• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Zdradliwy powab cukru
  • Dieta słodka bez słodyczy!
  • Precz, pyszna pokuso
  • Ewa Telega: Organizm sam mi dyktuje, co mam jeść
  • Harmonia i równowaga
  • Gwiazdorskie sposoby na płaski brzuch
  • Bieganie – moja miłość
  • 6 powodów, by zacząć biegać
  • Do trzech razy sztuka
  • Wielka moc małego ziarna, czyli dieta lniana
  • więcej w tym wydaniu

Bieganie – moja miłość

Superlinia, 10/2009; 18-19
Iza Czajka
  • fot. zbiory prywatne
  • fot. zbiory prywatne
więcej zdjęć
Jest ich w Polsce bardzo niewiele, nie czują się jednak elitą, tylko zwykłymi kobietami z pasją. Kochają wylewać pot na treningach, ścigać się na zawodach i jeść grochówkę po dobiegnięciu na metę. Dlaczego? Bo bieganie daje satysfakcję i buduje poczucie własnej wartości. Przeczytaj, jak treningi zmieniły życie trzech naszych bohaterek.

Uwielbia rywalizację. Nigdy nie była orłem z WF-u

Marzena D.:
wiek: 50+, wzrost: 164 cm, waga: 50 kg. Specjalistka od motoryzacji. Wychowuje samotnie syna. Trenuje 3–4 razy w tygodniu popołudniami,  chodzi na basen i siłownię. Jest wielką fanką biegania w grupie. Wspólne treningi z klubem „aleTEMPO” działają na nią mobilizująco i są znacznie przyjemniejsze od tych samotnych. W tym roku startowała już 39 razy. Zdobyła wyjazd do Barcelony na bieg na 10 km  w nagrodę za nazbierane punkty w konkursie zorganizowanym przez Klub Biegacza NIKE dla uczestników Ścieżek Biegowych. Ma w tym roku przed sobą jeszcze kilka startów. Jako najaktywniejsza biegaczka na Ścieżkach, będzie pracować nad formą pod okiem trenera NIKE.

Trudne początki

Kiedy w 2005 roku wystartowały pierwsze ścieżki biegowe NIKE, Marzena bywała na treningach, ale jako osoba asystująca synowi,  z czasem jako fotograf uwieczniający zmagania trenujących. Na zajęcia w parku Skaryszewskim, oprócz początkujących biegaczy przychodziły także osoby trenujące indywidualnie i regularnie od wielu lat – prawdziwi pasjonaci biegania. To właśnie oni niezmordowanie i systematycznie, nie zrażając się odmowami i wykrętami, nakłaniali ją do rozpoczęcia treningów. Jak się później  okazało, te konsekwentne namowy przyniosły zamierzony skutek i starty w pierwszych zawodach –  Biegu dla Pań na Skrze oraz w Minimaratonie w Lesznowoli. Po debiucie Marzena zaczęła systematycznie trenować, ale przyznaje, że początki nie były łatwe. W tym czasie trochę popalała, a jedyną formę aktywności fizycznej stanowiły spacery z psem, więc z kondycją naprawdę nie było najlepiej... Podczas pokonywania nawet krótkich odcinków brakowało jej tchu i myślała tylko o jednym – żeby wreszcie zatrzymać się i... uciec do domu! Teraz już nie bardzo pamięta, dlaczego wówczas nie poddała się i nie zrezygnowała z treningów. „Może chciałam powalczyć sama ze sobą i z własnymi słabościami? Wymyśliłam też, że bezpośrednio po treningach biegowych będę odwiedzać pobliski basen, aby orzeźwić się i jednocześnie popracować nad oddechem”. Jedna dyscyplina wiodąca samoistnie wymusiła uprawianie drugiej – uzupełniającej.

Szczuplejsza i zdrowsza
Bieganie przewróciło jej życie do góry nogami. Gdy zaczęła systematycznie trenować, zainteresowała się zdrowym odżywianiem. Wcześniej intensywnie i przez długi czas się odchudzała. Jednak efekty podejmowanych starań były mizerne i krótkotrwałe. Od czasu rozpoczęcia regularnych treningów, bez specjalnych zabiegów, ziółek i wyrzeczeń, zgubiła ponad 10 kg! Z czasem też przekonała się, że tylko systematyczne treningi przynoszą efekty w postaci lepszych wyników i właśnie z powodu tego „odkrycia” nie robiła dłuższych przerw w treningach, nawet podczas kontuzji. Ćwiczyła wówczas mniej intensywnie, ale trenowała i startowała. Jednocześnie obserwując siebie, doszła do wniosku, że bieganie ma właściwości lecznicze. Po prostu – będąc ciągle, dosłownie i w przenośni, w biegu, wyleczyła się z wszystkich nękających ją przypadłości.

Co w bieganiu jest najfajniejsze?
Samo bieganie jest wystarczająco wciągające, pasjonujące i ekscytujące. Nie wymaga specjalnych nakładów finansowych. Poprawia samopoczucie, kondycję… i uwrażliwia.  Pozwala także z dystansem patrzeć na trudności dnia codziennego i przezwyciężać je, bo bieganie wzmacnia nie tylko mięśnie, ale i psychikę.

Gdy trenuje do zawodów, zapomina o całym świecie

Ania Z.:
wiek: 52, wzrost: 164 cm, waga: 62 kg. Staż biegowy 7 lat. Jest inżynierem transportu.  Prywatnie mama dorosłych dzieci: Marysi i Jasia. Biegać na poważnie zaczęła od udziału w biegu Niepodległości w listopadzie 2003 roku. Do tej pory zaliczyła już 5 maratonów: 3 w Warszawie, po jednym w Berlinie i Wiedniu, a także 6 półmaratonów i niepoliczalną ilość biegów na 10 km. Dla niej nie czas jest najważniejszy, ale pokonywanie własnych słabości. W ciągu tygodnia trenuje przed pracą, zaczyna już o 6 rano.

Nieoczekiwane olśnienie
Zadecydował przypadek, Ania zaczęła od pomocy swojej 16-letniej córce w przygotowaniach  do biegu przełajowego organizowanego w szkole przez nauczyciela historii. Córka wygrała i zakończyła na tym swoją przygodę z bieganiem, a ona trenowała dalej. Głównie ze względu na łatwość uprawiania tego sportu i względną „taniość”. Jakiś czas chodziła na aerobik, ale udział w zajęcia wymagał dość wysokich opłat i dojazdu do klubu, a to wiązało się ze staniem w korkach i dużą stratą czasu. Biegać za to mogła blisko domu. Lubi poranne wstawanie, a świat o świcie nastraja ją optymistycznie. Ranny wysiłek sprawia, że czuje się lekko i zaczyna dzień z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

Łzy i euforia
Kiedy zaczynała biegać z córką, treningi bez wytyczonego celu były łatwe i przyjemne, pozwalały spędzać więcej czasu z dorastającym dzieckiem. Trudności zaczęły się z chwilą podjęcia decyzji o pierwszym starcie w zorganizowanym biegu (Bieg Niepodległości 2003 rok). Wtedy żarty się skończyły, zaczął się reżim treningów, wytyczanie celów i próba ich osiągnięcia. Start w zorganizowanym biegu sprawia, że kończy się czysta przyjemność, a zaczynają – rywalizacja i gwałt na „własnym ciele”. Ale, jak twierdzi, taka jest cena za chwile euforii na mecie. Często jednak zdarza się, że organizm mówi „dość” i wtedy na mecie czuje się zawód
i niespełnienie: „Tyle tygodni wysiłków i znów obstawiała tyły! Jedyna pociecha, że następnym razem może być lepiej”. Trenując, stara się dawać z siebie wszystko. Życie niestety lubi pisać własne scenariusze. Wyjazdy służbowe, życie rodzinne i towarzyskie to wszystko wybija z rytmu i utrudnia realizację planów treningowych. Konsekwencje tego odczuła boleśnie w tym roku podczas maratonu w Wiedniu. Wyjazd na narty dwa tygodnie przed startem w maratonie, ranne treningi w górach, w zmiennych warunkach (rano mróz, w południe wiosenne słońce i +16°C), podróż samolotem, przeziębienie, wysoka gorączka, kuracja antybiotykowa, start pomimo wszystko i... totalna klapa. Posłuszeństwa odmówiły nogi i żołądek. Mimo tego doświadczenia chce pobiec w maratonie warszawskim i nareszcie posmakować zwycięstwa.

Co dało mi regularne bieganie?
Kontakt z przyrodą, poczucie dobrze wykorzystanego czasu, satysfakcję z pokonywania własnych słabości, nowe znajomości i przyjaźnie. Treningi pogłębiają więź z biegającymi dorosłymi dziećmi i 76-letnim ojcem. Nic mi nie zastąpi 2,5-godzinnego biegu z synem i synową. A każdy pokonany kilometr to więcej siły fizycznej i zdrowia, a mniej kilogramów i centymetrów w talii

Wspina się, jeździ na nartach i na rowerze. Najbardziej kocha bieganie

Karolina Z.:
wiek: 25 lat, wzrost: 170 cm, waga: 63. Biega od 5 lat. Mimo krótkiego stażu zaliczyła już trzy maratony (Warszawa, Gdańsk, Berlin), sporą ilość zawodów na 10 km i kilka półmaratonów. Od niedawna pracuje na pełny etat jako urzędnik państwowy: zajmuje się funduszami europejskimi. Jest żoną Jasia, syna Ani.

Bez względu na pogodę
Od czasów liceum Karolina była ruchliwa: chodziła na aerobik, jeździła na rowerze. Pewnego dnia spróbowała biegania, bo – jak stwierdziła – jogging to najłatwiejszy i najtańszy sport. Wystarczy wyjść z domu i pobiec do pobliskiego parku, o dowolnej godzinie, bez skrępowania, bez abonamentu. Na początku truchtała dla czystej przyjemności, bez planu treningowego czy specjalistycznego stroju. Po jakimś czasie w okolicy Kępy Potockiej spotkała grupkę biegaczy, którzy mieli dużo dłuższy staż oraz wiedzę na temat treningu, odpowiedniego odżywiania i ekwipunku biegacza. Zaczęła z nimi trenować. Wtedy zrozumiała, jak ważne są buty i strój biegowy. Od tamtej chwili jest świadomą biegaczką: wyznacza sobie cele treningowe, startuje w amatorskich zawodach. Tą pasją zaraziła swojego męża, od zawsze zdeklarowanego fana dwóch kółek. Teraz biegają razem bez względu na porę roku i pogodę. Nawet w listopadowy poranek na świeżym powietrzu czuje przypływ energii i z uśmiechem zaczyna dzień.

Od rana w biegu
Gdy przybyło jej obowiązków związanych z domem i pracą, aby biegać, musiała zreorganizować swój dzień. Pobudkę z 7 przesunęła się na 5.30, aby o 6 wychodzić na trening. Z reguły biega 7 km, z krótką rozgrzewką, co zajmuje jej około 50 minut. Po treningu rozciąga się. Potem je „docelowe” śniadanie (przed biegiem zwykle zjada małą grzankę z miodem) i na 8.15 jedzie do pracy. Dwa razy w tygodniu chodzi na siłownię. Taki trening zajmuje jej ok. 2 godzin.

Dlaczego warto  biegać
Przede wszystkim ruch jest dobry dla każdego, a bieganie to najprostsza forma aktywności fizycznej. Dzięki niemu serce i układ krążenia są zdrowe. Poza tym bieganie poprawia wygląd, pozwala utrzymać ładną sylwetkę bez drakońskich diet. A oprócz tego daje siłę i wiele energii w życiu codziennym.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt