Marzena Kwiatkowska
Z wykształcenia pracownik marketingu i trener fitness ze specjalnością prowadzenia zajęć dla osób otyłych. Od 2000 roku zajmuje się profesjonalnie prowadzeniem Klubów Puszystych na Śląsku Cieszyńskim: W Cieszynie, Strumieniu, Jastrzębiu Zdroju, Wiśle, Bąkowie i Chybiu. Oprócz efektywnego odchudzania członkowie jej klubów tworzą małą, aktywnie działającą w regionie i wzajemnie wspierającą się społeczność.
Jak zaczęła się pani przygoda z Klubami?
O problemach ludzi otyłych i z nadwagą wiem sporo z własnego doświadczenia, bo sama jako nastolatka miałam dużą nadwagę. Przy wzroście 160 cm ważyłam około 80 kilogramów. Od dawna interesowałam się więc wszystkim, co dotyczy odchudzania, szukałam jakiejś formy zajęć, aktywności, które pozwolą przeciwdziałać mojej własnej tendencji do tycia, a przy okazji chciałam robić coś, co będzie pożyteczne także dla innych.
Zanim to się stało, miała pani etat w codziennej gazecie. Teraz pracuje pani jako trener fitness. To duża zmiana...
Faktycznie zanim zaczęłam profesjonalnie zajmować się Klubami, pracowałam na etacie po kilkanaście godzin dziennie w dziale reklamy „Dziennika Zachodniego”. Jednak kiedy w 2000 roku urodziła się moja córka, szukałam takiej pracy, którą mogę zaczynać po południu, by pogodzić z nią domowe obowiązki. Wtedy pojawił się pomysł na prowadzenie Klubów Puszystych. „SuperLinia” dała mi patronat prasowy i opublikowała informację. I tak powstał pierwszy klub w Cieszynie, który istnieje do dziś.
Od początku byli chętni?
Od razu przyszło ponad 40 osób i zgłaszały się nowe z innych miast. Kolejny klub powstał w Strumieniu, Wiśle, później w Jastrzębiu Zdroju. Ostatnio niewielki klub zaczął działać w Chybiu. I wszystkie kluby, które pani założyła, nadal działają?
Nie. W niektórych miejscowościach przestały istnieć, ale wtedy w np. w sąsiednich miastach pojawiły się nowe. Panie, które dojeżdżały wcześniej na zajęcia z daleka, decydowały się zorganizować grupę u siebie. Teraz prawie każdy z klubów, które prowadzę, ma od 30 do 60 stałych członków.
Ale przecież potrzebowała pani jakiegoś przygotowania?
Nie miałam wcześniej wykształcenia fizykoterapeuty ani trenera fitness. Wtedy nie było łatwo o zdobycie takiego zawodu, a mnie dodatkowo zależało na specjalizacji – praca z osobami otyłymi. Teraz niemal we wszystkich większych miastach są przeróżne kursy i szkolenia w tym zakresie. Kilka lat temu tego nie było. Ale ja znalazłam wreszcie w Krakowie szkołę, w której zdobyłam taki certyfikat.
Czy to wystarczyło?
Sama wiedza, jak prowadzić zajęcia fitness, to za mało. Trzeba też umieć dostosować je do konkretnych problemów zdrowotnych – i to dała mi szkoła w Krakowie. Jednak najważniejsze jest to, żeby czuć, o co chodzi w gimnastyce ludzi z nadwagą. Dla trenerki ćwiczenia są przyjemnością, ale dla kogoś, kto waży kilkanaście albo kilkadziesiąt kilogramów więcej niż trzeba i dopiero zaczyna ćwiczyć – to ogromne cierpienie. Jeśli trener nie zdaje sobie z tego sprawy, tylko wymaga wysiłku, a nie wspiera i nie dodaje otuchy do wytrwałości, wtedy łatwo się zniechęcić. Gdybym tego nie wiedziała, nie miałabym ludzi na ćwiczeniach.
Czy pani praca polega tylko na prowadzeniu ćwiczeń?
Staram się też konkretnie pomagać w odchudzaniu poszczególnym paniom, które zgłaszają się do mnie z takim problemem. Przede wszystkim rozmawiamy o diecie, opracowujemy plany zdrowego żywienia. Mam też urządzenie do badania poziomu tkanki tłuszczowej i, od niedawna, aparat sprawdzający, czy w organizmie nie ma stanów zapalnych w obrębie układu trawienia. Czasem to jest przyczyna, że ktoś nie chudnie, bo np. ma chroniczne zaparcia albo chorą wątrobę. Kiedy wiemy, co się dzieje, wiadomo, co robić. Dobieram suplementy – błonnik czy chrom, albo zioła oczyszczające. I wtedy często waga zaczyna iść w dół.
Ale trzeba mieć miejsce do prowadzenia zajęć. Korzysta pani z sal w klubach fitness?
Dla typowych fitness klubów ja jestem konkurencją, dlatego sama muszę szukać lokum. Prawie wszystkie moje grupy spotykają się w szkołach. W większych miastach, jak Cieszyn czy Jastrzębie Zdrój, wynajmuję salę i basen przy uczelni albo w ośrodkach wczasowych. Płacę za wynajem z przychodów firmy – czyli z opłat uczestniczek za zajęcia. Za miesięczny karnet, który obejmuje dwa zajęcia tygodniowo, panie płacą ok. 50 zł. Nawiasem mówiąc, cena karnetu nie zmieniła się od początku.
A co na to pani rodzina?
Moja dziewięcioletnia córka często uczestniczy ze mną w zajęciach. Ćwiczy ze wszystkimi, a jednocześnie sprawdza, czy panie poprawnie wykonują ćwiczenia. Mąż też bardzo mnie wspiera. Nie tylko akceptuje moje pomysły, ale organizuje ze mną większe spotkania integracyjne dla rodzin klubowiczek.
Potrzebne są te spotkania?
Oczywiście, że tak. W małych miasteczkach i na wsi panuje stereotyp, że kobieta po pracy i wieczorem powinna siedzieć w domu. Czasem panie rezygnowały z odchudzania właśnie dlatego, że mężowie byli niezadowoleni. Mieli pretensje, że żony wychodzą z domu, zajmują się sobą, chcą się podobać, zmieniają się... I dzieje się to w porze, kiedy oni czekają na kolację! Dopiero gdy całe rodziny przyszły na spotkanie, mogły się poznać i zaprzyjaźnić, mężowie zobaczyli, że te zmiany nie kłócą się z dobrem domowego ogniska. Sami zaczęli mobilizować żony, by organizowały sobie czas na relaks i ćwiczenia. Powoli udało się przełamać lody.
Dodaj komentarz
Komentarze
-

Super, bardzo żałuję że mieszkam w małej miejscowości gdzie otyłych wytyka się palcami jak wsiadają na rower. Sama ważę 85 kg i kiedy zaczęłam biegać słyszałam za plecami że zamiast straszyć na ulicy to powinnam mniej żreć . Nie jest to zbyt miłe więc przestałam ćwiczyć, Zamknęłam się w domu i zaczęłam jeść. Może ktoś kiedyś u nas założy taki klub. Będę pierwszą osobą która się do niego zapisze.
~Wiola 2011-04-29 17:56:38
-

Wchodząc na ten blog ucieszyłam sie, że wywiad jest przeprowadzony z Marzeną Kwiatkowską.Uczestniczyłam w jej zajęciach przez okres dwóch lat. Ze wzgldów zdrowotnych przerwałam zajecia. Cudownie je wspominam, niejednokrotnie powracam wspomnieniami do tamtego okresu a nawet borykam się z myślami o powrocie do klubu Puszystych. Marzena potrafi wprowadzić wspaniałą atmosferę nie tylko na ćwiczeniach ale również na spotkaniach dotyczących problemów nadwagi i wspólych wyjazdów inegracyjnych. Zapewne w tym roku Marzena Kwiatkowska obchodzi swój jubileusz zawodowy dlatego też składam serdeczne życzenia dalszych sukcesów zawodowych i rodzinnych.
~Barbara 2010-09-20 08:20:37
-

test
~test 2010-08-18 13:48:51



