 facetów!”, ale czasem odnosi się wrażenie, że żadna z nas jeszcze nigdy tego nie robiła! I tak, na placu boju zostają pojedyncze jednostki, autorki takich książek jak „Wilgotne miejsca” czy „Dziewczyna, której jedno w głowie”. One nie boją się przyznać, że uprawiają seks, a „świętoszki” czytają ich książki z wypiekami na twarzy i anonimowo wpisują na forach: „Może nie każda z nas jest jak Abby Lee, ale coś z Abby Lee jest w każdej z nas” (chodzi o Abby Lee, autorkę bloga o seksie, który został opublikowany w formie książki „Dziewczyna, której jedno w głowie”).

Język giętki...

Pewne jest, że gdyby nasi pradziadowie usłyszeli, jak zwracamy się do naszej drugiej połowy w sypialni, umarliby ze śmiechu. Bo choć nie mieli sekstelefonów, wideoczatów, targów erotycznych i filmów porno, w sprawach intymnych byli znacznie mniej pruderyjni niż my. I nazywali rzeczy po imieniu, używając bardzo bogatego języka. Dziś (jeśli już w ogóle rozmawiamy o seksie) stosujemy wulgaryzmy albo nazewnictwo medyczne. Ginekolodzy przyznają, że wiele pacjentek woli pokazać palcem, gdzie je boli, niż nazywać rzeczy po imieniu. Bo pewne słowa nie przejdą im przez gardło albo boją się, że powiedzą coś nie tak. Zadziwiające jest to, że choć niemal wszyscy znamy określenia wulgarne, to tylko co czwarty z ankietowanych Polaków wie, czy wagina to to samo, co pochwa.

Odwagi dziewczyny!

„Jestem fantastyczna” – powtarza sobie bohaterka książki napisanej przez Arundati. Właśnie dzięki zadowoleniu z siebie może być wyśmienitą kochanką poświęcającą wiele uwagi ciału mężczyzn i kobiet. Takiej właśnie akceptacji swoich ciał najbardziej brakuje, jej zdaniem, polskim kobietom. Długi ustęp poświęca pochwale własnego ciała, każdej jego części z osobna. Wnikliwie też opisuje, jak lubi być pieszczona. Jeśli do tej pory nie rozmawiałaś z koleżankami o seksie, może dyskusja o książce, filmie czy wystawie kobiecych aktów będzie dobrym punktem wyjścia? Trudno też oprzeć się wrażeniu, że niektóre erotyczne książki napisane przez kobiety albo zapisy szczerych pogaduszek o seksie powinni poznać przede wszystkim mężczyźni. Może wtedy wreszcie uwierzyliby, że interesuje i podnieca nas coś więcej niż tylko rozmiar...

Uważaj, jak mówisz!

Cała sztuka w rozmawianiu o seksie polega na tym, by dobrać odpowiednie słowa i nie znokautować partnera. Ryzykujesz to, jeśli świntuszysz...
...zbyt śmiało – nie znając jeszcze granic przyzwoitości swego rozmówcy (bo
np. świntuszycie po raz pierwszy). Nie zaczynaj od wulgaryzmów i dosadnych określeń. Mogą wywołać odwrotny skutek – zamiast zachęcić, wystraszą lub zawstydzą.
...zbyt szczerze –
pamiętaj, że twoje życie seksualne nie dotyczy tylko ciebie (chyba że rozmawiacie o masturbacji). Jeśli zaczynasz opowiadać o swoim nieudanym życiu seksualnym, przy okazji wystawiasz też opinię partnerowi.
...zbyt szczegółowo – o seksie najłatwiej rozmawia się w osobie trzeciej. Czasem lepiej powiedzieć, że twoja znajoma spotkała kogoś i wypróbowała z nim taką, a taką pozycję, niż przyznać, że nie potrafisz długo kochać się na jeźdźca. Ponadto, dla osób, które nie są skore do zwierzeń, twoja szczerość będzie dużym wyzwaniem. Zaczną się obawiać, że oczekujesz równie szczegółowych informacji o ich anatomii.
...zbyt wcześnie – niektórzy mężczyźni boją się śmiałych i otwartych kobiet. Zwłaszcza ci, którzy nie są pewni swoich umiejętności w ars amandi. Najpierw daj im się wykazać, a potem delikatnie zasugeruj wprowadzenie zmian (jeśli są konieczne).

Zdyskryminowana dosadnie i frywolnie...

Jedną z najbardziej znanych erotyczno-pornograficznych powieści – „Historię O” – stworzyła (pod pseudonimem) francuska dziennikarka Anne Desclos. Pozycja ukazała się w 1954 r. I od razu odniosła sukces. Choć prawdziwą tożsamość autorki poznano dopiero 10 lat temu, nadal są tacy, którzy się upierają, że tak śmiałe słowa mógł napisać tylko mężczyzna.

Kobiety fantazjują o:
• miłości francuskiej,
• seksie z nieznajomym,
• byciu zmuszoną (tylko pozornie) do seksu,
• seksie w miejscu publicznym.

Mężczyźni fantazjują o:
• byciu zdominowanym przez kobietę,
• seksie z nieznajomą,
• miłości francuskiej,
• seksie z kilkoma kobietami naraz.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt